Po dziesięciu latach...

Po dziesięciu latach...

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nie wystarczy patrzeć na już osiągnięte tempo rozwoju, trzeba na czas rejestrować sygnały ostrzegawcze i szybko na nie reagować
W 1999 r., w dziesięciolecie rozpoczęcia postsocjalistycznej transformacji, odbyła się w Warszawie z inicjatywy CASE (Centrum Analiz Społeczno-Ekonomi-cznych) wielka konferencja poświęcona jej przebiegowi i dotychczasowym rezultatom. Uczestniczyli w niej niemal wszyscy ludzie, którzy brali udział w tym wielkim procesie w roli teoretyków, doradców bądź polityków gospodarczych, a w wypadku niektórych osób - w tych dwóch lub trzech rolach naraz. Czytając ostatnio przygotowywaną do druku książkę z tej konferencji, pomyślałem, że warto się podzielić z czytelnikami przynajmniej niektórymi wnioskami z zaprezentowanych w niej wyników badań.
* Wszystkie kraje byłego socjalizmu odziedziczyły wielką lukę rozwojową w stosunku do Zachodu. Ogromnie powiększyła się ona nie tylko w czasie, ale i wskutek socjalizmu, który okazał się ostatecznie ustrojem skrajnie antyrozwojowym. Na przykład w 1955 r. Polska miała dochód na mieszkańca nieco wyższy niż Grecja, zaś w 1988 r. było to już tylko 50 proc. dochodu przypadającego na przeciętnego Greka. A Grecja nie zaliczała się bynajmniej - przynajmniej do niedawna - do gospodarczych tygrysów Europy! Oczywiście, nie ma sensu rozpamiętywać straconego czasu, trzeba go nadrabiać. Co to oznacza w praktyce - o tym za chwilę.
* W ciągu dziesięciu lat po upadku socjalizmu nastąpiło niesłychane zróżnicowanie sytuacji gospodarczej krajów, które w punkcie startu miały dosyć podobne warunki gospodarcze. Jedne kraje nadrabiały stracony czas, a inne dalej go traciły. Generalnie do rozwojowej awangardy należą do tej pory kraje Europy Środkowo-Wschodniej (Polska, Węgry, Czechy, Słowenia) oraz kraje nadbałtyckie. Ogromny spadek PKB zanotowały natomiast praktycznie wszystkie poza dawnymi republikami nadbałtyckimi państwa byłego ZSRR. Największy wzrost PKB nastąpił w Polsce - w 1991 r. nasz PKB był pięć razy mniejszy niż PKB Rosji, a w 1998 r. wynosił 50 proc. rosyjskiego. W 1991 r. produkt krajowy brutto w Polsce był nieco mniejszy niż na Ukrainie, a w 1998 r. przewyższał go już dwukrotnie.Pewne korekty trzeba wnieść ze względu na większy udział szarej strefy w gospodarce naszych wschodnich sąsiadów. Nie zmieniają one jednak podstawowego wniosku: w ciągu dekady ogromnie wzmocniliśmy w porównaniu z nimi naszą gospodarkę, a dzięki temu - pozycję naszego państwa.
* Każdy oczywiście zapyta: z czego wynikło tak wielkie zróżnicowanie sytuacji gospodarczej w ciągu dziesięciu lat? Tym pytaniem zajmowali się wybitni uczestnicy konferencji. Odrzucili tezę, że ta różnica wynika głównie ze zróżnicowania ekonomicznych warunków startu. Wręcz przeciwnie - jak stwierdził m.in. Stanley Fisher, światowej klasy ekonomista i wiceszef Międzynarodowego Funduszu Walutowego - kraje największego gospodarczego sukcesu: Polska i państwa nadbałtyckie, miały warunki startu najmniej korzystne.
* Źródeł gospodarczego sukcesu lub fiaska należy więc szukać gdzie indziej. I tu badacze są praktycznie jednomyślni - najpotężniejszą siłą różnicującą okazała się jakość polityki gospodarczej. Konkretniej: kraje, które szybko i konsekwentnie odchodziły od socjalizmu, prywatyzując odziedziczony sektor państwowy, umożliwiając rozwój nowych prywatnych firm, liberalizując gospodarkę, umacniając swoje finanse i wartość swojego pieniądza, odnotowały największy postęp. Kraje o przeciwnej polityce gospodarczej najbardziej cofnęły się w rozwoju.
* Odnotowano interesujące zróżnicowanie w zakresie napływu zewnętrznego kapitału. Na początku niemal do wszystkich krajów postsocjalistycznych napływała głównie oficjalna pomoc z Zachodu, bo kapitał prywatny nie był pewien, czy warto tam inwestować. Ale potem sytuacja coraz bardziej się różnicowała. Kraje, które zaczęły uzdrawiać swoją gospodarkę, zaczęły też przyciągać coraz więcej zagranicznych inwestycji bezpośrednich, co dodatkowo wzmocniło ich rozwój. Napływ zewnętrznych prywatnych inwestycji jest więc premią za dobrą politykę gospodarczą. Jest ona nieosiągalna dla państw, które psują swoją gospodarkę. Te mogą co najwyżej liczyć na napływ kapitału spekulacyjnego.
* Zwrócono jednak słusznie uwagę, że nie wystarczy patrzeć na już osiągnięte tempo rozwoju, trzeba równocześnie baczyć na jego fundamenty - po to, aby na czas rejestrować sygnały ostrzegawcze i szybko na nie reagować. A do owych fundamentów należy zdrowie finansów publicznych (im mniejszy ich deficyt, tym lepiej dla przyszłego rozwoju), stabilność pieniądza, przepisy regulujące stosunki pracy, konkurencyjność przedsiębiorstw, jakość działania podstawowych struktur państwa (w tym wymiaru sprawiedliwości), zdrowie banków i innych instytucji finansowych, dostępność dobrej edukacji. Niemal we wszystkich tych dziedzinach Polska ma jeszcze wiele do zrobienia - to chyba dla nas najważniejszy praktyczny wniosek z przebiegu transformacji. Niech nasz relatywny sukces będzie podstawą do dalszych starań o dobrą politykę gospodarczą - klucz do lepszego życia. 

Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0