Stan alarmowy

Stan alarmowy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy nauczyliśmy się zapobiegać powodziom?
Przez najbliższe pięć lat znacząco nie poprawi się w Polsce stan zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Nie oznacza to jednak, że grozi nam katastrofa podobna do tej z 1997 r. Wprawdzie nadal nie ma pieniędzy na szybki i kompleksowy program zapobiegania powodziom, nauczyliśmy się jednak, że od pieniędzy często ważniejsza jest logistyka i szybkie reagowanie. Można w ten sposób zrobić więcej, niż wydając nawet kilka miliardów złotych na inwestycje infrastrukturalne. Te ostatnie są jednak także pilnie potrzebne. Bez zbiornika Racibórz (wedle optymistycznych planów, ma powstać za siedem lat) nie poprawi się na przykład bezpieczeństwo zlewni Odry. Bez ukończenia budowy zbiornika Świnna Poręba nie będzie możliwe poskromienie górnej Wisły i zabezpieczenie Krakowa. A ryzyko powodzi wciąż istnieje. Zalanie Górowa Iławeckiego przed kilku tygodniami pokazuje, że dramatycznie może być jeszcze tej wiosny. - W ciągu ostatnich 720 lat wielkie powodzie zawsze zdarzały się rok po roku lub w odstępie nie przekraczającym pięciu lat. Musimy więc liczyć się z tym, że w ciągu najbliższych trzech lat w Polsce może się jednak zdarzyć kataklizm - ostrzega prof. Alfred Dubicki, dyrektor wrocławskiego oddziału Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej.


Lekcja pierwsza - podział kompetencji. W 1997 r. wielka woda zalała ok. 30 proc. powierzchni Polski. Zginęły 54 osoby, a domy 500 tys. ludzi znalazły się pod wodą. Główny Urząd Statystyczny oszacował straty materialne na 12,2 mld zł. Po tej katastrofie wreszcie dokonano jasnego podziału kompetencji pomiędzy poszczególne szczeble administracji. Uchwalono też i znowelizowano ponad 20 ustaw mających usprawnić akcje ratownicze w sytuacjach kryzysowych. Stworzony został stały Komitet Rady Ministrów ds. Zarządzania w Sytuacjach Kryzysowych (kieruje nim minister spraw wewnętrznych i administracji). W MSWiA powołano Zespół Reagowania Kryzysowego, który jest stałym organem pomocniczym ministra. Dzięki reformie samorządowej wiadomo dziś też, że wojewoda odpowiada za strategię obrony przed kataklizmem, a bezpośrednią "obroną na wałach" kierują starostowie. Zdaniem Jerzego Widzyka, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, jednoznacznie i ostatecznie sytuację unormuje ustawa o gotowości cywilnej, która powinna znaleźć się w Sejmie w drugim kwartale tego roku. Określi ona uprawnienia i możliwości poszczególnych służb i szczebli administracji oraz wskaże źródła finansowania działań w wypadku klęski
żywiołowej.

Lekcja druga - infrastruktura. Jak wynika z danych Biura ds. Usuwania Skutków Powodzi, w latach 1997-1999 na usuwanie skutków powodzi przeznaczono ok. 5 mld zł, z czego tylko 730 mln zł na modernizację i odbudowę zabezpieczeń przeciwpowodziowych. Ich stan jest więc gorszy niż trzy lata temu. Ciągle jeszcze przebudowy i modernizacji wymaga 2 tys. km wałów. "Obecnie 41,2 proc. budowli stale piętrzących wodę klas I-III (m.in. zapory ziemne i betonowe, jazy, przelewy, śluzy, stopnie wodne, nadpoziomowe zbiorniki i elektrownie wodne) oraz 1030 km obwałowań stwarza zagrożenie bezpieczeństwa ludzi i mienia" - czytamy w opracowaniu Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego.
Ponad połowa użytkowanych w Polsce obiektów hydrotechnicznych eksploatowana jest od ponad 25 lat, a jedna czwarta od przeszło 50 lat. Aż 60 proc. wałów przeciwpowodziowych ma więcej niż 50 lat, a prawie 10 proc. z nich - ponad 100 lat. Niemal wszystkie obwałowania nie mają przesłon przeciwfiltracyjnych i drenaży, a do 36 proc. nie prowadzą drogi dojazdowe, co uniemożliwia ich uszczelnianie w czasie powodzi.
Mimo że na terenie dawnego województwa wrocławskiego odbudowano 70-80 proc. szkód powodziowych, nikt nie wie, w jakim stanie są wały, zbiorniki i inne urządzenia hydrotechniczne, które nie zostały zniszczone przed trzema laty. - Posiadane przez nas środki wystarczają tylko na naprawę tego, co najbardziej niezbędne - mówi Ryszard Majewicz, zastępca dyrektora ds. eksploatacji Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu. Jedną z przyczyn tego stanu jest brak spójnego systemu finansowania gospodarki wodnej. Dziś najwięcej środków posiada (i wydaje) Biuro ds. Usuwania Skutków Powodzi, kierowane przez ministra Jerzego Widzyka. Resorty środowiska oraz rolnictwa - właściciele 98,3 proc. wałów przeciwpowodziowych i 76 proc. obiektów hydrotechnicznych - przeznaczają natomiast na remonty zabezpieczeń znikome kwoty. Na odbudowę stopnia wodnego na Odrze w Malczycach pod Wrocławiem (wartość kosztorysowa 296 mln zł), Ministerstwo Środowiska przeznaczyło w tym roku zaledwie 3,5 mln zł, zaś na budowę zbiornika Świnna Poręba - 2 mln zł, chociaż na dokończenie tego projektu potrzeba jeszcze co najmniej 1,5 mld zł. - Środki są coraz mniejsze, a któregoś roku może się okazać, że tej dziedziny gospodarki nie będzie z czego finansować - przestrzega prof. Janusz Zaleski, koordynator rządowego "Programu dla Odry 2006".

