Skok na gospodarkę

Skok na gospodarkę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przestępstwa gospodarcze tylko w krajach Unii Europejskiej przynoszą co roku straty w wysokości 80-90 mld USD - szacują eksperci Komisji Europejskiej (m.in. z firmy doradczej Deloitte & Touche).
Ich zdaniem, w wyniku oszustw gospodarczych polska gospodarka co 10 minut traci co najmniej 50-70 tys. USD (rocznie ponad 3 mld USD, czyli przeszło 13,5 mld zł). Richard Coates, brytyjski specjalista ds. "księgowości dochodzeniowej", przestrzegał kilka lat temu, że rozwijająca się szybko Polska przyciągnie wkrótce najsprytniejszych na świecie oszustów i naciągaczy. Nie pomylił się. Nie przewidział jedynie, że rodzimi przestępcy okażą się równie pomysłowi.

Według ostrożnych szacunkowych danych policji, w 1998 r. straty spowodowane przestępczością gospodarczą wynosiły w Polsce 716 mln zł. To prawie dwadzieścia razy mniej, niż wynikałoby z danych Komisji Europejskiej czy szacunków CIA. Tak wielka różnica w wyliczeniach dowodzi, że nasze państwo nie radzi sobie z przestępstwami gospodarczymi albo o większości z nich po prostu nie wie. Oficjalnie co roku popełnianych jest w Polsce niemal 100 tys. tego rodzaju przestępstw. Są to zarówno fałszerstwa dokumentów (towarzyszą one 90 proc. przestępstw gospodarczych), jak i oszustwa kredytowe, prywatyzacyjne, podatkowe, celne, leasingowe, ubezpieczeniowe, giełdowe, związane z upadłością firm, działalnością piramid finansowych i parabanków, praniem pieniędzy.
Przestępstwa i oszustwa gospodarcze są groźne dlatego, że uderzają w zdrową konkurencję i biją po kieszeni konsumentów. Pozornie kupują oni taniej, lecz wyłudzone kredyty czy nie zapłacone podatki i tak ostatecznie pokrywają uczciwi podatnicy i przedsiębiorcy. Richard Coates uważa, że najskuteczniejszym lekarstwem na oszustwa jest jednolite międzynarodowe prawodawstwo (m.in. zlikwidowanie rajów podatkowych umożliwiających pranie pieniędzy), wymiana informacji o przestępstwach i konfiskata aktywów oszustów.
W Polsce przestępczość gospodarcza kwitnie dlatego, że nieuczciwi biznesmeni rzadko trafiają za kraty lub są pozbawiani wolności na krótko. Bogusław Bagsik - skazany na dziewięć lat więzienia - raczej pozostanie na wolności, bo odsiedział już w areszcie połowę kary, co pozwala mu skorzystać z prawa ubiegania się o warunkowe zwolnienie. Mirosław Stajszczak nie przesiedział ani dnia w więzieniu, mimo że powinien tam trafić już kilka miesięcy temu. Tylko w sądzie w Bydgoszczy przedawnionych może być aż dziewięć spraw dotyczących afer przemytniczych, w tym przeciwko Tomaszowi G., właścicielowi salonu Mercedesa i luksusowego hotelu, oskarżonego o przemyt kilkudziesięciu tysięcy butelek spirytusu i 66 mln papierosów oraz oszustwa celne.
Przedawniona została w tym roku sprawa dotycząca przemytu na początku lat 90. przeszło miliona litrów spirytusu. Głównemu oskarżonemu, Arturowi D., groziła grzywna w wysokości nawet dziesięciokrotnej wartości przemycanego towaru. Po uprawomocnieniu się przedawnienia sąd będzie musiał zwrócić mu 150 tys. zł poręczenia majątkowego. Jeremiasz B., sądzony w Niemczech za przemyt papierosów znajomy Nikosia i Pershinga, domniemany zleceniodawca zamachu na opolską prokurator Wiolentynę M. (oskarżała go o przemyt do Polski 310 tys. l spirytusu), bez przeszkód wyjechał do Wiednia. Jako austriacki biznesmen często przyjeżdża do Polski w interesach.
Autorzy przygotowanych co roku dla szefa MSWiA raportów o stanie bezpieczeństwa państwa już od kilku lat alarmują, że przestępcy kryminalni przechodzą w szarą strefę gospodarki, a potem - po legalizacji uzyskanego na drodze przestępstwa kapitału - rozpoczynają legalną działalność. Ekspansja tego kryminalnego kapitału zagraża przede wszystkim inwestycjom w sektorze bankowym, w spółkach giełdowych, w instytucjach finansowych. Dla kasy państwa groźne są przestępstwa celne i podatkowe, związane z piractwem intelektualnym, udzielaniem koncesji, procesami prywatyzacyjnymi i przekształceniami własnościowymi oraz wydatkowaniem funduszy publicznych.
Przez lata bagatelizowano u nas przestępstwa gospodarcze, twierdząc, że przyczyniły się do powstania kapitału, którego brakowało na rynku. - Tylko drobny kapitał przestępczy wraca do gospodarki legalnej przez konsumpcję czy niewielkie inwestycje. W naszych warunkach jeszcze długo pieniądze pochodzące z przestępczości zorganizowanej nie będą inwestowane w dziedziny istotne dla wzrostu gospodarczego - uważa nadkomisarz Zenon Pauk z wydziału ds. przestępczości gospodarczej Biura Koordynacji Służby Kryminalnej Komendy Głównej Policji. Twierdzi on, że przestępcom opłaca się inwestować tylko w taką działalność, która gwarantuje szybki i duży zysk. Dlatego skupiają się na krajowym i zagranicznym obrocie towarowym, przemyśle rozrywkowym. Gdy pogarsza się koniunktura czy też interweniują organy ścigania, przestępcy bez ponoszenia większych strat przenoszą, przeprofilowują, a nawet likwidują swoje interesy.
