Elity na kacu

Elity na kacu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Elton John, Elizabeth Taylor, Liza Minelli, Melanie Griffith, prof. Wiktor Osiatyński, prof. Lech Falandysz - to tylko niektóre znane osoby, które dotknęła choroba alkoholowa.
Wykształcenie, sukces i bogactwo nie chronią bowiem przed alkoholizmem. Niektórzy uważają, że nawet mu sprzyjają.
Ludzie sukcesu "muszą" nieustannie odnosić zwycięstwa, podejmować jedynie słuszne decyzje, pomnażać bogactwo, zdobywać kolejne nagrody. Wielu z nich nie jest w stanie znieść takiej presji otoczenia. Zależni od koniunktury, władzy lub innych ludzi żyją w nieustannym napięciu. Boją się, że przestaną być cenieni, jeśli się ponownie nie wykażą. Zaczynają zatem szukać czegoś, co ukoi ich nerwy. Najłatwiej jest wtedy sięgnąć po alkohol. Tym bardziej że okazji do tego mają wiele. Dziesiątki "zakrapianych" imprez i spotkań. Z czasem zauważają, że bez alkoholu nic im się nie udaje.
- Piją, bo są coraz bardziej zapracowani. Mają mniej czasu na odpoczynek. Alkohol pozwala im zaś szybko rozładować napięcie i zlikwidować uczucie zmęczenia - mówi Halina Ginowicz z Oddziału Odwykowego w Łukowie. - Mimo wysokiego statusu społecznego, nie umieją sobie radzić z emocjami, z krytyką, nawiązywać satysfakcjonujących związków z innymi ludźmi. Nie mają przyjaciół, lecz partnerów w interesach, nie mają rodziny, lecz towarzystwo domowników - dodaje dr Jerzy Kamiński z Oddziału Odwykowego w Łukowie. - Zauważają, że po wypiciu czują się lepiej, są odprężeni, łatwiej zasypiają. Aby poprawić nastrój i osiągnąć ten sam co poprzedniego wieczora stan zadowolenia, piją coraz więcej. Po pewnym czasie okazuje się, że nie umieją spędzić wieczoru bez alkoholu. Picie staje się lekarstwem na życie w ciągłym stresie. Wydaje im się, że najlepszym - wyjaśnia dr Bohdan Woronowicz z Ośrodka Terapii Uzależnień w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
Nauczyciele piją z powodu frustracji. Po kilkunastu latach pracy okazuje się, że nie mogą niczego więcej osiągnąć, że ich zarobki nie wzrastają, a prestiż zawodu, który wybrali, spada. Z kolei lekarze piją na dyżurach w szpitalu, by poprawić nastrój i odreagować ciągły stres. - Artyści boją się, że gdy przestaną pić, zatracą tożsamość artysty, stracą zdolności twórcze. Często wydaje im się, że alkohol jest jedynym istotnym źródłem inspiracji, że bez niego niczego nie napiszą, nie zagrają, nie namalują. A to przecież alkohol odcina ludzi od realnego świata wartości i przeżyć - mówi Ireneusz Kaczmarczyk z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego i członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. W alkoholową pułapkę artyści wpadają częściej niż inni. Panuje bowiem powszechne przyzwolenie na ich picie. Artyście wolno przekraczać granice, które są nie do przekroczenia dla przedstawicieli innych profesji. Te zawyżone normy są jednak zgubą dla pijących artystów. Pili Rafał Wojaczek, Stanisław Grochowiak, Stanisław Grzesiuk, Edward Stachura.
- Wielu twórców także nie wyobraża sobie życia bez alkoholu. Boją się zrezygnować z picia nawet wtedy, gdy nie są już w stanie tworzyć. Wierzą, że alkohol ich inspiruje. Z tego powodu leczenie artystów jest wyjątkowo trudne - uważa Jagoda Fudała z Ośrodka Terapii Uzależnień od Alkoholu przy szpitalu psychiatrycznym w Pruszkowie. Równie trudni do leczenia - choć z innych przyczyn - są księża. Mają być wzorem do naśladowania, tymczasem pijąc, postępują niezgodnie z głoszonymi wartościami. Mają poczucie winy. Samotność i brak oparcia w najbliższych sprzyjają uzależnieniu. Część księży zamiast na leczenie kieruje się do specjalnych ośrodków odosobnienia. - Alkoholizm jest pojmowany w kategorii grzechu, a grzechu się nie leczy, należy za niego odpokutować - komentuje Jacek Kasprzak z Zakładu Lecznictwa Odwykowego dla Osób Uzależnionych od Alkoholu w Czarnym Borze.
