Ślepa amunicja

Ślepa amunicja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dlaczego Polska nie potrafi legalnie zarabiać na handlu bronią?
Polska znajduje się na szarym końcu listy eksporterów broni. Jeszcze pod koniec lat 80. zajmowała w tym rankingu ósme miejsce na świecie. W ostatnich latach wzrosła jednak liczba państw objętych embargiem ONZ i przestał istnieć Układ Warszawski gwarantujący nam kontrakty na sprzedaż broni. Co gorsza, Polska nie potrafi dziś znaleźć nowych odbiorców i przegrywa w rywalizacji z zachodnimi potentatami przemysłu zbrojeniowego. W rezultacie państwo zostało pozbawione jednego z największych źródeł dochodu. Kwitnie za to czarny rynek - przynajmniej trzecia część broni wysyłanej z Polski przekracza granicę nielegalnie.
Urząd Ochrony Państwa prowadzi kilka śledztw związanych z handlem bronią. Zgodnie z przepisami, firmy, które chcą przywozić i wywozić z Polski broń, muszą uzyskać wpis do specjalnego rejestru prowadzonego przez Ministerstwo Gospodarki. W tej chwili takich firm jest 115, zdecydowanie mniej niż kilka lat temu. Wpis nie gwarantuje jeszcze pozwolenia na podpisanie kontraktu. Każdorazowo potrzebna jest zgoda ministra gospodarki, który wcześniej prosi o opinię szefów resortów obrony, spraw wewnętrznych i administracji, spraw zagranicznych, a także Urzędu Ochrony Państwa.
Skomplikowane procedury sprawiają, że broń jest jednym z najchętniej przemycanych towarów. Opłacalność tego procederu porównywać można jedynie z przemytem narkotyków. Latem tego roku w Rzeszowie skazano pięciu członków mołdawsko-ukraińskiego gangu zajmującego się przemytem broni do Polski. Wśród skazanych znalazł się też pracownik śląskiej firmy handlowej i były funkcjonariusz mołdawskiej straży granicznej. W baku samochodu należącego do jednego z członków grupy znaleziono granaty. Później okazało się, że skazani przemycali również amunicję, lont, a nawet wyrzutnię rakiet przeciwpancernych.
Nielegalny handel bronią na masową skalę wbrew pozorom nie jest jednak domeną grup przestępczych. Okazuje się, że trudnią się nim głównie firmy mające legalne koncesje. - Przemyt kilkunastu pistoletów nie ma dużego znaczenia dla interesów państwa. Gorzej, gdy dochodzi do transakcji opiewającej na miliony dolarów, a broń dociera nie tam, gdzie powinna. Takich wypadków ostatnio nie brakowało - mówi urzędnik Ministerstwa Gospodarki, zajmujący się handlem bronią.
Zdarzało się, że broń eksportowana za zgodą ministra gospodarki trafiała do państw objętych międzynarodowym embargiem. Tak mogło być z transportem 20 czołgów, które Cenzin wysłał do Jemenu. Czołgi nigdy nie dotarły do celu. Najprawdopodobniej trafiły do Sudanu - państwa objętego embargiem za popieranie terroryzmu.
Właśnie reeksport to najprostszy sposób ominięcia zakazów. Ze znalezieniem odbiorcy w krajach objętych embargiem przeważnie nie ma problemu, gdyż zwykle są one uwikłane w zbrojne konflikty. Wystarczy więc znaleźć krajową firmę, która nie figuruje jeszcze na "czarnej liście" i zgodzi się oficjalnie kupić broń. Firma może być fikcyjna, najlepiej z siedzibą w Afryce lub w Azji, gdzie sprawdzenie wiarygodności kontrahenta graniczy z cudem. Po uzyskaniu zgody ministra podpisuje się kontrakt. Ustalenie, gdzie ostatecznie trafia broń, jest praktycznie niemożliwe. A nawet jeśli przypadkowo sprawa zostanie ujawniona, polski eksporter i tak nie ponosi odpowiedzialności za nierzetelność odbiorcy. Takich wypadków było już co najmniej kilka. W 1997 r. amerykański dziennik "Washington Times" oskarżył Polskę o eksport czołgów T-72 do objętego embargiem Iranu. Tej sprawy nigdy nie udało się wyjaśnić do końca.
