Pralnia na Riwierze

Pralnia na Riwierze

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wojna między Francją a księstwem Monako?
Teoretycznie chodzi o prawo do samostanowienia. O większą swobodę i niezależność od rządu w Paryżu, który miesza się w wewnętrzne sprawy minipaństwa. O obronę bezbronnego księstewka przed zakusami potężnego sąsiada. W rzeczywistości mowa tu jest o ogromnych pieniądzach, które - zdaniem Paryża - Monako zarabia w niezbyt uczciwy sposób, jako raj podatkowy dla całej Europy, a w szczególności dla obywateli Francji.
Sygnał do ataku dał opublikowany we Francji raport parlamentarny o tzw. spółkach offshore, działających w pełnym majestacie prawa Monako, o których można powiedzieć tylko tyle, że widać przepływ pieniędzy, ale nie sposób się dowiedzieć, kto tych operacji dokonuje. Druga sprawa to praktyczny brak systemu podatkowego w księstwie. To prawda, że zawarło ono porozumienie w tej sprawie, lecz tylko z Francją. Obywatele wszystkich innych krajów mogą tam bez problemu lokować pieniądze, nie podlegające żadnemu opodatkowaniu. Formalnie żadna spółka akcyjna nie może powstać w Monako bez zgody rządu. W praktyce jest ich tam tyle, że średnio jedna przypada na stałego mieszkańca. Najprawdopodobniej spora ich część służy za szyldy dla osób i firm, które chcą za nimi ukryć źródła swoich nie całkiem legalnych majątków. Kolejne zarzuty to faktyczny brak możliwości kontroli systemu bankowego, podporządkowanie wymiaru sprawiedliwości - zwłaszcza gdyby miał się zajmować nadużyciami finansowymi - kontroli politycznej, wreszcie wyciąganie od Francji zbyt wielkich kwot z tytułu podziału przychodów z VAT.
Francusko-monakijski konflikt na tle finansowym zaczął się już w latach 60. Poszło o pieniądze, które powinny wpływać do francuskiego skarbu państwa, ale nie wpływały, bo Francuzi, którzy mieli je wpłacać, załatwiali sobie zameldowanie w Monako, a tam podatki od dochodów nie istnieją już od 1869 r. Księstwo stało się rajem podatkowym nie tylko za wiedzą, ale i poniekąd z woli Francji, która w kwietniu 1945 r. (kiedy u władzy był… de Gaulle) podpisała z nim konwencję zatwierdzającą system pozbawiony podatków bezpośrednich. W Paryżu wiedziano, że gdyby nagle zmieniono w Monako reguły podatkowe, setki przedsiębiorstw uciekłoby na wyspę Jersey, do Panamy albo Liechtensteinu, likwidując tysiące miejsc zatrudnienia. Rząd nie chciał ruszać firm, ale nie przewidział masowego instalowania się w Monako także najbogatszych podatników indywidualnych. Kiedy de Gaulle dowiedział się z raportu Ministerstwa Finansów, że "podatkowych uciekinierów" jest już siedem tysięcy, postanowił położyć tym praktykom kres. Powołując się na traktat wiążący od 1918 r. Monako z Francją, Paryż zażądał, żeby księstwo w ciągu sześciu miesięcy zmodyfikowało swój system podatkowy, m.in. wprowadzając podatek dochodowy. W maju 1963 r. książę Rainier decyduje się na podpisanie z francuskim rządem porozumienia, zgodnie z którym wszyscy Francuzi zameldowani w Monako muszą płacić podatek dochodowy we Francji.
Teraz Francuzi domagają się "ucywilizowania" transferu niemałych pieniędzy, które przepływają przez Monako. Pełne zarzutów raporty wydały francuskie ministerstwa finansów i sprawiedliwości. Władze księstwa odpowiedziały trzema sążnistymi dokumentami, które można by streścić krótko: dużo oburzenia, mało konkretów. Ich autorzy zarzucają francuskim polemistom tendencyjność i "prowokacyjną postawę". Podkreślają, że oczywiście wszyscy zazdroszczą księstwu dobrobytu, ale jest on wbrew rozpowszechnianym mitom wynikiem pracy jego obywateli (z tych samych dokumentów wynika jednak, że na 30 tys. stałych mieszkańców Monako z pracy utrzymuje się tylko 8 tys.). Zapewniają, że dokładają wszelkich starań, by współpracować z międzynarodowymi instytucjami zwalczającymi pranie brudnych pieniędzy, co jednak pozostaje pustym frazesem. Solennym zapewnieniom towarzyszy przypomnienie, że Monako jest całkowicie suwerenne w dziedzinie polityki podatkowej.
Konsekwencją tych słusznych skądinąd stwierdzeń jest między innymi to, że księstwo wyjątkowo niechętnie traktuje zagraniczne prośby o ściganie nadużyć. Dlaczego? Bo prawie każda taka prośba "zahacza" o problematykę podatkową. Nie wiadomo, jak długo tym razem księstwo będzie się opierać naciskom. Na razie próbuje się przedstawić jako mały bezbronny kraj, na którego suwerenność nastaje państwo duże, silne i bardzo niedelikatne.


Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0