Nadużywają alkoholu ludzie z pierwszych stron gazet, biznesmeni, politycy, profesorowie, twórcy, przedstawiciele zachodnich koncernów, prokuratorzy, policjanci. Coraz częściej chcą się leczyć. Dochodzą do wniosku, że mają zbyt wiele do stracenia. Nie osiągają dna, jak czynią to alkoholicy z niższych warstw społecznych. Szybciej dostrzegają też, że życie zaczyna im się wymykać spod kontroli. - Z roku na rok przybywa nam pacjentów z wyższym wykształceniem. Obecnie stanowią oni 16 proc. osób leczonych w naszym ośrodku - mówi dr Kamiński. - Kilka lat temu osoby wykształcone, które decydowały się na leczenie odwykowe, należały do rzadkości. Teraz ci pacjenci to ok. 10 proc. wszystkich naszych podopiecznych - dodaje Jagoda Fudała. Podobnie jest w innych placówkach.
Pierwszym impulsem do podjęcia terapii są kłopoty w pracy. Uzależnieni rozpoczynają leczenie zmuszani przez pracodawcę lub przełożonego, który stawia im ultimatum: albo przestaną pić, albo zostaną zwolnieni. Czasami sami pracodawcy dochodzą do wniosku, że wyrzucenie pijącego, ale dobrego pracownika niewiele zmieni. Oferują mu zatem pomoc. Wysyłają na kurację, na którą udzielają niekiedy bezzwrotnej pożyczki. W Stanach Zjednoczonych taka forma pomocy jest coraz powszechniejsza. Zaczynają ją stosować także polscy pracodawcy. Osoby uzależnione decydują się na leczenie zazwyczaj w czasie urlopu - płatnego lub bezpłatnego. Nie chcą brać zwolnienia lekarskiego, bo pieczątka ze szpitala lub przychodni psychiatrycznej nadal źle się kojarzy. Wielu rozpoczyna leczenie na prośbę najbliższych.
Wbrew pozorom intelekt nie pomaga wyjść z alkoholizmu - przyznają terapeuci. Niemal wszyscy uzależnieni powtarzają: nie jestem alkoholikiem, bo nie wyglądam na takiego; mam pieniądze, pozycję, ludzie mi się kłaniają. Kłopoty sprawiają szczególnie w pierwszym etapie leczenia. - Pozornie robią duże postępy. Niby szybko się uczą, ale tak naprawdę wykorzystują intelekt, aby nie poddać się procesowi leczenia. Nieustannie polemizują z terapeutą, podkreślają różnicę między sobą a innymi pacjentami, walczą, starają się udowodnić, że nie stracili kontroli nad piciem. Szukają własnych, odmiennych od zalecanych pomysłów na terapię - mówi Jagoda Fudała.
- Przywykli także do tego, że to oni decydują. Buntują się, gdy ktoś obcy podpowiada, jak pokierować swym życiem. Nie są przyzwyczajeni do liczenia się z odmiennym zdaniem - mówi dr Woronowicz. Profesor medycyny musi się pogodzić z tym, że będzie go leczyć pielęgniarka, którą dotychczas pouczał. Nie tylko będzie decydować o jego terapii, lecz także wysłucha zwierzeń. - Wojskowi muszą zrezygnować z wojskowego drylu, muszą wydać sobie samemu rozkaz przeniesienia do cywila na czas terapii - dodaje Jacek Kasprzak.
