Niemcy dla Niemców

Niemcy dla Niemców

Dodano:   /  Zmieniono: 
Chcą żyć bez Żydów i obcokrajowców, żądają przede wszystkim niemieckich szkół tylko dla Niemców, niemieckich miejsc pracy tylko dla Niemców i Niemiec tylko dla Niemców
Chcą "wielkiego zrywu w walce z wynarodowieniem" i odbudowy Rzeszy. Hasła i cele Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec (NPD) znane są już od dawna. Ale dopiero dzisiaj, po potężnej fali antysemityzmu i po wielokrotnych atakach na cudzoziemców, być może staną się wreszcie powodem jej delegalizacji. Czy i kiedy to nastąpi - jeszcze nie wiadomo.

NPD nie jest jedynym ugrupowaniem skrajnej prawicy w Niemczech, ale wyróżnia się otwartością w szerzeniu neonazistowskich idei i powiązaniami z łysymi bojówkarzami. Partia powstała w 1964 r. i uważa się za jedyną reprezentantkę nurtu narodowego. Chce walki aż do "całkowitego zwycięstwa nad kapitalistyczno-liberalnym systemem władzy" i powrotu do narodowego socjalizmu jako "najlepiej zorganizowanej formy wspólnoty ludzkiej o jednym pochodzeniu, języku i kulturze". Siedziba NPD znajduje się w Stuttgarcie. Jej głównym organem prasowym jest "Deutsche Stimme", wspierany przez kilka mniejszych periodyków. Ich propagandowy koloryt można sprowadzić do dwóch zdań z gazety "Deutsche Zukunft": "To ostatnie chwile kalających własne gniazdo i opluwających martwego lwa, który za życia dał im lekcję posłuszeństwa i pokory. Już wkrótce nastąpi przewartościowanie historycznej roli Hitlera i jego epoki...".
Kadry dla NPD wychowuje organizacja Młodych Narodowych Demokratów. Przewodniczący partii Udo Voigt nie kryje, że praca z młodzieżą i integracja ze skrajnie prawicowymi grupami jest dla niego priorytetem. Pragnie zjednoczenia z Republikanami i Niemiecką Unią Ludową (DVU). "Najważniejszy jest nasz polityczny konsens na rzecz obalenia wspólnego wroga - systemu politycznego RFN" - apelował do przywódców tych partii w odezwie "Jedność i walka". Obie partie (także obserwowane przez Federalny Urząd Ochrony Konstytucji) działają jednak pod bardziej powściągliwymi hasłami i nie chcą ryzykować delegalizacji.
Niedawne ataki na cmentarze żydowskie, synagogi, Żydów i cudzoziemców wymusiły bardziej zdecydowaną reakcję władz. Na spotkaniu w Schwerinie premierzy niemieckich landów uznali, że rozwiązanie partii Voigta jest nieodzowne, by pokazać siłę państwa prawa. Z opinią nie zgodziło się tylko dwóch szefów chadeckich rządów z Saary i Hesji. "W kraju, gdzie powstały komory gazowe, nie może być żadnej tolerancji dla antysemityzmu i dyskryminacji rasowej" - przekonywał federalny minister spraw wewnętrznych Otto Schily, który przywiózł na to spotkanie tajny, 500-stronicowy raport o działalności neonazistów i ich rosnącej sile. W latach 1996-1998 liczba członków NPD się podwoiła. Obecnie partia ta skupia 6 tys. Niemców, ale w ostatnich miesiącach przybyło jej kilkuset zwolenników. Biorąc pod uwagę liczbę ludności, do większości aktów przemocy dochodzi w byłej NRD, lecz - jak to określił przewodniczący parlamentu Wolfgang Thierse - "ogień pod struktury demokracji" podkładają neonazistowscy przywódcy z zachodu Niemiec. Thierse odrzuca uproszczenia: "Wrogość do obcokrajowców i antysemityzm jest problemem ogólnoniemieckim".
