Domowy bankomat

Domowy bankomat

Dodano:   /  Zmieniono: 
Banki on line to nie mrzonka futurystów, ale polska rzeczywistość
Polskie banki coraz wyraźniej dzielą się na dwa różne światy. Z jednej strony już niemal archaiczne oddziały i kolejki do okienek, z drugiej - zdalny dostęp do produktów finansowych za pomocą Internetu i telefonii komórkowej. Co jednak ciekawe, nowoczesne technologie przyciągnęły na razie tylko kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Zdecydowana większość - kilka milionów osób - tkwi w bankowym średniowieczu.
Pomiędzy krajowymi bankami toczy się dziwna walka. Jedni są przekonani, że podstawą pozycji na rynku są tysiące oddziałów rozmieszczonych niemal we wszystkich miastach i miasteczkach. Drudzy argumentują, że najważniejszy jest dobry serwis internetowy. Niezależnie od tego, komu przyszłość przyzna rację, usługi finansowe on line przestały być chwytem marketingowym banków czy domów maklerskich, nie potwierdzonym konkretną ofertą. Udostępniło je już kilkanaście działających w Polsce instytucji finansowych. Pozwalają zaoszczędzić czas i pieniądze, zapewniając przy tym znacznie większy komfort obsługi. Problemem pozostaje jednak ciągle niedostateczna popularność Internetu.
Siedząc przy dowolnym komputerze podłączonym do Internetu, można m.in. sprawdzić saldo rachunku i historię operacji, złożyć dyspozycję przelewu bądź zlecenie stałe czy też założyć lokaty terminowe. Część banków pozwala w ten sposób także zamawiać nowe i zastrzegać utracone karty i czeki oraz składać wnioski kredytowe. Internetowego klienta nie obowiązują godziny pracy rzeczywistego banku, gdyż wirtualne placówki funkcjonują non stop.
- Jeszcze nie korzystam z bankowości internetowej, ale od powrotu z igrzysk w Sydney uważnie śledzę oferty tego typu usług. W najbliższym czasie mam zamiar wybrać jedną z nich. Liczę na to, że pozwoli mi zaoszczędzić sporo czasu, jaki teraz tracę w bankach - twierdzi Mateusz Kusznierewicz, żeglujący w klasie Finn. Duży krok w stronę internetowej obsługi bankowej wykonali Kora Jackowska i Kamil Sipowicz. - Prawie od dwóch lat korzystamy z systemu elektronicznej bankowości w Pekao. To ogromne ułatwienie. Przez całe lata musiałem jeździć do banku w centrum. Często przez godzinę szukałem miejsca parkingowego, manewrowałem w kółko po śródmieściu. Później dochodziło godzinne stanie w kolejce - opowiada Kamil Sipowicz. Nie ruszając się z domu, razem z Korą robią przelewy honorariów za koncerty i płyty, regulują należności za wszystkie faktury, a nawet odprowadzają podatki do urzędu skarbowego. Do korzystania z bankowości elektronicznej niezbędne jest zainstalowanie specjalnego oprogramowania dostarczonego przez bank. Tym samym zdalny dostęp do rachunku możliwy jest tylko z jednego, wybranego komputera. W wypadku bankowości internetowej nie ma takiego problemu, gdyż jedynym potrzebnym programem jest przeglądarka internetowa. - Jeśli będę miał zamiar wyjechać na dłuższy czas za granicę, rozejrzę się za pełnymi usługami internetowymi - zapowiada Sipowicz. Nie obawia się on transakcji przez sieć.
- Nie jestem przekonana, na ile jest to pewne - dużo więcej sceptycyzmu wykazuje aktorka Dorota Stalińska i między innymi dlatego nie korzysta z pośrednictwa Internetu w kwestiach finansowych. Bankowcy przekonują jednak, że jest to bezpieczniejsze nawet niż bezpośrednia wizyta w oddziale, gdyż nie ma ryzyka napadu. Najbardziej rozbudowane systemy zabezpieczeń wymagają używania tokenu, czyli urządzenia generującego zmienny kod, który należy podać razem ze swoim identyfikatorem. Z kolei dostęp do tokenu zabezpieczony jest numerem PIN. Część banków wymaga wprowadzenia swojego identyfikatora i hasła. Jeśli hasło nie będzie zbyt proste ani zapisane w dostępnych dla innych osób miejscu (co niestety często się zdarza), zabezpieczenie takie jest wystarczająco skuteczne.
- Mimo że wiele osób ciągle obawia się korzystać z bankowości internetowej ze względu na bezpieczeństwo transakcji, forma ta niewątpliwie będzie się bardzo szybko upowszechniać. Przewiduję, że w tym zakresie nastąpi podobny boom jak w wypadku kart płatniczych - ocenia Elżbieta Oleszczuk ze Związku Banków Polskich. Pierwszy w Polsce - i jeden z pierwszych w Europie - oddział internetowy uruchomił w październiku 1998 r. Powszechny Bank Gospodarczy, przyłączony do Pekao. Korzysta z niego już 9 tys. klientów. Niewiele mniej użytkowników ma Handlonet (przeszło 8,5 tys.), wirtualny oddział Handlobanku założony w maju tego roku. Z kolei z usług Wielkopolskiego Banku Kredytowego za pośrednictwem Internetu i WAP korzysta już ponad 20 tys. osób. W Fortis Bank Polska na internetową obsługę Pl@net zdecydowało się na razie około 1600 klientów. Wirtualny oddział - Sez@m - prowadzi także Bank Przemysłowo