- Przestępstwa gospodarcze nie bolą. To nie jest napad, kradzież ani gwałt. W policyjnych statystykach też nie wyglądają one dobrze, bo śledztwa są zazwyczaj żmudne, długotrwałe i mało efektowne, więc policjanci kierowani są do bardziej "efektywnych" spraw - mówi nadkomisarz Zenon Pauk. Zdaniem policyjnych ekspertów, funkcjonowanie struktur przestępczych w gospodarce powoduje zmniejszenie możliwości rozwojowych podmiotów działających legalnie, uszczuplenie dochodów skarbu państwa, "wysysanie" środków z gospodarki legalnej i przenoszenie ich za granicę. Polskie prawo umożliwia poza tym ogłaszanie upadłości po tym, gdy majątek został już z firm "wyprowadzony". W praktyce nie można też oskarżyć instytucji, której zarząd czy prezes złamał prawo.
- Zgodnie z prawem, wchodząc na posesję, na której odkrywamy ogromne podziemne składy przemycanych papierosów, powinniśmy poprosić wszystkie przebywające tam osoby, żeby łaskawie zechciały poczekać na przyjazd policji, bo my nie mamy prawa ich zatrzymać - mówił na zorganizowanej przez studentów konferencji Jacek Wygoda, zastępca dyrektora Departamentu Kontrolno-Operacyjnego Generalnego Inspektoratu Celnego.
W całym kraju walką z przestępczością gospodarczą zajmuje się 1400 policjantów. Zatrudniające 5 tys. policjantów wydziały do zwalczania przestępczości gospodarczej rozwiązano w 1990 r. Przez dwa pierwsze lata tworzenia w naszym kraju nowego ustroju nie było więc w państwie instytucji zwalczającej tę formę przestępczości. W 1992 r., po głośnych politycznych deklaracjach o "puszczaniu aferzystów w skarpetkach", utworzono w policji scentralizowaną, podległą tylko komendantowi głównemu policji, strukturę nazwaną K-17. Miała się ona zajmować walką z przestępczością aferową. W K-17 pracowało 2,7 tys. tajnych funkcjonariuszy. Ale szybko K-17 - tym razem po cichu - przekształcono w wydziały ds. przestępczości gospodarczej, podległe komendantom powiatowym policji.
W praktyce funkcjonariusze w wydziałach wojewódzkich często wiedzą tylko o tym, co się dzieje na ich podwórku. Nie mogą więc połączyć faktów i osób działających w całym kraju, co jest typowe dla przestępczości gospodarczej. Dlatego też wykrywalność tego rodzaju przestępstw jest niezwykle niska. W Polsce nie ma też prawnych możliwości wymiany informacji między policją a urzędami kontroli skarbowej, Generalnym Inspektoratem Celnym, Głównym Urzędem Ceł, wywiadem skarbowym oraz Urzędem Ochrony Państwa.
Sytuację może poprawić utworzenie wydziału ekonomicznego Centralnego Biura Śledczego, zajmującego się wszelką działalnością konkretnego przestępcy, w tym gospodarczą. Pomocne w zwalczaniu przestępstw gospodarczych może być jednak przede wszystkim utworzenie Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej (mogło ono powstać już dwa lata temu). Zgodnie ze znajdującym się już w Sejmie projektem ustawy, do KCIK wpływałyby podstawowe informacje o wszystkich wszczętych postępowaniach. - W Polsce kilkaset tysięcy ludzi żyje z przestępstw. Oprócz przestępstw kryminalnych, popełniają oni też oszustwa skarbowe czy gospodarcze. Każdy prowadzący sprawę może się zwrócić do KCIK z pytaniem, czy wobec osoby, która pozostaje w kręgu jego zainteresowania, toczą się inne postępowania, na przykład w innych częściach kraju - tłumaczy Piotr Niemczyk, doradca ministra spraw wewnętrznych i administracji.
Po czterech latach przygotowań Sejm przyjął też nareszcie ustawę o praniu pieniędzy, wprowadzającą instytucję generalnego inspektora informacji finansowej, do którego będą spływały wszelkie dane o wpłatach powyżej 10 tys. euro. Wkrótce ratyfikujemy zapewne europejską konwencję o praniu, ujawnianiu i konfiskacie dochodów pochodzących z przestępstwa. Konwencja przewiduje odbieranie sprawcom przestępstw dochodów uzyskanych z nielegalnych źródeł. To ważne, gdyż jeszcze żaden polski przestępca nie został pozbawiony majątku. Ratyfikacja tej konwencji oznacza jednak konieczność zmiany polskiego prawa, które nie obliguje podatników do ujawnienia źródeł dochodów. W USA to podatnik musi przedstawić wiarygodne źródło pochodzenia swego majątku. W Polsce natomiast urząd kontroli skarbowej musi udowodnić nielegalne pochodzenie majątku.
- Na świecie zmieniono filozofię walki z przestępczością zorganizowaną, w tym gospodarczą. Odchodzi się od ścigania przestępców, a wysiłki koncentruje się na uderzenia w środki finansowe przestępców. Po prostu pozbawia ich się zysków - mówi Sławomir Niemierka, dyrektor Biura Generalnego Inspektora Nadzoru Bankowego NBP.

Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0