Legalizacja kradzieży

Legalizacja kradzieży

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pomysł rozpisania referendum w sprawie reprywatyzacji, czego domagają się SLD, PSL i UP, to zaproszenie do nie kończących się kłótni politycznych i podsycania lęków - o domy, ziemię, przedszkola, ośrodki opieki społecznej i wszystkie obiekty z niejasnym prawem własności. Propozycja jest o tyle zaskakująca, że SLD i PSL mogły rozwiązać ten problem, uchwalając odpowiednią ustawę, gdy w latach 1993-1997 sprawowały władzę.
Nie zrobiły tego. SLD zależy na referendum, gdyż może ono zmobilizować populistyczny elektorat. Aż 80 proc. wyborców z tej grupy jest przeciwnych reprywatyzacji. Politycy SLD wmawiają, że ma ona być przeprowadzona wyłącznie po to, by 170 tys. potomków byłych posiadaczy mogło się "obłowić". Referendum ma jeszcze jedną rolę do odegrania - ma odwlec przyjęcie ustawy do wyborów, po których zdominowany przez SLD parlament na pewno jej nie zaakceptuje. W takim wypadku sojuszowi pozostanie do dyspozycji majątek przeznaczony na pokrycie kosztów reprywatyzacji (70 mld zł), z którego będzie można opłacić spokój społeczny, kupować przychylność budżetówki i emerytów.
Wniosek o rozpisanie referendum stawia w kłopotliwej sytuacji AWS i marszałka Sejmu. Ten ostatni ma formalnie pół roku na podjęcie decyzji, czy skieruje go pod obrady. Przedłużanie tej procedury daje jednak SLD i PSL argument, że AWS boi się opinii społeczeństwa i chce reprywatyzować metodą faktów dokonanych. Jeśli wniosek będzie szybko rozpatrywany (SLD chce, by do tego w najbliższych dniach), najpewniej zostanie większością głosów AWS i UW odrzucony. W takim wypadku wśród przedstawicieli SLD i PSL pojawią się komentarze, że obecny rząd za wszelką cenę chce się utrzymać przy władzy, ignorując głos opinii publicznej w tak ważnej sprawie.
Politycy sojuszu łatwo zapomnieli, że to przecież ich ideowi antenaci zadecydowali o grabieży własności. Skoro są takimi Europejczykami i socjaldemokratami, jak deklarują, powinni się starać przynajmniej wynagrodzić krzywdy albo w tym nie przeszkadzać.
Przeciwne referendum są nie tylko AWS i Unia Wolności, ale też Episkopat Polski: biskupi oświadczyli, że "reprywatyzacji nie wolno zaniedbać, a przykazanie 'Nie kradnij!' - nie może być przedmiotem referendum". Nawet gdyby doszło do referendum, nie zmieni to faktu, że większości roszczeń reprywatyzacyjnych można dochodzić w polskich sądach. Kosztuje to jednak budżet znacznie więcej niż całościowe załatwienie problemu.
Dyskusje o reprywatyzacji trwają już jedenaście lat. Podzielone jest w tej sprawie polskie społeczeństwo: według tegorocznych badań CBOS, 41 proc. obywateli opowiada się za zwrotem zagrabionego mienia, zaś 38 proc. jest temu przeciwnych. - Ukradzioną własność trzeba zwrócić - w tak podstawowych sprawach nie można rozpisywać referendum - uważa prof. Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych. Niezałatwienie tej sprawy spowoduje, że sądy będą orzekały zwrot całości zagrabionego majątku wraz z należnymi odsetkami za okres jego użytkowania. Do sądów zgłoszą się także dawni właściciele - spadkobiercy osób pochodzenia żydowskiego i niemieckiego. Większość krajów Europy Wschodniej uporała się już z tym problemem. Najbardziej radykalnie sprawę reprywatyzacji rozwiązano w byłej NRD. Już w układzie zjednoczeniowym zawarto specjalną klauzulę zamrażającą stosunki własnościowe. Na zwrot mienia w naturze decydowano się tylko wówczas, gdy nie znalazł się atrakcyjny inwestor. Poszkodowani otrzymywali natomiast rekompensaty. Inne kraje naszego regionu oddawały mienie najczęściej w naturze lub w formie rekompensaty. SLD, PSL i Unia Pracy rozpoczęły akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum przed rokiem. - Referendum w niczym nie przybliża rozwiązania problemu - mówi Janusz Lewandowski, były minister przekształceń własnościowych. Dla przeciwników prywatyzacji może być natomiast sposobem na blokowanie tego rozwiązania. Inicjatorzy referendum przedstawiają bowiem reprywatyzację jako obronę praw mniejszości, przywołują stereotypy "kamieniczników" i "obszarników". Leszek Miller twierdzi, że "nie można krzywd zaspokajać innymi krzywdami". Uważa, że forsowana przez rząd reprywatyzacja stanowi poważne zagrożenie dla gospodarki i milionów rodzin, bo może zabraknąć majątku na finansowanie ważnych społecznie reform: zdrowia, opieki społecznej i oświaty. Zdaniem Jarosława Kalinowskiego, prezesa PSL, zadośćuczynienie powinno być więc symboliczne, obejmujące 2-6 proc. wartości utraconego majątku.
- Naiwny jest pogląd, że 2-6 proc. może załatwić sprawę - ocenia prof. Orłowski. - Nie zadowoli to dawnych właścicieli, którzy będą szukać sprawiedliwości w sądach. Jeśli zaś takie kuriozalne rozwiązanie prawne miałoby związać ręce polskim sądom, będą dochodzić swych praw na przykład przed sądami amerykańskimi lub trybunałami międzynarodowymi - dodaje. Czy w tej sytuacji nasz kraj traktowano by nadal jako państwa prawa?

Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0