Grzechy przodków

Grzechy przodków

Dodano:   /  Zmieniono: 
Atakując głowę państwa, radni AWS wpisują się w tradycję magnackiej anarchii
Bezstronni obserwatorzy kampanii wyborczej muszą być zadziwieni działaniami zwolenników Mariana Krzaklewskiego, podejmowanymi w związku z tzw. incydentem kaliskim. Zdrowy rozsądek nakazuje bowiem widzenie każdej sprawy w stosownych dla niej proporcjach. W tym zaś wypadku zatracono wszelki umiar. Niefortunne, ale przecież jednostkowe zachowanie prezydenckiego ministra rozdmuchuje się do niebotycznych rozmiarów. To jeszcze można by zrozumieć, bo robienie z igły wideł jest jednym z najprostszych chwytów wyborczych.
Daleko poza te ramy wykraczają jednak mnożące się, ponoć "spontaniczne", uchwały podejmowane przez radnych AWS, uznające, że prezydent RP to persona non grata w kierowanym przez niego kraju. Taki stosunek do głowy państwa ze strony organów władzy publicznej, nawet jeśli działają one w wyborczej gorączce, nie mieści się w żadnych cywilizowanych standardach. Wystarczy chwila refleksji, by zrozumieć, że narusza to demokratyczny ład Rzeczypospolitej i dyskredytuje ją w oczach świata.
Owo zachowanie zupełnie też nie przystaje do kulturowego dziedzictwa europejskiej prawicy. Ta bowiem zawsze dbała o autorytet władzy państwowej i zdecydowanie reagowała na wszelkie przejawy anarchii i publicznej samowoli. Atakując głowę państwa, radni AWS wpisują się w tradycję magnackiej anarchii, znanej z XVII w. i XVIII w. i polegającej na dyskredytowaniu kolejnych monarchów.
Ta staroszlachecka tradycja uprawiania polityki przejęta została przez prawicę w odrodzonej w 1918 r. Polsce. Już w pierwszych miesiącach suwerenności, w styczniu 1919 r., mieliśmy do czynienia z zamachem - na szczęście nieudanym - Januszajtisa. Kolejną próbę zrewoltowania ulicy podjęła prawica w grudniu 1922 r., po przegranych przez nią pierwszych wyborach prezydenckich. Z legalizmem nic też nie miały wspólnego wybryki anty-semickich bojówek z lat trzydziestych.
Jeszcze niedawno wydawało się, że grzechy przodków stanowią definitywnie zamkniętą kartę dziedzictwa polskiej prawicy. W walce z systemem komunistycznym i w budowaniu suwerennej, demokratycznej Rzeczypospolitej prezentowała się ona jako ruch nowoczesny, wzorujący się na aktualnych, europejskich doświadczeniach. Dziś znowu odżywają upiory przeszłości. Pozostaje mieć nadzieję, że to tylko chwilowe, wyborcze zaczadzenie, a nie trwałe przewartościowanie stylu działania.
Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0