Lekcja trzecia - prewencja. Nadal nie funkcjonuje System Monitoringu i Osłony Kraju (SMOK), który ma zostać sfinansowany z kredytu przyznanego przez Bank Światowy. Wskutek zmian kadrowych i koncepcyjnych program ten nie wyszedł poza fazę wstępnej procedury przetargowej, przez co zamrożono już przyznane 55 mln USD. - Na usuwanie skutków powodzi Bank Światowy przyznał Polsce kredyt w wysokości 200 mln USD, z czego 111 mln USD przeznaczono na odbudowę zniszczonej infrastruktury. W programie tym uczestniczą 144 gminy. Pod koniec stycznia 2000 r. wykorzystano 59 proc. kwoty kredytu - informuje Jacek Kurnatowski, dyrektor Biura Koordynacji Projektu Banku Światowego. - Gorzej wygląda druga część programu - przeznaczenie 80 mln USD na osłonę przeciwpowodziową i zmniejszenie zagrożenia. Na te cele wydano dotychczas zaledwie kilka procent sumy kredytu.

Lekcja czwarta - inicjatywa lokalna. Stan infrastruktury przeciwpowodziowej w dużej mierze zależy od zasobności i operatywności samorządów. W Krakowie już w 1996 r. opracowano koncepcję podwyższania bulwarów i obwałowań. Od ubiegłego roku trwają prace, na które miasto otrzymało dotację z budżetu państwa w wysokości 80 mln zł. - Powołaliśmy miejski sztab kryzysowy, dysponujący pomieszczeniami z systemami łączności, które w razie potrzeby pozwolą na sprawne działanie. Tworzymy porozumienie międzygminne, aby wytypować miejsca pod poldery - mówi Krzysztof Adamczyk, wiceprezydent Krakowa. - Rozmawiamy również z firmami ubezpieczeniowymi na temat zbiorowego ubezpieczenia nieruchomości na zagrożonych terenach. Ponadto jako jedna z czterech gmin w Polsce realizujemy, za pieniądze z Banku Światowego, pilotażowy program ograniczania skutków powodzi i profilaktyki przeciwpowodziowej.
Władze Raciborza opracowały z kolei "Informacyjny pakiet przeciwpowodziowy" - połączenie apteczki oraz instrukcji postępowania na wypadek zagrożenia. W pobliżu miasta buduje się polder przeciwpowodziowy. Odległa jest natomiast budowa zbiornika Racibórz, który chroniłby także Kędzierzyn, Krapkowice, Opole i Wrocław. We Wrocławiu, gdzie straty spowodowane ostatnim kataklizmem przekroczyły 2 mld zł, nad koncepcją ochrony miasta przed powodzią zaczęto pracować dopiero w połowie ubiegłego roku (miasto otrzymało aż 39 proc. środków przyznanych Polsce przez Bank Światowy na usuwanie skutków powodzi i zabezpieczenie przed następnymi katastrofami). Dotychczas sprawdzono wały przeciwpowodziowe powyżej miasta. Z ubiegłorocznego raportu Hydroprojektu wynika, że teoretycznie zabezpieczenia powinny wytrzymać przepływ 2400 metrów sześciennych wody na sekundę, lecz w rzeczywistości mogą nie przetrwać nawet przepływu 1700 metrów sześciennych na sekundę (w czasie powodzi w 1997 r. Odrą płynęło 3600 metrów sześciennych na sekundę).
Więcej możesz przeczytać w 10/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0