Partie syjamskie

Partie syjamskie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Cechą charakterystyczną polskiej prawicy jest jej ogromne zróżnicowanie
Gwałtowne spory prawicy objaśnia się najczęściej swarliwością jej liderów. Według tych opinii, niepohamowana kłótliwość niby tajemnicza klątwa antagonizuje tę część sceny politycznej. Prawda wydaje się być bardziej skomplikowana. Owszem, przywódcy prawicy nie mają na ogół koncyliacyjnych charakterów, ale to nie one przesądzają o temperaturze konfliktów. O wiele bardziej liczą się odmienności programowe.
Cechą charakterystyczną polskiej prawicy jest jej ogromne zróżnicowanie. Obok siebie egzystują konserwatyści, liberałowie, narodowcy, chrześcijańscy demokraci i syndykaliści, by wymienić tylko najważniejsze obozy. Każdy z nich ma swoje wartości i cele, konstytuujące odrębną tożsamość ideową. Najczęściej poglądy te wzajemnie się wykluczają. I to właśnie sprawia, że nawet gdyby istniała jakaś szczepionka przeciwko swarliwości, to i tak na przykład liberałowie i syndykaliści nie uzgodniliby wspólnego zdania na rolę związków zawodowych, chyba że za cenę odstąpienia od własnych pryncypiów.
Owe podziały funkcjonują zresztą w całej cywilizowanej Europie i polska prawica nie jest pod tym względem czymś wyjątkowym. Wręcz przeciwnie, to, co ją długo wyróżniało, to próba niwelowania wewnętrznych odmienności. Nie było z tym większych kłopotów w czasach antykomunistycznej opozycji, bo wtedy wszystko bladło w obliczu starcia z potężnym wrogiem. Kiedy go jednak zabrakło, utrzymanie jedności stało się niemożliwe. Poszczególne nurty prawicy przemówiły swoim głosem. Podzielono się tak bardzo, że prawica, mimo sporego zaplecza wyborczego, przegrała sromotnie wybory parlamentarne w 1993 r. Klęska ułatwiła odkurzenie mitu "komunistycznego zagrożenia", dzięki któremu w 1997 r. na nowo scementowano jedność.
Kiedy jednak zwycięzcy zaczęli rządzić Polską, spór programowy odżył z nową siłą. Awuesowy noworodek nabrał cech rodzeństwa syjamskiego, mającego wspólne organy wewnętrzne, ale też coraz większe i inaczej postrzegające świat główki. Tolerowały się one coraz gorzej, co podsuwało myśl o potrzebie rozdzielenia prawicowego potomstwa. Po klęsce poniesionej w ostatnich wyborach prezydenckich główki zaczęły się zaś kąsać i zabieg stał się wręcz nieodzowny. Nikomu nie spieszy się jednak do operacji, bo z góry wiadomo, że nie całe rodzeństwo ją przeżyje. Ale też nie ma żadnej pewności, jak długo przetrwa sam wielogłowy potworek. Zresztą, nawet gdyby los był dla niego łaskawy, cóż to będzie za życie?
Więcej możesz przeczytać w 45/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0