Polskie derby

Polskie derby

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ponieważ tekst niniejszy ukaże się trzy dni przed wyborami, opiszę to, co było widać tydzień wcześniej. Pięć lat temu wybory prezydenckie relacjonowałem jak wyścigi konne. Spójrzmy więc znowu na tor. Jak wyglądała stawka dziesięć dni przed metą?

Prowadzi nadal - co najmniej o dwie długości - renomowany kasztanek, zwycięzca poprzedniego wyścigu. Dotychczas bieg szedł mu świetnie i praktycznie nie był zagrożony, mimo iż konik nieco przytył i brak mu już młodzieńczej świeżości. Ostatnio osłabł jednak trochę i zaczął zwalniać. Czy wystarczy mu sił na bezapelacyjne zwycięstwo? Mozolnie tworzony przez Aleksandra Kwaśniewskiego i jego ludzi obraz idealnego prezydenta uległ poważnemu zniekształceniu. Jego przeciwnicy doprowadzili do tego, że na nieskazitelnym płótnie ujawniły się nagle brzydkie fragmenty, pochodzące z mniej pięknego oryginału. Wzrosły podejrzenia i wątpliwości, czy śliczny obraz nie jest zwykłym dość nieudolnym fałszerstwem. Młodzieńcza lekkomyślność nie razi u szefa studenckiego kabaretu, ale nie przystoi głowie państwa. Utrata wiarygodności i powagi poważnie utrudnia zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Stajnia Aleksandra Kwaśniewskiego i on sam mają poważny ból głowy. Na płaskim dotychczas torze wiodącym do mety pojawiły się przeszkody. Trudno będzie je pokonać. Czy dotychczasowa przewaga wystarczy?
Za słabnącym kasztankiem, w ciągle jeszcze przyzwoitej odległości suną dwaj najgroźniejsi konkurenci. Jeden czerniawy, nieduży, nerwowy i agresywny, a obok niego siwek, znacznie większy, spokojny, pokonujący trasę leniwie i bez pośpiechu.
Stajnie Mariana Krzaklewskiego i Andrzeja Olechowskiego też mają kłopoty. Ten pierwszy, przez dłuższy czas nie mógł znaleźć sposobu na przyspieszenie. Jego ludziom udało się w końcu osłabić kasztanka i zaczął się ostatni, dramatyczny etap wyścigu. Jeszcze parę sztuczek i kasztanek stanie ze wstydu albo będzie zdyskwalifikowany. A wówczas wystarczy tylko wyprzedzić dużego, spokojnego siwka. Siwek nie ma chyba dobrego finiszu i nie stać go na jakiś szalony zryw. Jego atut to równy, spokojny bieg do końca. Jeżeli wytrzyma, może wygrać z czerniawym, chyba że ten ostatni i jego ludzie zdążą jeszcze sięgnąć po jakieś magiczne zabiegi.
W dość dużej odległości za tą trójką zwracają uwagę jeszcze dwa rumaki, wyprzedzające nieco pozostałą stawkę. Jeden to mocny, foremny ogier wiejskiego chowu, który nadspodziewanie dobrze radzi sobie w wyścigu. Wie, że nie ma raczej szans na zwycięstwo, ale ciężko pracuje, aby uzyskać dobry wynik. Bieży dostojnie i w dobrym stylu. Przyjemnie popatrzeć. Drugi zaś to dobrze znany w kraju i na świecie słynny polski polski srokacz - prawdziwy weteran wyścigów prezydenckich. Dziesięć lat temu wygrał pierwszy wyścig, po niezwykle nerwowej walce z tajemniczym, nikomu nie znanym koniem z południowej Ameryki. Pięć lat temu przegrał o włos z prowadzącym dzisiaj kasztankiem. Trudno dociec, dlaczego biegnie po raz trzeci, bo sam wie, że nie ma prawie żadnych szans. Może jednak wypaść całkiem przyzwoicie. Ma bowiem nasz weteran zagorzałych fanów, a grono ludzi, którzy postawią na niego z motywów czysto sentymentalnych, ostatnio się powiększa.
Jaki będzie ostateczny wynik wyścigu, trudno przewidzieć. Myślę, że rozrywka spowszechniała już trochę rodakom i publika nie ekscytuje się zawodami jak kiedyś.
Nikt się specjalnie nie zdziwi, jeżeli Aleksander Kwaśniewski zdoła wygrać w pierwszej turze. Jeżeli tak się nie stanie, emocji będzie trochę więcej. Konia z rzędem temu, kto przewidzi skład drugiej tury. Ja wolałbym w niej widzieć Andrzeja Olechowskiego, ale wszystko jeszcze może się zdarzyć. Kłaniam się rodakom nisko i życzę dobrej, najbliższej niedzieli. Jakoś to będzie!
Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0