Żebraczy tren

Żebraczy tren

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nike 2000
Nike bywa nierychliwa, ale sprawiedliwa. Obdarzyła laurem Tadeusza Różewicza, zgłaszanego już dwukrotnie do tej nagrody. Jego tom "Matka odchodzi" stał się rewelacją 1999 r. Czytelnicy stanęli za nim murem. Po ponad 50 latach od śmierci matki poeta z "suchymi oczami" pisze i poprawia te swoje "żebracze treny", być może pozbawione "dobrego smaku", bo tak bezwzględna szczerość bywa niebezpieczna dla sztuki. To książka niebywała - wielki dygresyjny poemat i sucha, nawet brutalna proza faktów, bezwzględny rachunek sumienia i spowiedź przed nieznaną rzeszą czytelników, ryzyko ekshibicjonizmu i uparta powściągliwość cyzelatora formy.

Przez całe życie autor "Niepokoju" pisał treny na śmierć wartości i poezji, na zniszczenie człowieka przez wojnę i nienawiść. Teraz stworzył wielki tren o miłości, życiu i umieraniu matki (dobrej, pełnej poświęcenia), a także o uczuciu syna (skażonego wojną, zaniechaniem czułości). Tom jest - tłumionym przez powściągliwą formę artystyczną - wołaniem o miłość do ludzi tak często niezdolnych do uczuć albo szczycących się zobojętnieniem jako bezcenną niezależnością. Różewicz nie oskarża - spowiada się jako winny przed winnymi. Odwaga i głębia tego wyznania nie mają sobie równych w polskiej literaturze. Poezja ta jest nie tylko przeżyciem literackim, ale i życiowym, osobistym. Przecież znamy taką bliskość i obcość, odmienność natur, niemożność porozumienia nawet przy najlepszej woli, bolesną oschłość i skrywaną czułość. Milczymy jednak wstydliwie. To poeta zdobył się na odwagę i właściwe słowa.
Musi więc zostać Coś i literatura ma tutaj wiele do zrobienia. To ona kształtuje wyobraźnię i uczuciowość, pomaga zrozumieć siebie i innych, nie dopuszcza do zgody na świat bez wartości i sensu. Toteż Różewicz, pisząc wciąż o śmierci poezji, nie wierzy w nią. Dopóki nie rezygnuje z zapisywania myśli i uczuć, doświadczeń, wspomnień i snów, dopóty jego żmudnie poprawiane kartki są świadectwem, że sztuka jest nieustającą nadzieją na to, że zostanie Coś, choćby prześladowało nas moralne i egzystencjonalne Nic, tak często straszące w całej poezji Różewicza. Nagroda Nike ofiarowana właśnie temu pisarzowi jest hołdem dla sztuki przezwyciężającej rozpacz i rezygnację. Różewicz nie ma złudzeń, lecz nie wyrzekł się Tego, co każe "całe serce włożyć w to, aby forma była doskonała", a miłość możliwa.
W tym roku jury (przewodniczącą była prof. Maria Janion) wybrało podobnie jak czytelnicy, którzy w sondażu "Gazety Wyborczej" głosowali w ogromnej większości na tom "Matka odchodzi". Reakcja zgromadzo-nych w Starej Pomarańczarni na werdykt także była frenetyczna. Joanna Szczepkowska, wygłaszająca osobiste uwagi o wszystkich siedmiu książkach, powiedziała, że tom Różewicza należy czytać po cichu, tylko dla siebie. Myślę, że gorący odbiór bierze się właśnie z tego, że poeta dotyka naszych grzechów i ran, z udręką spychanych na trujące dno. Liczy, że jego słowa trafią do matek i dzieci, które nie potrafią się kochać i niemal niechcący zadają sobie ból. Wbrew stereotypom taka miłość nie należy do łatwych i więzy rodzinne nie tylko łączą, ale i męczą. Literatura polska nigdy nie lubiła o tym mówić. Tym większe znaczenie ma tom Różewicza.
Pejzaż literacki 1999, zakreślony przez nominowane do nagrody książki, jest przede wszystkim poetycki. Poza Różewiczem mamy jeszcze Adama Zagajewskiego ("Pragnienie") i Jarosława Marka Rymkiewicza ("Znak niejasny, baśń półżywa"). Także tom Andrzeja Czcibor-Piotrowskiego "Rzeczy nienasycone" jest bardzo bliski prozie poetyckiej. Nie inaczej ma się rzecz z książką Ryszarda Przybylskiego "Rozhukany koń. Esej o myśleniu Juliusza Słowackiego". Od dawna jestem wielbicielką bardzo wnikliwych analiz i emocjonalnej stylistyki tego autora. "Rozhukany koń" zaimponował mi umiejętnością pisania o myśleniu jak o namiętności. Każda epoka ma swój styl czy style literackie, ma też swoje stałe myślenia. Przybylski potrafi je zrekonstruować z niebywałą precyzją, intuicją, powiedziałabym - z absolutnym słuchem. W książce o Słowackim zrobił to w sposób zniewalający intelektualnie. Czytelnik nie zastanawia się, czy to wszystko da się udowodnić naukowo. Wystarczy, że jest przekonany o szamańskim niemal sposobie dotarcia do tajemnicy inteligencji i psychiki człowieka tak niezwykłego i tajemniczego jak Juliusz Słowacki. "O myśli nieokiełznanej", "O locie w nieskończoność", "O myśli archaicznej", "O myśli eschatologicznej" - same podtytuły wskazują zakres i sposób analizowania. Czysta poezja myślenia.