Mimo skomplikowanego systemu wydawania zezwoleń, Ministerstwo Gospodarki nie jest w stanie zagwarantować legalności wszystkich podpisywanych umów. Co więcej, zdarzały się sytuacje paradoksalne: wydawano na przykład zgodę na eksport broni do nie istniejących państw lub zezwalano na sprzedaż broni zagranicznym firmom, które nie miały koncesji. W taki sposób doszło do największej afery w handlu bronią w III RP. W 1998 r. funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwa aresztowali szefów firm Cenrex i Steo. Okazało się, że Cenreksowi zezwolono na eksport broni do Ludowo-Demokratycznej Republiki Jemenu, choć kraj ten od kilku lat nie istniał. Potem okazało się, że obie firmy sprzedawały pistolety i amunicję estońskiej firmie, której wcześniej odebrano koncesję. W trakcie śledztwa ustalono, że warta 4,5 mln dolarów polska broń trafiła m.in. do Somalii i krajów byłej Jugosławii, a także do grup przestępczych działających w Europie i Azji.
Polscy producenci są dziś niemal nieobecni na międzynarodowym rynku handlu bronią. Nawet jeśli któryś z nich zdoła wynegocjować korzystny kontrakt, nie potrafi go zrealizować w zgodzie z przepisami. Tak było w wypadku Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. Firmie udało się zdobyć kontrakt na budowę okrętów desantowych dla Jemenu. Na pośrednika w sprzedaży statków wybrano jednak przedsiębiorstwo, które nie posiadało koncesji Ministerstwa Gospodarki. Pośrednik miał zarobić 2 mln USD, stocznia - 50 mln USD. Sprawa wyszła jednak na jaw, wkrótce przed sądem staną dyrektor stoczni i szef pośredniczącej firmy.
Jemen to od kilku lat główny odbiorca broni z Polski. Cenzin podpisywał kontrakty warte kilkadziesiąt milionów dolarów. Swoje produkty sprzedawał Jemeńczykom również radomski Łucznik i starachowicki Star (ciężarówki wojskowe). Tymczasem polskie władze już kilkanaście razy były alarmowane przez zagraniczne służby wywiadowcze (m.in. amerykańską CIA), że nasza broń zamiast do Jemenu trafia do państw objętych embargiem - Sudanu, Somalii i Erytrei. W efekcie Polska nie tylko nie poprawia swej pozycji na liście światowych eksporterów broni, ale wręcz zaczyna uchodzić za kraj wspierający terroryzm. - W wypadku czołgów, które trafiły najprawdopodobniej do Sudanu, sytuacja była poważna. Amerykanie grozili nam sankcjami, dlatego eksport kolejnej partii wstrzymano - mówi urzędnik Ministerstwa Gospodarki.
Obawiając się reakcji sojuszników z NATO, Polska nie wysyła broni nawet do państw nie objętych embargiem, takich jak Pakistan czy Indie. Wiadomo bowiem, że Amerykanie są niechętni eksportowi broni do tych państw. To kolejna przyczyna naszych słabych wyników eksportowych, powodujących uszczuplenie wpływów do skarbu państwa. Budżet traci poważne kwoty z podatków, które mogliby płacić eksporterzy. Państwo nie ma też zysków wynikających z udziałów, jakie posiada w największych centralach handlu bronią - Cenzinie, Cenreksie i Bumarze. Jeśli Polska w najbliższym czasie nie wypracuje strategii rozwoju przemysłu zbrojeniowego i eksportu broni, za kilka lat zostanie w tym biznesie zepchnięta na margines, a jej przemysł zbrojeniowy ostatecznie runie.

Więcej możesz przeczytać w 40/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0