Get back

Get back

Dodano:   /  Zmieniono: 
O fenomenie Beatlesów napisano i powiedziano już bardzo dużo, "Antologia" ukazuje jednak to zjawisko od środka, w sposób zaskakujący, a nawet wzruszający. Rozbija sporo mitów na temat Johna, Paula, George’a i Ringo
Na 5 października zapowiedziano światową premierę "Antologii Beatlesów", czyli opasłej książki zawierającej opowieść członków zespołu o nich samych. We Francji jest wokół tego sporo hałasu, bo razem z Beatlesami wzrastało pokolenie rewolty z maja 1968 r., które przeorało świadomość Francuzów na długie lata, a teraz jest w sile wieku, a częściowo także u władzy. Pokolenie to wiele zawdzięcza zespołowi The Beatles, m.in. przygotowanie do zmiany mentalności, przełamanie niektórych konwenansów i poszerzenie wolności - zarówno zbiorowej, jak i indywidualnej.
O tym fenomenie społeczno-kulturalnym - niewątpliwie jednym z ważniejszych w XX wieku - napisano i powiedziano już bardzo dużo, ale "Antologia" ukazuje zjawisko Beatlesów od środka - w sposób często zaskakujący, a nawet wzruszający. Przede wszystkim jednak rozbija sporo mitów na temat, który stosunkowo słabo interesował socjologów, polityków i tłumy wielbicieli - mianowicie na temat czterech osób: Johna, Paula, George’a i Ringo.
Mit pierwszy głosi, że być Beatlesami było łatwo i przyjemnie. Na początku mieli duże trudności z wejściem w rolę sław. Ringo Starr opowiada, jak lecieli z Londynu do Glasgow i okazało się, że w samolocie są tylko trzy miejsca wolne: "Z właściwą sobie naiwnością powiedziałem: 'To ja postoję'". Szybko jednak zaczęły się problemy o wiele poważniejsze niż wolne miejsca w samolocie. "Wewnątrz zespołu byliśmy normalni - wspomina George Harrison - ale reszta świata oszalała. (...) Można by nakręcić film tylko o tym, jak bardzo ludzie głupieli, kiedy przyjeżdżali Beatlesi. (...) Jedyne chwile, kiedy mieliśmy względny spokój, następowały, gdy wchodziliśmy do hotelowego apartamentu i zamykaliśmy się w łazience". Paul McCartney dodaje: "Tak naprawdę nigdy nie wierzyliśmy w beatelmanię; nigdy - jak sądzę - nie braliśmy tego poważnie. W ten sposób udało nam się pozostać zdrowymi na umyśle". Ringo Starr uzupełnia ten obraz następująco: "Elvis Presley stracił równowagę psychiczną, bo zdaje się, że nie miał przyjaciół (...) Tymczasem my wszyscy wariowaliśmy indywidualnie, ale trzej pozostali zawsze przywracali temu czwartemu rozum. I to nas uratowało".
Na szczęście nie znaczy to, że Beatlesi usiłują wmówić wszystkim, że byli biedniutcy, a ich kariera była tylko pasmem koszmarów. W końcu nikt ich nie zmuszał do jej robienia i każdy z członków zespołu mógł ją przerwać, aby zająć się czymś mniej wyczerpującym nerwowo. Wspominają więc także chwile szczęśliwe - i tu rozwiewa się inny mit, a właściwie nawet dwa. Zarówno ten o zawsze harmonijnej i owocnej współpracy spółki autorskiej Lennon - McCartney, jak i ten, że polegała ona na ciągłej rywalizacji. "Cudowną rzeczą - mówi Paul McCartney - było pisanie piosenek z Johnem Lennonem. John był bardzo uzdolniony. Być z nim to było coś wspaniałego. Miał bardzo żywy umysł i był uroczy, chociaż, niestety, potrafił być także prawdziwym łobuzem. Ale sprawiedliwie oceniwszy - był nadzwyczajny. Był postacią bardzo charyzmatyczną. Byłem w dużym stopniu fanem Johna. Myślę także, że była między nami wzajemna admiracja. Kiedy zaczęliśmy brać się za łby, bardzo w siebie zwątpiłem. Mówiłem sobie: 'To John miał talent, a ja tylko szedłem w jego ślady'. Ale potem musiałem sobie powiedzieć: 'Chwileczkę, gdybyś w jego odczuciu nic nie znaczył, to nie pracowałby z tobą przez cały ten czas'".
John Lennon był niewątpliwie w zespole postacią centralną. George Harrison mówi o nim tak: "John sięgał spojrzeniem poza śmierć; widział, że życie to tylko komedyjka. On to rozumiał. Np. nikt nie mówi o Gauguinie tak jak on - że Gauguin zaniedbał rodzinę, żeby się poświęcić sztuce, albo że głupotą jest umierać dla malarstwa, jeżeli nie ma się poczucia, że w życiu istnieje coś większego. Obraz przedstawiający zachód słońca nigdy nie będzie tak piękny jak prawdziwy zachód słońca. Malarstwo tak jak muzyka jest rozpaczliwą próbą odtworzenia tego, co Bóg tworzy z każdą chwilą". Można się wprawdzie spierać, czy w malarstwie na pewno chodzi zawsze o to, żeby obraz był równie piękny jak jego model, niemniej nie da się zaprzeczyć, że Bóg w swojej dobroci najwyraźniej podrzucał czasami Beatlesom okruszki i iskierki ze swojego warsztatu.
Kolejny mit to wyobrażenie o rywalizacji i wrogości między dwoma najsłynniejszymi zespołami rockowymi lat 60. - The Beatles i The Rolling Stones. W "Antologii" można zobaczyć m.in. zdjęcie Micka Jaggera siedzącego w studiu razem z Beatlesami i pomagającego im w nagraniu płyty "Revolver". Paul McCartney powiada zaś: "Historia o naszej rywalizacji z The Rolling Stones była wymysłem mediów". "Antologia" jest z jednej strony opowieścią o granicy, do jakiej człowiek może się stać własnością tłumu, a z drugiej - o przyjaźni, radości tworzenia, tytanicznej pracy, poczuciu humoru i miłości. Mogło się wydawać, że mało kto może jeszcze się czegoś nauczyć od takich staroci jak Beatlesi. Tymczasem chyba przydałoby się, żeby każde pokolenie trochę za nimi poszalało.

Więcej możesz przeczytać w 41/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0