Książka Andrzeja Czcibor-Piotrowskiego to proza poetycka, wypełniona przypomnieniem dzieciństwa, odległych czasów, dawno utraconych (albo tylko wymyślonych) osób. Wspomnienia są przywoływane i utrwalane przez wyobraźnię i wielką miłosną fantazję. Autor, urodzony w 1931 r. we Lwowie, jako dziesięciolatek został wywieziony w głąb Rosji, a potem do Uzbekistanu. Historyczne okrucieństwo panowało nad jego życiem, nie ono jednak kształtowało osobowość dziecka, lecz niezwykła wrażliwość na przyrodę i urodę kobiet. Po prostu był to chłopiec poeta. Czcibor-Piotrowski od debiutu poetyckiego (w 1956 r.) wydał dziewięć tomów wierszy oraz opowiadań. "Rzeczy nienasycone" są właściwie dziesiątym zbiorem o charakterze poetyckim. Przede wszystkim to hymn miłosny na cześć młodej wówczas, pięknej i mądrej matki, która w tych strasznych warunkach sprawiła, że syn nie zwątpił w wielkie wartości i urodę niezwalczonego życia. Pierwsze - półświadome, bardziej marzycielskie niż rzeczywiste - erotyczne przeżycia są tu opisane w sposób niezrównany: z delikatnością, a niekiedy rozbuchaną fantazją. Kobiety i przyroda są ostatecznymi i wystarczającymi dowodami, że życie ma sens i smak.
"Szkoła bezbożników" Wilhelma Dichtera ukazuje wojenne dzieciństwo w zupełnie innej perspektywie. Jej bohater dojrzewa w stalinowskiej Polsce i zostaje uwiedziony przez komunistyczne utopie. Jest tak młodziutki i naiwny, że fascynuje się przemienianiem świata, choć dostrzega już przecież podejrzane sposoby i skutki tych zabiegów. Oczywiście rozczarowuje się, ale aż do przyjścia wielkiej miłości słucha i używa nowomowy, jako języka lepszego świata. W książce Dichtera ludzie przede wszystkim rozmawiają. Autor jest mistrzem dialogów, ale dyskusje w nieprawdziwym, zakłamanym języku mogą znużyć.
Bardzo swoistą fantazją naukową jest książka Krystyny Kłosińskiej "Ciało, pożądanie, ubranie". Tytuł brzmi ogólnikowo i tajemniczo, książka zaś jest analizą trzech wczesnych powieści Gabrieli Zapolskiej: "Kaśki Kariatydy", "Findesieclistki" oraz "Przedpiekla". Analiza ta została przeprowadzona w kontekście światowego dorobku współczesnej krytyki feministycznej (ogromne przypisy odsyłają do najważniejszych prac tego typu, zwłaszcza francuskich). Kłosińska stworzyła całą siatkę pojęć, nawet metafor i zasad odczytywania tekstów z takiego punktu widzenia. To bardzo ciekawe zetknięcie Zapolskiej - feministki, powiedziałabym, "w stanie dzikim" - z aparaturą, która czyni z niej wymyśloną przez Krystynę Kłosińską bohaterkę naukowego romansu z nowoczesnymi metodolożkami.
Zakończmy to sprawozdanie tomikami poetyckimi. "Pragnienie" Adama Zagajewskiego jest jak zwykle tak świetnym zbiorem, że może tylko budzić niepokój przesytu doskonałością właśnie. Mnie ta poezja uspokaja, pociesza, uczy patrzeć na wszystko z żarliwą uwagą i cenić powściągliwą radość. Natomiast tomik Jarosława Marka Rymkiewicza "Znak niejasny, baśń półżywa" zachwyca przekorą, niby idyllicznym, lecz zarazem makabrycznym żartem, stylem rozśpiewanym i roztańczonym. Ale to są przecież tańce śmierci, a humor wisielczy. Jego ogródek w Milanówku przypomina równocześnie raj i grozę niebytu. Są tu jeszcze wszystkie miłe życiu drobiazgi, ptaki, koty, kwiaty, drzewa. A jednocześnie wiadomo, że kryje się w nich coś leśmianowsko demonicznego. Co? Po prostu nicość pod jabłonką, pod płatkami więdnących kwiatów, pod żółciejącym liściem, w strzykających stawach i zagrożonych chorobą narządach człowieka. Podobnie jak barokowi poeci, Rymkiewicz oswaja śmierć przez paradoksalny, ludyczny stosunek do niej. Istnienie okazuje się tu "znakiem niejasnym, baśnią półżywą". Ten przepiękny i pełen grozy tomik czyta się jak wyrafinowany żart, słyszy jak piosenkę i rytm tańca.

Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0