-Handlowy. Wkrótce do grupy "internetowych banków" mają dołączyć m.in. Citibank i PKO BP, gdzie system jest właśnie testowany.
Wprowadzając internetowe usługi, banki wykazywały, że zrealizowanie transakcji w sieci kosztuje zaledwie centa, a więc jest 100 razy tańsze niż wykonanie tej samej czynności w tradycyjnym oddziale. Prezentacja tych danych długo nie przekładała się jednak na rzeczywisty wygląd tabel opłat i prowizji banków. Dopiero niedawno zróżnicowały one swoje cenniki w zależności od sposobu obsługi klienta. Na przykład w Handlobanku zlecenie przelewu do innego banku w oddziale kosztuje 3 zł, w automatycznym serwisie telefonicznym - 2 zł, a przez globalną sieć - 1 zł. - Internet pozwala znacznie zmniejszyć koszty działalności banków. Wynika to z ograniczenia wydatków operacyjnych takich jak budowa oddziałów i zatrudnianie personelu do ich obsługi oraz z przyspieszenia czasu wykonania transakcji. Korzyści odnoszą również klienci, gdyż dzięki temu wykonanie operacji przez Internet jest znacznie tańsze - wyjaśnia Grzegorz Bobrownicki-Libche z Handlobanku. Preferencyjne stawki przygotowały też Pekao, WBK i Fortis.
Znacznie szybciej rosnąca grupą niż internauci są użytkownicy telefonów komórkowych. Wiele banków już jakiś czas temu uruchomiło automatyczne serwisy telefoniczne pozwalające na wykonywanie podstawowych operacji. Aparaty przenośne oferują jednak dodatkowe rozwiązania, niedostępne dla użytkowników telefonów stacjonarnych: SMS i WAP. - Wystarczy wysłać SMS z kodem usługi, numerem rachunku i swoim kodem identyfikacyjnym, by sprawdzić saldo lub dokonać przelewu. Do końca roku chcemy wprowadzić również pełną obsługę konta przez WAP - mówi Sebastian Łuczak z Pekao. Jeszcze w tym roku o możliwość składania zleceń ma być rozszerzony serwis WAP Fortis Banku, na razie zawierający tylko informacje o ofercie banku i kursach walut. Pierwszy usługi aktywne w WAP wprowadził WBK.
Oprócz banków zalety Internetu odkrywają biura maklerskie. Już w listopadzie 1996 r. pilotażowy projekt składania poprzez sieć zleceń na zakup akcji uruchomił Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska. - Obecnie za pośrednictwem Internetu z naszych usług korzysta ponad 400 klientów. Co ciekawe, ten sposób dostępu do rachunków inwestycyjnych wybiera 30 proc. nowych klientów biura. A zatem wprowadzona przez nas usługa jest dla dużej części osób bardzo ważnym kryterium przy wybieraniu domu maklerskiego - ocenia Michał Wojciechowski z DM BOŚ. W sieci funkcjonują także biura maklerskie BPH, WBK i otwarte przed kilkunastoma dniami biuro firmy Wood & Company. - Do tej pory obsługiwaliśmy wyłącznie klientów instytucjonalnych. Chcąc pozyskać klientów indywidualnych, mieliśmy do wyboru: stworzenie sieci biur obsługi klienta w kilku miastach lub zainwestowanie w nowe rozwiązania techniczne (m.in. Internet i call center), które pozwalają dotrzeć do mieszkańców całej Polski - mówi Agnieszka Lange z Wood & Company. Firma zdecydowała się na drugie rozwiązanie. - Poza składaniem zleceń internetowy serwis WoodStock zapewnia dostęp do bieżących informacji finansowych oraz naszych analiz, rekomendacji i prognoz. Ponadto uruchomiliśmy czat, w którym gracze giełdowi mogą się wymieniać uwagami. Uważamy, że taki sposób obsługi klientów pozwoli nam dotrzeć do osób, które nie mają czasu wgłębiać się w niuanse giełdowe i odwiedzać tradycyjnych biur maklerskich. Doświadczenie zagraniczne potwierdza, że nowoczesne rozwiązania znacznie poszerzają liczbę inwestorów giełdowych - przekonuje Lange. Nawet inwestorzy, którzy składają zlecenia w tradycyjny sposób, coraz więcej uwagi poświęcają internetowym serwisom finansowym, gdyż dostarczają one informacje dużo szybciej niż prasa i pozwalają korzystać z interaktywnych narzędzi porównawczych.
- Rozwój Internetu nie powoduje na razie zahamowania rozbudowy sieci tradycyjnych placówek. Planujemy w najbliższych latach otwierać po sto oddziałów rocznie. Alternatywne kanały jeszcze nie są dla nich substytutem. Niewątpliwie jednak Polacy przekonają się do Internetu, podobnie jak zaakceptowali bankomaty - przewiduje Sebastian Łuczak z Pekao. Jeśli ktoś nie jest miłośnikiem kolejek i płacenia wyższych prowizji, wirtualni bankierzy i maklerzy już dziś są do dyspozycji.

Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0