Elektroniczne SOS

Elektroniczne SOS

Dodano:   /  Zmieniono: 
Internet stał się globalnym pogotowiem ratunkowym
 Mam 18 lat, od ponad roku walczę z białaczką i rywalizuję ze śmiercią" - pisze w sieci Łukasz Bogusławski z Łodzi. Marta choruje na raka wątroby, Zuzia cierpi na autyzm. Dla setek podobnych osób Internet stał się ostatnią deską ratunku. Tu apelują o pomoc, zostawiają numery kont bankowych i przedstawiają dziesiątki lekarskich zaświadczeń o tym, że nie są oszustami. Nie tylko oni wysyłają wirtualne sygnały SOS. O wsparcie proszą w sieci dziesiątki fundacji oraz instytucji. Również ci, którym na przykład brakuje pieniędzy na... zakup mieszkania.
Pięcioletnia Zuzia potrzebuje pieniędzy na rehabilitację i drogie leki, które mogą uratować jej życie. Rok temu rodzice założyli jej stronę w Internecie (http://republika.pl/zuziawiecz/). "Pomóżcie Zuzi!" - zaapelowali do internautów. Od tamtej pory otrzymali pocztą elektroniczną dziesiątki listów od ludzi z całej Polski. - Jest odzew. Niektórzy nas popierają, inni przysyłają słowa otuchy. Jeszcze inni podpowiadają, co możemy zrobić. Ktoś sugerował, żeby sprawdzić ośrodki rehabilitacyjne w Rosji - mówi Sławomir Wieczyński, ojciec dziewczynki.
Przypadek Zuzi nie jest odosobniony. Apele o pomoc zalewają wirtualny świat. Rodzice i znajomi setek Tomków, Bartków i Monik zakładają specjalne strony WWW, udzielają się na listach dyskusyjnych, wysyłają maile do nieznajomych osób. I liczą na wsparcie. Dlaczego właśnie Internet? - Ogłoszenia w prasie wydają się bezduszne; każdy potrzebujący jest jednym z wielu. W sieci ma się większe możliwości, by przedstawić swój problem - mówi Urszula Jaworska, założycielka fundacji swojego imienia (www.fundacjauj.jaaz.pl). Po przekazach pocztowych nie sposób się zorientować, czy ktoś dowiedział się o chorym z sieci, czy z ogłoszenia prasowego, jednak zdarza się, że internetowy rozgłos robi swoje.
Do internautów apelują nie tylko ci, których życie zależy od drogiej operacji czy leczenia. Wirtualny sygnał SOS wysłał szpital kliniczny ze Szczecina, kiedy dwa lata temu pożar zniszczył oddziały pediatryczny i neurologiczny. Chrześcijańskie Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom Misja Nadziei wykorzystuje sieć do promowania swojej akcji Szukam Domu (www.misjanadziei.org.pl). - W ten sposób wystukujemy SOS w imieniu dzieci, które przebywają w domach dziecka. Uważamy, że powinny się wychowywać w normalnych warunkach, na przykład w rodzinach zastępczych - mówi Andrzej Olszewski ze stowarzyszenia. Jarosław Perkowski z Łap poszukuje specjalnych protez, dzięki którym mógłby się poruszać o kulach. Na razie bezskutecznie. - Pomocy szukam wszędzie, ale nie mogę jej znaleźć - mówi Perkowski (http://republika.pl/jaropero).
Mimo anonimowości, jaką daje sieć, internauci nie są bezduszni. - Znajomemu urodziło się czwarte dziecko. Potrzebował natychmiastowej pomocy. Brakowało mu nawet na jedzenie. Zaraz po tym, kiedy zamieściłem apel na naszej witrynie, otrzymałem maila z pytaniem, co jest potrzebne - opowiada Tomasz Adamek, autor serwisu www.akcjasos.pl. Nic dziwnego. Do Internetu trafiają ludzie szukający pomocy, ale też ci, którzy chcą ją ofiarować. - Jeden z wrocławskich szpitali poszukiwał rzadkiej grupy krwi. Apel poszedł w Polskę, m.in. przez stacje radiowe. Ja również zamieściłem go w Internecie jako bardzo pilny. Po kilku godzinach otrzymałem wiadomość od jakiegoś człowieka z Kędzierzyna-Koźla. Napisał, że ma właściwą grupę i bardzo chce oddać krew, by ratować życie dziecka - dodaje Tomasz Adamek.
Dzięki Internetowi wielu chorych i potrzebujących nawiązuje cenne kontakty. Inni dzielą się tu swoimi drobnymi sukcesami. "Leczenie eksperymentalne, któremu Bartek został poddany w USA, już przyniosło efekty :)))))). Wczoraj wrócił do Polski po pierwszym etapie terapii" - cieszą się w sieci rodzice 18-letniego Bartka Żbikowskiego (www.krokus.com.pl/bartek/index.html). W Internecie istnieją całe społeczności osób, które połączyła choroba. - Nasza grupa liczy ponad 65 członków. Są to ludzie niesłyszący i niedosłyszący, ale także zainteresowani sprawami osób z wadą słuchu - mówią Przemysław Osuch i Agata Jurkiewicz, założyciele Kakofonii, którą można znaleźć pod adresem www.nieslyszacy.pl. Swoje strony mają chorzy na AIDS, mukowiscydozę i dnę moczanową oraz osoby niewidzące. - Na witrynie Centrum Komputerowego dla Studentów Niewidomych UW można na przykład prowadzić dyskusje. Czasem kontaktuję się w ten sposób ze znajomymi - mówi Marcin Borek, niewidomy student I roku nauk politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Karol Kacprzak, chory na stwardnienie rozsiane, ponad dwa lata temu stworzył listę dyskusyjną dla osób cierpiących na sclerosis multiplex (www.idn.org.pl/sm). - To właśnie u nas po raz pierwszy pojawiła się inicjatywa, żeby wpisać SM na listę chorób przewlekłych - mówi Karol Kacprzak.
Swoje witryny mają nawet... niedoszli samobójcy. "Moje życie to pasmo problemów. Może je pokonam, jednak uraz do rodziców zostanie do końca życia - pisze Maryśka, która podkrada rodzicom pieniądze na słodycze i ma problemy z nadwagą. Jest jedną z wielu osób, które szukają wskazówek, co zrobić ze swoim życiem, na liście dyskusyjnej Internetowego Telefonu Zaufania (www.ipolska.pl/pomoc). "Jeśli nachodzą cię myśli o samobójstwie, przeczytaj ten tekst" - zachęcają twórcy serwisu. Czasem to wystarczy. - Przeczytałem wszystko, co było na stronie, poczekałem 24 godziny i ochota na rozstanie ze światem trochę mi przeszła - pisze osiemnastoletni Marek. Sygnały SOS wysyłane przez anonimowych ludzi są w sieci bardzo szybko wychwytywane. - Od stycznia tego roku internauci odwiedzili naszą stronę ponad siedem tysięcy razy - mówią Tatiana Ostaszewska-Mosak i Piotr Mosak, twórcy płatnej wirtualnej poradni psychologicznej (www.psycholog.com.pl).
Dla wielu osób Internet to jedyna możliwość wyjścia z izolacji. - Walczymy o to, by dzięki sieci komputerowej niepełnosprawni mogli opuścić cztery ściany - mówi dr Barbara Patzer, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego. Na razie jednak tylko garstka chorych ma dostęp do Internetu. - Jeśli jakaś firma wymienia komputery na nowe i chce się pozbyć starych, my z przyjemnością je przyjmiemy - apeluje dr Patzer.

Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0