Za, a nawet przeciw

Za, a nawet przeciw

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prawo własności to jeden z filarów naszego państwa. I to źle, gdy z filaru Rzeczypospolitej robi się kiełbasę wyborczą
Niedawno pewna redaktor zadała mi takie oto pytanie: pisano o panu, że gdy stoi pan przed milczącym tłumem, to wie pan, co też ów tłum myśli. Odpowiedziałem, że mam taką właściwość. Wtedy pani redaktor zapytała mnie: niech mi pan w takim razie powie, co w tej chwili myśli tak zwana milcząca większość. Spróbowałem stanąć oko w oko (w wyobraźni naturalnie, choć w moich wyborczych podróżach odwiedziłem ponad setkę miejscowości i stawałem przed realnym tłumem) z ową milczącą większością. Stanowią oni ponad 50 proc. elektoratu. To ci, którzy "głosują nogami" i nie chodzą na wybory. Wiedziałem, że są niezadowoleni.

Pierwszym wskaźnikiem narastającego niezadowolenia był dla mnie fakt, że pan premier Mazowiecki przegrał w 1990 r. z "człowiekiem z buszu". Już wtedy, zaledwie po kilku miesiącach realizacji reform, ludzie odczuli ich ciężar i nie chcieli go ponosić. Co dopiero dziś, kiedy już minęło ich dziesięciolecie. To prawda, że wiele osób jest beneficjentami zmian - dorobili się, doszli do stanowisk, pieniędzy, wpływów. Ale to potęguje tylko frustracje tych, którym reformy odebrały bezpieczeństwo i wizję przyszłości. "Czy się stoi, czy się leży" - powiadało się za komuny i potem następowała suma, ile się mianowicie należy. Płaciło się za samo istnienie, nie za pracę. Teraz płaci się za pracę i jeszcze nie każdy i nie wszędzie tej pracy potrzebuje. Jeżeli mamy prawie 15 proc. bezrobotnych, a ponadto wiele osób żyje poniżej socjalnego minimum, to można przyjąć, że sytuacja jest rewolucyjna. Zadawałem sobie więc pytanie, dlaczego w tak rewolucyjnej sytuacji nie ma rewolucji. Wydawałoby się, że jest proch, wystarczy tylko iskra. Owa pani redaktor podpowiadała, że może nie ma Wałęsy. Brak lidera, który by to wszystko poprowadził. Taka odpowiedź głaszcze moją próżność, ale nie jest prawdziwa. Myślę, że ludzie - choć zdenerwowani na kapitalizm, który nie pokazuje ludzkiej twarzy - nie wierzą też w powrót do socjalizmu. Doznanie absurdów gospodarczych minionej epoki jest ciągle dominujące. Bardzo dojmująca jest też świadomość, że nie ma trzeciej drogi. Dlatego ludzie się jeszcze nie zbuntowali. Ale sytuacja jest na krawędzi wybuchu.
Tę myśl dedykuję stronom uwikłanym w niedawny spór wokół ustawy o powszechnym uwłaszczeniu. Mój stosunek do tej sprawy jest prosty: jestem za, a nawet przeciw. Jestem za, bo jest mi szczególnie bliska idea uwłaszczenia. Pamiętacie Państwo, że byłem pionierem takich pomysłów. Moje "sto milionów dla każdego" załatwiłoby w swoim czasie tę sprawę. Uważam, że tylko ustawa uwłaszczeniowa może zapobiec rewolucyjnej sytuacji. I to musi zapobiec niedługo. Coraz mniej naszego majątku zostało do sprywatyzowania. To nie tylko zasada, że kto szybko daje, ten dwa razy daje, ale i rzeczywistość, w której kto dziś nie da, jutro nie będzie miał czego dawać. Jestem przeciw natomiast, bo ustawa naruszała elementarne poczucie sprawiedliwości. Uwłaszczyła się nie tylko komunistyczna nomenklatura, ale i wielu ludzi, którzy kosztem niemałego wysiłku i wielkich wyrzeczeń nabyli prawa własności. Ustawa powinna być lepiej i rzetelniej przygotowana, a prezydent, zamiast wetować, powinien włączyć się w proces legislacyjny i ustawę poprawić. A zatem i ustawa była niewłaściwa, i weto nie na miejscu. Wszystko to dlatego, że sprawa uwłaszczenia została włączona w grę wyborczą. Prawo własności to jeden z filarów naszego państwa. I to źle, gdy z filaru Rzeczy-pospolitej robi się kiełbasę wyborczą.
Jeden kandydat myśli, że poprą go ci, którzy mają nadzieję, że dostaną z mocy ustawy mienie wielkiej wartości. Drugi, wetując, ma nadzieję na poparcie tych, co za cenę wyrzeczeń własność nabyli i teraz krzywym okiem patrzą na tych, którzy mają dostać darmo. Obie strony w sporze mają nadzieję pognębić adwersarza i osiągnąć wyborcze korzyści. Wydaje mi się jednak, że i jeden, i drugi nie traktuje sprawy poważnie. Są problemy, których nie należy podnosić w gorącym czasie wyborczym, bo się w nim stopią. Są sprawy, które powinny być poza sporami politycznymi, ponad podziałami. Do takich należy sprawa uwłaszczenia. Inaczej czeka nas niemiła niespodzianka. Rewolta może wybuchnąć.
Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0