Młot na długi

Młot na długi

Dodano:   /  Zmieniono: 
Skończyła się w naszym kraju pogoda dla niesolidnych dłużników
Na początku lat 90. wystarczyło wyjechać do innego województwa, by otrzymać kredyt pod nie istniejące lub niewiarygodne zabezpieczenie. Banki były bezradne wobec niesolidnych klientów. Złe kredyty stanowiły często trzecią część portfela kredytowego. Dziś niesolidni dłużnicy w praktyce nie mają szans na pożyczkę w renomowanym banku. Oszust kredytowy może zrobić "przekręt" tylko raz.
Wciąż pojawiają się klienci z nieskazitelną przeszłością kredytową, którzy niespodziewanie odmawiają płacenia albo znikają. Coraz trudniej im jednak odzyskać wiarygodność. Z jednej strony mają przeciwko sobie zdesperowanych wierzycieli i firmy zajmujące się windykacją długów, dzielące się swoimi informacjami często wbrew obowiązującym przepisom o ochronie danych osobowych. Z drugiej strony podlegają kontroli Związku Banków Polskich, który prowadzi "listę klientów czasowo nie wywiązujących się ze swoich zobowiązań". Dostęp do informacji zawartych w bazie danych mają wyłącznie banki. Początkowo lista była niekompletna i aktualizowana ze sporym opóźnieniem. Bezpośrednią przyczyną jej powstania było kilka spektakularnych oszustw na początku lat 90., kiedy pseudobiznesmeni potrafili zaciągnąć nawet 20 kredytów pod zastaw tej samej willi, mieszkania, żaglówki czy samochodu.
- W ciągu ostatnich dziesięciu lat 400 tys. klientów - w 80 proc. osoby fizyczne, w 20 proc. podmioty gospodarcze - miało problemy ze spłatą zobowiązań. To oni znaleźli się na naszej liście - mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, dyrektor Związku Banków Polskich. - Banki muszą mieć możliwość wymiany informacji na temat klientów, gdyż tylko w ten sposób mogą uniknąć udzielania nieściągalnych kredytów. Stworzenie tego wykazu pozwoliło nam znacznie ograniczyć ryzyko: w 8-10 wypadkach na 100 odpowiedź na pytanie, czy klient znajduje się na liście niesolidnych dłużników, jest pozytywna.
Sam fakt umieszczenia kogoś na liście niewiarygodnych klientów nie oznacza odmowy udzielenia nowego kredytu. Starający się o niego zostanie jednak solidnie "prześwietlony" i zobowiązany do przedstawienia "murowanych" gwarancji. - Gdy tylko dłużnik wywiąże się ze swoich zobowiązań, fakt ten jest natychmiast odnotowywany w bazie danych, ale jeszcze przez dwa lata taka osoba lub firma pozostaje na liście i podlega znacznie wnikliwszej ocenie niż inni klienci. Jeśli w tym czasie będzie w terminie regulować należności, zostanie usunięta z listy - tłumaczy Krzysztof Pietraszkiewicz. Dzięki istnieniu listy liczba tzw. złych kredytów zmalała czterokrotnie.
Dwa lata temu 21 największych polskich banków wraz ze Związkiem Banków Polskich założyło Biuro Informacji Kredytowej SA. Spółka ta zajmuje się również zbieraniem informacji o klientach, lecz gromadzi ona zarówno dane o nierzetelnych, jak i rzetelnych pożyczkobiorcach. Zadaniem biura jest zbudowanie możliwie pełnej bazy danych, co usprawni obsługę podmiotów starających się o kredyt. Działalność takich instytucji na świecie pozwoliła osiągnąć niemal 99-procentowe bezpieczeństwo udzielanych pożyczek. Poza tym wiarygodnym kredytobiorcom oferuje się niższe oprocentowanie, korzystniejsze ubezpieczenia kredytów, zwalnia się ich z opłat za niektóre usługi bankowe. W Polsce te narzędzia są stosowane w znikomej skali.
Do bankowej listy dłużników nie mają dostępu firmy handlowe, leasingowe, producenci czy kancelarie adwokackie zaangażowane do pomocy przy ściąganiu wierzytelności. Dlatego wiele z tych podmiotów zdecydowało się na stworzenie własnych "czarnych list". Najwcześniej, w 1996 r., zrobili to poznańscy hurtownicy sprzętu motoryzacyjnego. Rolę skrzynki kontaktowej pełniła jedna z firm, która otrzymywała dane z poszczególnych hurtowni i przesyłała uaktualnioną listę nierzetelnych klientów wszystkim podmiotom systemu.
Kilkanaście "czarnych list" pojawiło się ostatnio w Internecie. Najbardziej znana jest lista dłużników zamieszczona przez kancelarię prawniczą Jachnicki & Partnerzy, specjalizującą się w windykacji należności. Znajdowały się na niej informacje o ponad 300 firmach, głównie ze Śląska i Mazowsza. Strona z listą, odwiedzana przez kilkanaście tysięcy osób dziennie, została zlikwidowana, gdy jej rozpowszechnianiu sprzeciwił się generalny inspektor ochrony danych osobowych. "Ustawa o ochronie danych osobowych nie chroni firm, tylko osoby fizyczne. Gdyby na liście znalazła się tylko siedziba i nazwa firmy, nawet ułatwiająca identyfikację jej właściciela, nie mielibyśmy podstaw do działania. Ta baza zawierała jednak sporo informacji łamiących ustawę, na przykład personalia i dokładne adresy prywatnych osób, również dane dotyczące karalności" - tłumaczyła publicznie Ewa Kulesza, generalny inspektor ochrony danych osobowych.
- Ustawa o ochronie danych osobowych nakłada kaganiec na informację gospodarczą i jest przejawem zawoalowanej cenzury. W efekcie prawo bardziej chroni nierzetelne firmy niż ich ofiary - komentuje usunięcie listy z Internetu mecenas Tomasz Jachnicki. Jego zdaniem, lista odegrała bardzo pozytywną rolę - wiele umieszczonych na niej firm uregulowało zaległe należności. Jachnicki zapowiada, że już wkrótce uruchomi kolejny bezpłatny spis (tym razem we współpracy z zagranicznym partnerem), który najprawdopodobniej zostanie umieszczony na zagranicznym serwerze.
Informacja gospodarcza ma zresztą konkretną wartość finansową. W Internecie można znaleźć Centralny Rejestr Dłużników, który jest płatną bazą danych o podmiotach gospodarczych. "Każda firma, która zdecyduje się z nami współpracować, otrzyma po wypełnieniu formularza rejestracyjnego dostęp do bazy. Koszt korzystania z serwisu wynosi 50 zł miesięcznie lub 500 zł rocznie" - czytamy w informacji zamieszczonej w sieci. Operator nie podaje, niestety, żadnych informacji o sobie, nie wiadomo więc, czy oferowane dane są wiarygodne.
Paradoksalnie, dane dotyczące niesolidnych dłużników najskuteczniej chroniło dotychczas państwo. Niemożliwe było na przykład uzyskanie wiedzy o dłużnikach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, choć ich zaległości sięgają kilkuset milionów złotych rocznie. Dopiero Naczelny Sąd Administracyjny nakazał ZUS udzielenie takiej informacji krakowskiemu "Dziennikowi Polskiemu". Zdaniem sędziów NSA, publikowanie listy dłużników ZUS nie narusza tajemnicy służbowej, a dziennikarze mają prawo do informowania o tym czytelników.

Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0