- Trudniej jest leczyć humanistów niż osoby obdarzone ścisłym umysłem. Wystarczy, że ci ostatni zrozumieją, na czym polega ich problem. Humanista podchodzi emocjonalnie do tych informacji - przyznają terapeuci. Jeszcze więcej kłopotów sprawiają im mundurowi: wojsko i policja. - Grupy te są licznie reprezentowane wśród osób uzależnionych. W męskich środowiskach zawodowych przyzwolenie na picie w pracy jest większe. Jest to też preferowany i akceptowany sposób odreagowywania stresu zawodowego poza służbą - mówi Jagoda Fudała. Osoby ze świecznika trudniej jest leczyć także dlatego, że nie dostrzegają zła, jakie wyrządza alkohol. Swoje obowiązki nadal dobrze wypełniają, odtruwają się za własne pieniądze, nikogo nie krzywdzą.
Wielu z nich szuka specjalnej oferty terapeutycznej. Chcą bowiem - jak zawsze - być traktowani wyjątkowo. Grupa przypadkowych ludzi ich przeraża. Oczekują dyskretnej pomocy. - Szukają miejsca, gdzie będą mogli ukryć swój wstyd. Poczucie wstydu jest tak ogromne, że niewielu ma odwagę publicznie przyznać się do picia - wyjaśnia Jacek Kasprzak. Swoje grzechy chcą ukryć policjanci, którzy pod wpływem alkoholu nierzadko wchodzą w konflikt z prawem, a przecież to oni mają stać na straży porządku. Lekarze boją się, że staną naprzeciwko swoich byłych pacjentów, którym być może nie udało się pomóc. Nauczyciel obawia się spotkania ze swoimi uczniami, sędzia - ze skazanymi, prawnicy - ze swoimi klientami.
Lekarze obawiają się, że musieliby się leczyć u swoich kolegów i tym samym ich tajemnica byłaby znana w środowisku. Kilka lat temu leczeniem uzależnionych lekarzy zajmowała się placówka w Zabłotach. Powstał wówczas nawet Klub Uzależnionych Lekarzy. - Dzięki osobistym kontaktom z kolegami po fachu uzależnieni lekarze dowiedzieli się, jak mogą się leczyć. Uwierzyli, że terapia jest skuteczna, że są koledzy, którzy mogą pomóc i jednocześnie zachować dyskrecję - mówi Jacek Kasprzak. Dziś leczeniem medyków zajmuje się przede wszystkim ośrodek w Łukowie. Trafił tam między innymi ordynator, wybitny lekarz, światowej sławy specjalista, który nie mógł się leczyć w Warszawie. Wszyscy go tam znali i czekali na jedno choćby potknięcie. W Łukowie mógł zachować anonimowość.
W Warszawie powstały co najmniej trzy ośrodki, gdzie leczą się znane osoby lub takie, które uważają, że są powszechnie znane. W kilkuosobowych grupach, w kameralnej atmosferze realizowany jest model leczenia oparty na programie Anonimowych Alkoholików. Spotkania tych grup odbywają się raz w miesiącu przez trzy dni: od piątku do niedzieli, aby leczenie nie kolidowało z pracą.
- Ludzie ze świecznika żyją szybko. Szybko chcą się też wyleczyć. Mają swoich terapeutów monitorujących przebieg leczenia. Domagają się jednak także indywidualnej terapii, ale w uzależnieniu takie metody leczenia się nie sprawdzają. Ważne jest bowiem, aby osoby o wysokim statusie społecznym zobaczyły, że piją tak samo jak najubożsi, że wszyscy w chorobie jesteśmy tacy sami, a różnią nas tylko dekoracje - przekonuje Halina Ginowicz.
Terapia pozwala im nie tylko wyjść z choroby alkoholowej, ale także przewartościować dotychczasowe życie oraz poznać i zmienić swój charakter. Pijąc byli zamknięci, trzymali emocje na wodzy. Po terapii nabierają więcej luzu, nie boją się krytyki, są otwarci. - Terapia uczy ich też pokory. Dzięki niej odkrywają, że można żyć inaczej. Pieniądze i prestiż przestają być naczelną wartością - uważa Jacek Kasprzak. Nową wartością staje się trzeźwość i dla niej są skłonni do wielu wyrzeczeń.

Więcej możesz przeczytać w 40/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0