Dowód z fikcji

Dowód z fikcji

Dodano:   /  Zmieniono: 
Niektórzy zwolennicy uwłaszczenia mają za złe budżetowi, że żąda znaku równości między "winien" i "ma"
"Aksjomat - naczelne twierdzenie systemu dedukcyjnego, przyjmowane bez dowodu jako ostateczna przesłanka wszelkich innych twierdzeń"

za encyklopedią PWN
Jednym z moich pierwszych doświadczeń politycznych było doświadczenie fikcji. Mówił ktoś później o fenomenie "faktu prasowego". Wydarza się coś, czego nie ma, a politycy, dziennikarze i wkrótce cała opinia polityczna zajmują się tym czymś tak, jakby się rzeczywiście zdarzyło. Mało skłonny do mistycznych uniesień, wielokrotnie składałem swój racjonalizm na ołtarzu twardej rzeczywistości, która z kompletnej fikcji czyniła poważną przesłankę do podejmowania decyzji wagi państwowej.
O moich "dusznych" rozterkach przypomniał mi przewodniczący SKL poseł Styczeń, który komentując znany list Wałęsy, odrzekł krótko: "Political fiction". Sądzę, że pomylił się nie dlatego, żeby zanosiło się na prezydenta Krzaklewskiego i premiera Wałęsę, ale dlatego, że ruch byłego prezydenta wywołał taki bałagan w AWS, jakby był co najmniej ustawą, a nie propozycją spotkania pana K. z panem W. Nie wniosę wiele w tę sprawę, ale chcąc się przyczynić do lepszego rozumienia roli fikcji w polityce, posłużę się trzema aktualnymi aksjomatami.

Pierwszy.
Jak wiadomo, prywatyzacja jest złodziejstwem, targowicą i wyprzedażą, a najlepszym na nią lekarstwem jest powszechne uwłaszczenie. Lekarstwo nie jest wpuszczane frontowymi drzwiami, więc w zeszłym tygodniu pomysłodawcy spróbowali od kuchni - via ustawa o komercjalizacji przedsiębiorstw. Już byli w ogródku i witali się z gąską, gdy nagle odkryto, że za pomocą uwłaszczenia jedynie w tym roku odbierze się emerytom ponad 3 mld zł przyznanych im wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego. Po dwóch godzinach przerw i targów udało się zmobilizować 205 posłów (przeciw 203), którzy tę bzdurę odrzucili. Niestety - mimo wprowadzenia pełnej dyscypliny - nie udało się przekonać szesnastu posłów AWS, z fikcją na ustach stojących w jednym szeregu z posłem Pękiem. Pewnie mają za złe budżetowi, że żąda znaku równości między kolumnami "winien" i "ma".

Drugi.
Powszechnie wiadomo (zwłaszcza w krajach członkowskich UE), że tuż po wejściu Polski do unii miliony Polek i Polaków porzucą ziemię skąd ich ród i udadzą się za Odrę po legalną i lepiej płatną pracę. Belgia przeprowadziła właśnie symulację, oferując pracującym tam na czarno obcokrajowcom możliwość zalegalizowania się. Efekt? Z propozycji skorzystało 1200 z ok. 40 tys. polskich nielegałów, czyli 3 proc. Reszcie praca legalna "się nie opłaca". Wynika to ze zmniejszonego marginesu dochodowości między Polską i Belgią i z faktu, że trzeba mieszkać gdzieś pod Siemiatyczami i naprawdę nie mieć innych szans, by pracując "na saksach", wyjść na swoje.

Trzeci.
Od 1000 lat Polska opiera się na wsi, która żywi i broni. Wieść (nie tylko gminna) niesie, że 27 proc. pracujących Polaków żyje z rolnictwa i zamierza to czynić także przez najbliższe stulecie. Dlatego w debacie nad integracją z UE nie masz, panie dzieju, sprawy ważniejszej niż dopłaty do paliwa rolniczego i zakaz sprzedaży ziemi obcym. Tymczasem statystyki i badania socjologiczne przeczą przesłance, na której opiera się owa debata i na podstawie której podejmuje się decyzje (albo żąda się ich podjęcia). Wiarygodny Instytut Spraw Publicznych alarmuje, że tzw. kryterium "rolniczości" wcale nie odzwierciedla rzeczywistości polskiej wsi, na której "rolników-rolników" (w całości utrzymujących się z pracy w gospodarstwie) wcale nie ma 27 proc. Jest ich najwyżej 7-7,5 proc., a jakieś 6-6,5 proc. uzupełnia dochody z gospodarstwa wpływami z innych źródeł. ISP ujawnił też, że niechęć do sprzedaży ziemi jest czysto werbalna i fasadowa i że jedynie co szósty badany rzeczywiście odmawia sprzedaży, gdy przychodzi co do czego. Długo zdzierałem gardło zwłaszcza w sprawie dwóch ostatnich przykładów, w zamian za co - w charakterze obelgi - nazywany byłem euroentuzjastą. A ja tylko bronię się przed aksjomatem dowodu z fikcji.

Więcej możesz przeczytać w 9/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0