Morderstwo doskonałe

Morderstwo doskonałe

Dodano:   /  Zmieniono: 
Moja żona popełniła samobójstwo" - to stwierdzenie męża Eriki H. jako pewnik przyjęli wszyscy, którzy w listopadzie 1979 r. zajmowali się sprawą nagłej śmierci 28-letniej mieszkanki Isselburga, niewielkiego niemieckiego miasta.
Ani lekarze, ani policjanci nie zadali sobie trudu, by odkryć prawdziwe przyczyny jej zgonu. Archiwalne zdjęcia przedstawiające zwłoki w wannie z zaciśniętą na szyi pętlą dowodzą dziś, że nawet słabo wyszkolone oko przy odrobinie dobrej woli powinno wówczas zauważyć, że nikt nie jest w stanie w ten sposób odebrać sobie życia. Tymczasem policja nawet nikogo w tej sprawie nie przesłuchała. Lekarz przeprowadzający sekcję zwłok po pobieżnych oględzinach ciała potwierdził, że przyczyną śmierci kobiety było samobójstwo. Dopiero 20 lat później sprawa znalazła swój epilog w sądzie. Mąż Eriki H. przyznał się do zabójstwa.
Okazuje się, że podobnych wypadków jest znacznie więcej. "Co drugie morderstwo w Niemczech pozostaje nie wykryte" - taką krótką notkę z obrad sympozjum specjalistów medycyny sądowej zamieściła w 1998 r. w swym serwisie jedna z agencji informacyjnych. Wiadomość pewnie zaginęłaby bez echa w natłoku bieżących informacji, gdyby nie dziennikarka tygodnika "Die Zeit", Sabine Rückert, która przeprowadziła w tej szokującej sprawie prywatne śledztwo.
W Niemczech każdego roku ofiarą zabójstw pada około 1200 osób - dowodzą oficjalne statystyki. Policja znajduje sprawców w 95 proc. wypadków. Specjaliści medycyny sądowej drwiącym uśmiechem reagują jednak na rewelacyjne statystyki policji. Sabine Rückert rozmawiała z wieloma sędziami, lekarzami, adwokatami i prokuratorami, kryminologami, sprawcami zabójstw i rodzinami ofiar. Rezultaty jej śledztwa potwierdziły prawdziwość szokującej informacji: rzesze morderców nigdy nie zostały i nie zostaną ukarane. Jeśli ofiary nie znaleziono z nożem w plecach lub zmasakrowaną twarzą, sprawca ma wielkie szanse, że przestępstwo ujdzie mu płazem.
Przyczyny tej sytuacji są złożone: obdukcją zwłok zajmują się źle wyszkoleni lekarze, policja i prokuratura często nawet nie próbuje poszukiwać dowodów mogących świadczyć, że zgon nie nastąpił z przyczyn naturalnych, a medycyna sądowa niekiedy okazuje się niezdolna do określenia prawdziwych przyczyn śmierci. "Znaczna liczba lekarzy przyznała w anonimowej ankiecie, że zdarzyło się im już być otwarcie nakłanianym przez policję do potwierdzenia naturalnej śmierci, mimo że zachodziły wątpliwości co do przyczyny zgonu lub nawet w wypadkach, gdy przyczyna była zdecydowanie nienaturalna. Wszystko po to, by zaoszczędzić organom ścigania pracy" - wyznał w wywiadzie dla tygodnika "Der Spiegel" Bernd Brinkmann, dyrektor Instytutu Medycyny Sądowej Uniwersytetu w Münster.
W Polsce sprawa nie wykrytych zabójstw wydaje się być tematem tabu. Lekarze - poza nielicznymi wyjątkami - wolą się nie wypowiadać oficjalnie w tej kwestii lub bagatelizują problem. Tymczasem nie ma właściwie powodu, aby w naszym kraju sytuacja była inna niż u naszych sąsiadów. - Trudno jest określić rzeczywistą liczbę zabójstw, które uznane zostały za zgony z przyczyn naturalnych, jednak nie można wykluczyć, że do takich pomyłek dochodzi. Lekarz, który przyjeżdża, aby stwierdzić zgon, jest zobowiązany do wykonania wielu ściśle określonych czynności. Powinien dokonać szczegółowych oględzin nagich zwłok (m.in. określić prawdopodobny czas zgonu) oraz stwierdzić, czy na ciele zmarłego nie ma śladów, które mogłyby wskazywać na inne niż naturalne przyczyny śmierci. Tymczasem wielu lekarzy odczuwa naturalny lęk przed zwłokami, wobec czego obdukcja ogranicza się często do pobieżnego stwierdzenia ustania czynności życiowych - wyjaśnia prof. Aleksander Dubrzyński, kierownik Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Warszawie.
Zdarza się, że lekarze czują się niezręcznie w obliczu pogrążonej w rozpaczy rodziny i rezygnują z poszukiwania ewentualnych śladów przestępstwa. "W uzasadnionych wypadkach lekarz może uzależnić wystawienie karty zgonu od przeprowadzenia sekcji zwłok" - brzmi art. 43 pkt 2 ustawy o zawodzie lekarza. Gdy jednak zmarłą osobą jest schorowana staruszka, rzadko kto zadaje sobie trud sprawdzenia, czy rodzina nie podjęła dodatkowych kroków, by się pozbyć zbędnego ciężaru. - Oględziny zwłok przeprowadzone bez dostatecznej wnikliwości mogą nie ujawnić istniejących zmian wskazujących na popełnienie przestępstwa. W niektórych sytuacjach, nawet przy najlepszych chęciach lekarz stwierdzający zgon ma jednak niewielkie szanse na wykrycie rzeczywistych przyczyn śmierci. Nawet specjaliści medycyny sądowej podczas sekcji zwłok mogą mieć czasami duże trudności z udowodnieniem ingerencji osób trzecich - ostrzega prof. Dubrzyński.
Rozmiar problemu nie wykrytych morderstw doskonale ilustruje zapisek w notatniku niemieckiego kryminologa: "Gdyby na grobie każdej zamordowanej osoby zapłonął znicz, na cmentarzach zrobiłoby się jasno jak w dzień".
Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0