(A)polityczna obsesja

(A)polityczna obsesja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polscy politycy chcą stworzyć apolityczne, czyli nie realizujące politycznych celów rządu, służby specjalne.
Tego celu nawet nie próbowano osiągnąć w żadnym demokratycznym kraju Zachodu. Tam służby specjalne mają być po prostu skuteczne i profesjonalne. Ale mają realizować polityczne cele władzy wykonawczej. Tymczasem w Polsce od początku lat 90. mówi się o apolityczności, chcąc pod tym kątem reformować służby specjalne. W skrajnej wersji apolityczność ma zapewnić tzw. opcja zerowa, czyli stworzenie służb od nowa. Obsesja apolityczności ogarnęła wszystkie ugrupowania - od SLD po AWS.

Reforma, czyli powrót "swoich"
Kilka dni temu swój projekt apolitycznej reformy UOP przedstawili politycy Unii Wolności. Apolityczność urzędu ma zapewnić powołanie - na sześcioletnią kadencję - niezależnego, w praktyce nieodwoływalnego, koordynatora służb specjalnych, utworzenie Komitetu Koordynacyjnego Służb Specjalnych (instytucji wyznaczającej zadania i kontrolującej służby) oraz poszerzenie składu Kolegium ds. Służb Specjalnych.
- Politycy unii chcą utrudnić SLD przeprowadzenie czystek w UOP. Zapominają tylko, że na powrót do pracy czeka kilkuset oficerów SB, którzy zajmowali kierownicze stanowiska w centrali. Wielu z nich obiecano utracone w latach 1997-1998 posady i w SLD nie widać odważnego, który chciałby się z tej obietnicy wycofać - tłumaczy jeden z zastępców szefa UOP. Problemem jest to, że dwie trzecie zajmowanych przez nich stanowisk - zastępców dyrektorów, głównych specjalistów, doradców szefa - zlikwidował Zbigniew Nowek, obecny szef UOP. Tych etatów nie można po prostu odtworzyć, dlatego SLD również przygotował własny projekt reformy UOP.
Projekt ten sojusz opracował zresztą znacznie wcześniej niż UW. Właściwie pracowali nad nim sami byli oficerowie, działający obecnie w Instytucie Problemów Bezpieczeństwa. Prezesem instytutu jest Zbigniew Siemiątkowski, były minister-koordynator służb specjalnych, a jego zastępcami gen. Andrzej Anklewicz, były oficer SB, oraz Jan Bisztyga, jedna z szarych eminencji najpierw PZPR, a potem SLD.
W listopadzie 1999 r. instytut zorganizował konferencję, podczas której przygotowano "Narodowy program zwalczania przestępczości". Dokument ten zawiera m.in. projekt reformy UOP, zakładający utworzenie Agencji ds. Wywiadu, w której znajdą się wywiady wojskowy i cywilny. Proponuje się też, by osoby "zajmujące szczególne pozycje w państwie" były powiadamiane, gdyby zainteresowały się nimi służby specjalne. W praktyce uniemożliwiałoby to działania operacyjne w wypadku podejrzenia wysokich urzędników państwowych o szpiegostwo, korupcję bądź przestępstwa kryminalne.

Political fiction
- Jak formułować apolityczne zadania dla służb specjalnych, skoro są one służebne wobec rządu, a każdy rząd ma określone polityczne oblicze? - pyta Konstanty Miodowicz, poseł AWS, były szef kontrwywiadu UOP. - Czy stanowisk szefa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, prezesa NIK albo prezesa zarządu telewizji nie mieli obsadzać apolityczni fachowcy? Teraz zarzuca im się, że są nawet bardzo polityczni, a w praktyce nie można ich odwołać. Tak samo będzie z apolitycznym koordynatorem służb specjalnych. Po co tworzyć fikcję - mówi zastępca szefa UOP.
W dyskusji o spiskowej działalności UOP pomija się to, że chyba żadna inna instytucja państwowa nie jest poddawana tak szczegółowej i wielostopniowej kontroli. Urząd kontroluje sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych, w imieniu premiera nadzór sprawuje minister-koordynator służb specjalnych, zadania wyznacza urzędowi kolegium ds. służb, w którym oprócz premiera zasiadają ministrowie i reprezentanci prezydenta. UOP może być kontrolowany (w zakresie prawidłowości wydawania publicznych pieniędzy) przez Najwyższą Izbę Kontroli i - w wyjątkowych sytuacjach - urzędników Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Pośrednio urząd kontrolują też odbiorcy wyników jego pracy, czyli premier i prezydent.

Wylewanie dziecka z kąpielą
Paradoksalnie UOP działał w ostatnich latach przy najszerzej uchylonej kurtynie. Odnosił też niewątpliwe sukcesy, na przykład likwidując tzw. łódzką ośmiornicę czy doprowadzając do wydalenia z Polski 12 rosyjskich dyplomatów zajmujących się działalnością szpiegowską. Ostatnie przedsięwzięcie docenił nie tylko Komitet Bezpieczeństwa NATO, ale i sami Rosjanie. Wkrótce po wydaleniu dyplomatów stanowisko szefa wywiadu Rosji stracił Witalij Trubnikow, a w rosyjskich mediach mówiono o drugiej - po bitwie warszawskiej - spektakularnej porażce Rosji z Polską. "Niezawisimaja Gazieta" nawoływała wówczas do dymisji kierownictwa rosyjskiego wywiadu.
- Głównym problemem UOP nie są ludzie i struktury, lecz politycy. Jeśli będą oczekiwali od oficerów dyspozycyjności, zawsze znajdzie się ktoś, kto za obietnicę przyszłych korzyści czy awansu będzie się politykom wysługiwał. Może reformowanie UOP należałoby więc zacząć od zmiany mentalności polskiej klasy politycznej - postuluje senator Krzysztof Kozłowski, były szef MSW.
Więcej możesz przeczytać w 44/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0