Od stycznia do sierpnia tego roku odnotowano 596 wypadków zbezczeszczenia miejsc kultu żydowskiego i napadów. Policja informuje o trzydziestoprocentowym wzroście liczby aktów antysemityzmu w porównaniu z 1999 r. Były przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech, Ignatz Bubis, przed śmiercią powiedział gorzko: "Zawsze deklarowałem się jako Niemiec żydowskiego pochodzenia. (...) Myślałem, że uda mi się coś zmienić w stosunkach międzyludzkich. Niestety, prawie niczego nie zdziałałem. Nie chcę, aby mój grób wyleciał w powietrze". Prezydent Niemiec Johannes Rau uczestniczył w pochówku obywatela Niemiec Ignatza Bubisa w... Izraelu.
Policja w Berlinie przyznaje, że nie daje sobie rady z ochroną żydowskich obiektów. Pięćdziesiąt stołecznych cmentarzy, miejsc pamięci i synagog strzeże codziennie 300 funkcjonariuszy. Mimo to sprawcy dwóch trzecich antysemickich napadów pozostają nieznani, wiele "wybryków" nie jest zgłaszanych i umieszczanych w statystykach. Szefowie policji obawiają się dalszego pogorszenia sytuacji. W ostatnich latach potroiła się liczba obywateli niemieckich pochodzenia żydowskiego. Tylko w Düsseldorfie od 1989 r. gmina żydowska powiększyła się z półtora do sześciu tysięcy członków, głównie dzięki imigrantom z Rosji. W Niemczech są 83 gminy, które liczą 80 tys. członków. To ledwie 0,1 proc. ludności Niemiec.
Paul Spiegel, nowy przewodniczący Centralnej Rady Żydów, skrytykował brak zdecydowania polityków i policji w zwalczaniu neonazizmu. Ale gdy dla jednych reakcje polityków i aparatu bezpieczeństwa są zbyt późne, dla innych stosowane instrumenty zwalczania skrajnej prawicy są wystarczające, a rozbicie NPD niecelowe lub wręcz szkodliwe. Premier Hesji Roland Koch twierdzi, że delegalizacja "narodowców" nie jest konieczna i jedynie utrudni obserwację ich struktur. Minister spraw wewnętrznych Bawarii Günther Beckstein ma inne argumenty - partia straci dofinansowanie, a przepadek mienia i rewizje uderzą w struktury ludzi gotowych do przemocy, uniemożliwią im gromadzenie się, uliczne manifestacje, spotkania w obiektach zamkniętych.
Inicjatorom delegalizacji chodzi przede wszystkim o wykazanie siły państwa prawa. Niektórzy jednak wątpią, czy państwu starczy siły do podjęcia tego kroku. W powojennej historii Niemiec zdelegalizowano dwie partie: w 1951 r. Konrad Adenauer wystąpił o rozwiązanie radykalnie prawicowej Socjalistycznej Partii Rzeszy (SRP) i Komunistycznej Partii Niemiec (KPD). SRP zdelegalizowano po roku, sprawa KPD ciągnęła się cztery lata. Od tego czasu zmieniło się pojmowanie demokracji - nad środki prawne przedkłada się konfrontację polityczną. Zastosowanie mechanizmów prawa przynosi natychmiastowy, ale krótkotrwały efekt, gdyż nie rozwiązuje istoty problemu. Antysemityzm i wrogość do obcokrajowców nie znikną z chwilą likwidacji NPD.
Czternastu z szesnastu premierów niemieckich landów dało zielone światło do delegalizacji NPD. Obecnie toczy się dyskusja dotycząca złożenia wspólnego wniosku rządu federalnego, Bundestagu i Bundesratu do Trybunału Konstytucyjnego, co ma zaakcentować determinację w zwalczaniu ekstremizmów. Jeśli wniosek ten trafi w najbliższych tygodniach do sędziów w Karlsruhe, zgodnie z wymogami proceduralnymi zajmą się oni sprawdzeniem jego zasadności i podejmą rozmowy z reprezentantami NPD. Dialog ten może trwać kilka miesięcy, a nawet kilka lat. Ale nawet jeśli orzeczenie wysokiego trybunału będzie po myśli wnioskodawców, pozostanie pytanie, czy zakaz działalności NPD będzie sukcesem ich wspólnej polityki, czy też raczej przyznaniem się do porażki.


Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0