Zajączka łapanie

Zajączka łapanie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy w 1965 r. w Krakowie studenci Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej - Andrzej Zieliński (instrumenty klawiszowe) i jego brat Jacek (śpiew, skrzypce) - założyli grupę Skaldowie, szybko stało się jasne, że jest ona zjawiskiem wyjątkowym na tle bigbitu, jak w owych latach zwano muzykę młodzieżową (termin "rock’n’roll" nie był oficjalnie używany).
Polskie zespoły bigbitowe, próbujące kopiować początkujących wówczas Beatlesów czy Rolling Stonesów, stworzyły rodzimy model tego typu muzykowania, nie wychodząc jednak poza bardzo proste melodie i harmonie. Skaldowie od samego początku kroczyli własną drogą.
Na tle ruchu amatorskiego pojawili się fachowcy. Wprowadzali elementy niespotykane w polskiej muzyce młodzieżowej. Jednym z nich były nawiązania do muzyki poważnej. Poprzez świadome pastisze, charakterystyczne zwroty muzyczne, melodie sprawiające wrażenia niemal cytatów z Mozarta - takie jak w "Nie całuj mnie pierwsza", "Prześliczna wiolonczelistka" czy "Bas" - Skaldowie ocieplali nastrój swoich piosenek, przybliżając zarazem muzykę klasyczną.
Ich utwory na tle całej produkcji muzycznej lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych odróżniały też elementy folkloru, najczęściej góralskiego. To właśnie bracia Zielińscy pierwsi odważyli się sięgnąć po motywy ludowe, nie bojąc się powszechnych skojarzeń z cepelią. Góralskie melodie przybrane w gitarowe brzmienia, ale w połączeniu z tradycyjnymi (skrzypce Jacka Zielińskiego!), nabierały świeżości. Tak było w piosence "Na wirsycku" czy w pamiętnej suicie tytułowej z płyty "Krywań, Krywań".
Niepowtarzalne brzmienie i własny styl zawdzięczają Skaldowie tym właśnie zabiegom, a także różnorodności propozycji, jaką poprzez swe piosenki składali słuchaczom. Andrzej Zieliński nigdy nie popadł w pułapkę powielania jednego schematu muzycznego. O ile najwięksi konkurenci Skaldów, za jakich uważano wówczas Czerwone Gitary, nie wychodzili w swych piosenkach poza kilka prostych akordów, zespół z Krakowa tworzył istne popowe arcydziełka. Przy czym ich muzyczna erudycyjność bynajmniej nie odpychała słuchaczy, ponieważ piosenki te miały zawsze cechy prawdziwych przebojów - przede wszystkim wpadające w ucho melodie nucone przez słuchaczy wszystkich pokoleń.
Skaldów wyróżniał też na polskim rynku wyjątkowy stosunek do tekstów. Dobierane były bardzo starannie, a zamawiano je u najlepszych polskich autorów. Przez wiele lat pisał je dla zespołu krakowski poeta Leszek Aleksander Moczulski. W dyskografii Skaldów nie brakuje jednak przebojów zawierających teksty twórców warszawskich, takich jak Agnieszka Osiecka czy Wojciech Młynarski. Skaldowie sięgnęli też po wiersz "Jaskółka" Wisławy Szymborskiej. Andrzej Zieliński nigdy nie krył, iż najlepiej pracowało mu się z Moczulskim, ale faktem jest, że zarówno Osiecka, jak i Młynarski także stanęli na wysokości zadania i dostarczyli kompozytorowi tekstów najwyższej próby, doskonale wyczuwając intencje kompozytora ("Prześliczna wiolonczelistka" czy "Bas" Młynarskiego, "Oj dana, dana, nie ma szatana" i "W żółtych płomieniach liści" Osieckiej). Wiele zwrotów z piosenek Skaldów weszło do mowy potocznej, na przykład "nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go" czy "cała jesteś w skowronkach".
Niedawno wydany przez Pomaton album "Skaldowie - antologia", składający się z trzech płyt z 57 piosenkami, najdobitniej dokumentuje osiągnięcia tego zespołu na naszym rynku. Dominowali na nim nieprzerwanie w latach 1966-1972, tworząc ponad dwadzieścia prawdziwych przebojów, które znała i śpiewała cała Polska. Festiwale w Opolu, telewizyjne giełdy piosenek i radiowe listy przebojów pełne były nagrań Skaldów. Zespół wziął też udział w trzech filmach: "Mocne uderzenie", "Kulig" i "Jak powstali Skaldowie".
Wyjazdy do USA znacznie wpłynęły na brzmienie grupy (jedne z pierwszych w Polsce organy Hammonda należały do Andrzeja Zielińskiego), co stało się słyszalne w albumie "Od wschodu do zachodu słońca" - najbardziej progresywnym w dorobku Skaldów. Znalazła się na nim kompozycja "Mateusz IV", dedykowana Czesławowi Niemenowi, innemu "niespokojnemu duchowi" polskiej piosenki. Ameryka pojawiła się w muzyce Skaldów nie tylko poprzez brzmienie organów Hammonda, ale i przez pastisz ("Siedzę na dworcu w Kansas City").
Każda ich kompozycja nosiła niepowtarzalne piętno talentu Andrzeja Zielińskiego. Nic więc dziwnego, że gdy w roku 1980 zdecydował się z powodów osobistych zostać w USA i przez następnych piętnaście lat odwiedzał ojczyznę tylko sporadycznie, kariera Skaldów uległa wyhamowaniu. Pierwsza po dziesięciu latach milczenia, nagrana w roku 1989 (bez Andrzeja Zielińskiego) płyta "Nie domykajmy drzwi" nie sięga poziomu dawnego muzykowania zespołu. Inna sprawa, że w latach osiemdziesiątych słuchano już zupełnie odmiennej muzyki - rozmaitych odmian ostrego rocka.
Zespół ten jednak nigdy nie stracił klasy i zawsze, niczym Frank Sinatra, może wejść na scenę i przypomnieć swoje największe hity. Nigdy też bracia Zielińscy, mimo wyraźnej dominacji starszego Andrzeja, nie ulegli pokusie wywołania rodzinnej awantury, tak modnej wśród zachodnich rockowych rodzeństw (choć ostatnio podczas konferencji prasowej przyznali, że "bili się za młodu regularnie i zacięcie").
Niezwykle udany jubileuszowy koncert "Skaldowie plus przyjaciele" w warszawskiej Sali Kongresowej był zasługą znanego krakowskiego kompozytora Zbigniewa Preisnera - to on wpadł na pomysł, by tak właśnie uczcić trzydzieste piąte urodziny Skaldów. Zieliński na potrzeby tego występu na nowo zaaranżował swoje najlepsze piosenki, które tym razem zabrzmiały z towarzyszeniem orkiestry i chóru, a oprócz członków zespołu śpiewali przedstawiciele młodej generacji polskich wokalistów, m.in. Anna Maria Jopek czy Kasia Stankiewicz. Wystąpiła także Łucja Prus, która niegdyś śpiewała ze Skaldami ("W żółtych płomieniach liści").
Okazało się, że w wersji orkiestrowej muzyka Andrzeja Zielińskiego jeszcze zyskuje na urodzie. Dziś, gdy znów mamy boom na folklor w muzyce pop (o czym świadczą kariery Brathanków czy Golec uOrkiestry), przeboje Skaldów mogą się stać atrakcyjne dla młodszych pokoleń. Już rok temu dokonano remiksu piosenki "Kulig", być może będą następne.
Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0