Nowe pokolenie

Nowe pokolenie

Białoruska opozycja chce zgotować władzom w Mińsku "gorącą jesień". Jej przywódcy wezwali do bojkotu rozpisanych na 15 października wyborów parlamentarnych.
Uważają, że reżim Łukaszenki nie gwarantuje ich należytego przeprowadzenia. Także tym razem liczą na poparcie narodu i masowe protesty. W kolejnych marszach wolności bierze jednak udział zaledwie kilka tysięcy Białorusinów.
Liderzy opozycji wciąż mają nadzieję na to, że pogarszająca się sytuacja ekonomiczna wywoła niepokoje społeczne. Ale ostatni raz Białorusini masowo wyszli na ulice w latach 80., gdy... zabrakło tytoniu. Działacze białoruskiej opozycji z nadzieją myślą o przyszłorocznych wyborach prezydenckich na Białorusi. Ich ufność w zwycięstwo jest tym większa, że wszystkie badania mówią o spadku popularności Aleksandra Łukaszenki. Z najnowszych sondaży przeprowadzonych przez Niezależny Instytut Badań Społeczno-Ekonomicznych i Politycznych wynika, że na obecnego prezydenta Białorusi głosowałoby zaledwie 34 proc. obywateli. Jeszcze dwa lata temu popierało go 52 proc. wyborców. Zwolennicy Łukaszenki podkreślają jednak, że choć poparcie dla niego spada, wciąż jest najpopularniejszym politykiem w kraju.
Białoruska opozycja jest rozdrobniona. Nie ma w swych szeregach charyzmatycznego lidera, który byłby zdolny poprowadzić masy. Tymczasem na opozycyjnej scenie politycznej dokonuje się wymiana pokoleniowa. Do głosu doszli politycy młodszej generacji. Legendarny lider Białoruskiego Frontu Narodowego (BFN) Zianon Paźniak uzyskał azyl polityczny w USA. Dziś mieszka na przemian w Nowym Jorku i Warszawie i nie ma większego wpływu na procesy zachodzące w kraju. Podobnie jest z szefem opozycyjnego parlamentu XIII kadencji Siamionem Szareckim, który od dwóch lat przebywa w Wilnie. W wyborach wystartuje kilku przeciwników prezydenta, m.in. lider socjaldemokratycznej Narodnaj Hramady Mikoła Statkiewicz, szef partii komunistycz-nej Siergiej Kaliakin czy przywódca liberalnych demokratów Siergiej Hajdukiewicz. Nie mogą oni jednak liczyć na wielkie poparcie, bo sam fakt, że przyjęli warunki Łukaszenki, poniekąd osłabia ich pozycję wśród działaczy demokratycznej opozycji.
W szeregach przeciwników Łukaszenki umacniają swe wpływy dwaj politycy młodszego pokolenia: Wincuk Wiaczorka, kierujący większą częścią BFN (po rozłamie w organizacji), oraz Anatolij Lebiedzka, szef liberalnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Obaj politycy mają "przejrzyste" życiorysy i propaganda nie może ich skompromitować w oczach społeczeństwa. Władają językami obcymi, co pozwala im wejść na europejskie salony. Zdecydowanie krytykują politykę prezydenta i nie skrywają, że ich celem jest odsunięcie Łukaszenki od władzy. Mają znaczne poparcie społeczne, szczególnie ze strony spauperyzowanej inteligencji. To stwarza im szanse na zwycięstwo. Młodzi liderzy prawicy do walki z Łukaszenką wystawią polityka mało znanego, o nienagannym życiorysie. - Nasi obywatele mają dość sześcioletnich rządów Łukaszenki, nie chcą jego długich monologów w telewizji. Chcą żyć normalnie - powiedział "Wprost" Wincuk Wiaczorka. Na razie jednak nazwisko człowieka mogącego zagrozić pozycji Łukaszenki nie jest znane. Podobnie jak nieznany pozostaje los ludzi, którzy zaginęli w nie wyjaśnionych okolicznościach - takich jak były szef Centralnej Komisji Wyborczej Wiktor Hanczar czy były szef MSW Jurij Zacharenka.
Zagraniczni obserwatorzy lubią porównywać obecną sytuację na Białorusi do tej w Polsce z lat 80. Dzisiaj jednak inna jest sytuacja geopolityczna. Trudno im też zrozumieć, dlaczego większość Białorusinów mówi po rosyjsku i uważa to za zjawisko normalne. Nikt nie potrafi udzielić odpowiedzi na pytanie, kiedy przebudzi się białoruska świadomość narodowa i polityczna. Czy mogą w tym pomóc kolejne farsy wyborcze, organizowane pod dyktando wszechmocnego prezydenta? 



Okładka tygodnika WPROST: 42/2000
Więcej możesz przeczytać w 42/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0