Wojna ciał niebieskich

Wojna ciał niebieskich

Dodano:   /  Zmieniono: 
Dotychczas tylko w futurystycznych powieściach istniały ministerstwa obrony Ziemi i nikt z wyjątkiem hollywoodzkich reżyserów nie traktował poważnie zagrożenia ze strony obiektów kosmicznych.
Pierwszym państwem europejskim, w którym powołano Grupę Specjalną do spraw Niebezpiecznych Obiektów, jest Wielka Brytania. Grupa przygotowała jedyny w swoim rodzaju dokument określający politykę Ziemian wobec zagrożeń kosmosu.

W raporcie wymieniono dwieście kilkadziesiąt obiektów znajdujących się w niewielkiej odległości od naszej planety, które mogłyby spowodować na niej różnego rodzaju katastrofy. Między innymi obrócenie w gruzy takich metropolii, jak Nowy Jork, Tokio czy Meksyk, oderwanie części atmosfery, zniszczenie obszarów wielkości Kalifornii, globalną destrukcję warstwy ozonu, a nawet wymarcie bardziej rozwiniętych gatunków roślin i zwierząt.
Rolę lekcji poglądowej odegrał w tym wypadku spektakl, który przygotowała sama przyroda. W lipcu 1994 r. kometa Shoemakera-Levy’ego uderzyła w planetę Jowisz. Zderzenie było od dawna przewidywane, trasę lotu komety wyliczono o wiele wcześniej, zdjęcia robione przez wielkie teleskopy dokumentowały poszczególne etapy kolizji. Przed uderzeniem kometa rozpadła się na części, bombardując w wielu miejscach planetę podczas jej okrążenia. Kule ognia powstające na skutek tych zderzeń miały - każda - wielkość równą Ziemi.
W Stanach Zjednoczonych zaczęto realizować program wykrycia w ciągu dziesięciu lat dziewięćdziesięciu procent NEO (Near Earth Objects), mających średnicę powyżej kilometra, które mogłyby zagrozić naszej planecie. Ich orbity śledzą m.in. teleskopy naziemne należące do NASA, gigantyczny radioteleskop w Puerto Rico (własność Cornell University), teleskop w Arizonie należący do uniwersytetu stanowego, urządzenia badawcze amerykańskich sił powietrznych i wiele innych. Obecnie po orbicie wokół asteroidy Eros, mającej kształt ziemniaka, krąży amerykańska sonda NEAR. W realizowanym przez NASA programie Small Solar Objects przygotowywane są kolejne wyprawy do asteroid i komet.
Raport brytyjski i inicjatywa, jaką proponują jego autorzy, jest jedną z pierwszych odpowiedzi Europejczyków na amerykańskie badania. "Ziemia znajduje się pod ogniem zaporowym z przestrzeni kosmicznej nieustannie od momentu powstania przed 4,5 mld lat. Każdego dnia setki ton pyłów docierają z przestrzeni pozaziemskiej do górnych warstw atmosfery. Co roku obiekty mające kilkumetrową średnicę uderzają w powierzchnię naszego globu. Asteroidy o rozmiarach kilku kilometrów zderzające się z Ziemią niejednokrotnie zmieniały bieg życia na Ziemi" - piszą autorzy raportu dla brytyjskiego rządu. Jeden z takich obiektów roztrzaskał się 65 mln lat temu na półwyspie Jukatan w Ameryce Środkowej (zostawił ślad długości 170 km), powodując gwałtowne oziębienie klimatu i przyczyniając się tym samym do wyginięcia wielkich roślin, a wraz z nimi dinozaurów.
W kwietniu tego roku w Australii odkryto krater o średnicy 130 km. Uważa się, że gwałtowna fala uderzeniowa i zmiany klimatu towarzyszące zderzeniu asteroidy z Ziemią stały się powodem wyginięcia wielu form życia na przełomie dwu epok geologicznych - permu i triasu (250 mln lat temu). Według ocen przytoczonych w brytyjskim raporcie, tak duży krater może powstać na skutek kolizji z asteroidą, której średnica ma co najmniej 7 km. Jej siła niszcząca musiała wynosić od 10 mln megaton do 100 mln megaton (siła wybuchu pierwszej bomby atomowej zrzuconej na Hiroszimę obliczana była na 10 kiloton).
Inna asteroida, Eltani, która spadła do Oceanu Spokojnego pomiędzy krańcem Ameryki Południowej a Antarktydą około dwóch milionów lat temu, wzbiła - jak świadczą pozostawione ślady osadów - siedemdziesięciometrową falę, pędzącą z szybkością większą niż nowoczesne samoloty. Po dwudziestu godzinach olbrzymie masy wody dotarły aż do Wysp Japońskich, Alaski i wschodnich krańców Syberii.
Asteroidy i komety powstawały około 4,5 mld lat temu równocześnie z całym Układem Słonecznym. Przez długi czas sądzono, że bombardowanie z kosmosu to zamierzchły etap historii naszego systemu planetarnego. Tymczasem w ostatnich 30 latach (do marca 2000 r.) amerykańskie satelity wczesnego ostrzegania należące do sił powietrznych USA zarejestrowały zderzenia (o sile eksplozji od kilku do kilkudziesięciu kiloton) z Ziemią 518 obiektów. Żadna powłoka nie strzeże naszego bezpieczeństwa. Między Marsem a Jowiszem nadal krąży mnóstwo asteroid, od czasu do czasu zmieniających swoje tory ruchu. Przypuszcza się, że około miliona z nich ma średnice większe niż kilometr. Obiekt o takiej wielkości mógłby zniszczyć na przykład znaczną część Australii. Pyły, jakie na skutek eksplozji krążyłyby wokół Ziemi, zmniejszałyby dopływ światła i ciepła Słońca tak, że nie można by uprawiać wielu roślin. Zginęłaby część organizmów żywych.
W raporcie brytyjskim na mapie Układu Słonecznego nakreślono orbity asteroid pomiędzy Marsem, Ziemią i Słońcem. Punkty przecięć tysięcy orbit tworzą sieć tak gęstą, że niemal pokrywają całą powierzchnię mapy. Do kategorii obiektów bliskich zalicza się te, które znajdują się w odległości od nas mniejszej niż jedna trzecia jednostki astronomicznej. Jest ich około tysiąca. Liczba ta zwiększa się z roku na rok, w miarę nowych odkryć. Za potencjalnie niebezpieczne uważa się asteroidy i komety zbliżające się do Ziemi na odległość mniejszą niż 7,5 mln km. Naliczono ich 300.
Autorzy zaleceń dla rządu Wielkiej Brytanii uważają, że po raz pierwszy w historii ludzkość dysponuje odpowiednimi środkami, by zredukować niebezpieczeństwo kolizji z obiektami pozaziemskimi. Po pierwsze, trzeba dokładnie poznać ich orbity - drogi, którymi się poruszają. Nie jest to możliwe w wypadku wszystkich komet czy asteroid. Tory wielu z nich są tak wydłużone, że obiekty te nigdy jeszcze nie były obserwowane w pobliżu Ziemi. Ich pojawienie się może nas zaskoczyć. Próby zniszczenia ich za pomocą eksplozji jądrowej mogą być podejmowane tylko w ostateczności. Wiązałyby się one z ryzykiem rozbicia ich na części, które nadal mogłyby uderzyć w Ziemię, powodując nawet większe szkody.
Najbardziej obiecujące wydaje się wysłanie statku poruszającego się równolegle do asteroidy lub komety, który próbowałby w kontrolowany sposób spychać ją z orbity prowadzącej do zderzenia. Pierwszą taką próbę podejmie amerykański pojazd kosmiczny wysłany w roku 2004 do komety Tempel w misji Deep Impact. Ze statku zostanie zrzucona na kometę bryła miedzi o wadze pół tony. Powinna ona wybić głęboki krater w powierzchni komety i zmienić jej orbitę. Będzie to pierwsza akcja Ziemian próbujących zmienić obroty ciał niebieskich.
Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0