Negocjowanie życia

Negocjowanie życia

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Ofiarowanie organów do przeszczepu jest aktem miłości bliźniego" - podkreśla biskup Adam Dyczkowski
Najtrudniejszy moment przychodzi wtedy, gdy trzeba poinformować rodzinę, że ich krewny umarł tak zwaną śmiercią mózgową, co oznacza, że zniszczeniu uległy decydujące o życiu struktury w pniu mózgu - mówi dr Cezary Pakulski, anestezjolog z Zakładu Medycyny Ratunkowej i Katastrof Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Po wejściu do sali chorych na łóżku, wokół którego zgromadzona jest skomplikowana aparatura, rodzina widzi oddychającego chorego, zapis pracy serca na monitorze, dotyka ciała, które jest ciepłe. Wydawać by się mogło, że ta bliska im osoba tylko śpi, że wystarczyłoby mocniej potrząsnąć jej ramionami i otworzyłaby oczy. Nic więc dziwnego, że rodzina z wielkim trudem przyjmuje informację, że za zmarłego oddycha respirator, a praca serca podtrzymywana jest wyłącznie dzięki lekom. I chwilę potem, jeszcze w momencie wielkiego bólu po stracie najbliższej osoby, lekarz zadaje pytanie: czy ten ktoś za życia wyrażał swoją wolę lub sprzeciw w sprawie ewentualnego pobrania narządów po śmierci. - Czyż można się dziwić, że najbliżsi zazwyczaj sprzeciwiają się pobraniu jakiegokolwiek organu? - pyta dr Pakulski.
Polscy lekarze przeprowadzający rozmowy z rodzinami osób, które zostają uznane za zmarłe, a mogą się stać dawcami któregoś z narządów, skarżą się, że są zwykle w swoim działaniu osamotnieni. Jak twierdzą, najskuteczniej mógłby ich wesprzeć w tej rozmowie duchowny. Mimo że Jan Paweł II kilkakrotnie wypowiadał się na ten temat, uznając czyn darowania narządów po śmierci za akt najwyższego miłosierdzia, wielu księży, zwłaszcza na prowincji, jest temu co najmniej niechętnych albo nawet wrogich. Tymczasem połączenie sił lekarzy i duchownych mogłoby radykalnie zmienić sytuację.
Wola pacjenta musi być ustalona za wszelką cenę, gdyż jest to jeden z warunków pobrania organu. Krewni zmarłego mówią jednak często: "Godzinę przed wypadkiem powiedział, że gdyby coś się stało, to nie zgadza się na pobranie narządów".
- Ustawa o transplantacji nie nakłada na lekarza obowiązku pytania rodziny o zgodę - twierdzi Jacek Zajączek, ordynator oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Gorzowie Wielkopolskim. - Zobowiązuje natomiast do ustalenia, czy zmarły wcześniej nie zastrzegł sobie, by po śmierci jego narządy nie zastały pobrane. Ustawodawca posługuje się tzw. zgodą domniemaną. Jeżeli nie ma oświadczenia złożonego w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów Poltransplantu albo spisanego własnoręcznie w obecności dwóch świadków lub na odpowiednim formularzu przy przyjęciu do szpitala, lekarz nie ma nawet obowiązku pytać rodziny o zgodę. Inaczej jest tylko w wypadku dzieci i młodzieży do lat 18. Praktyka w polskich szpitalach jest jednak odmienna. Tak naprawdę najczęściej decydująca okazuje się wola rodziny.
W Wielkiej Brytanii potrzebna jest zgoda dawcy i dodatkowo zgoda rodziny wyrażona po jego śmierci. W Austrii, Hiszpanii, Francji czy Belgii - podobnie jak u nas - obowiązuje zasada zgody domniemanej, jednak lekarze w Austrii nie rozmawiają z rodziną i jeśli jest taka możliwość, pobierają organy do transplantacji. W Hiszpanii rozmawia się z najbliższymi zmarłego, przekonuje ich, a we Francji i Belgii decyzja pozostaje niemal wyłącznie w gestii rodziny. - W krajach zachodnich bardzo ważną rolę odgrywa prasa, która zawsze stara się podkreślić, że pobrane organy dały życie kilku innym osobom - mówi ks. dr Romuald Wróbel z Katedry Teologii Moralnej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Z podobnego założenia wychodzą twórcy sopockiej fundacji Bądź Świadomym Dawcą Narządów. - Chcemy zmienić nastawienie ludzi do transplantacji. Naszym zamiarem jest zmiana prawa, aby obowiązujące stało się składanie deklaracji przez każdego, kto się zgadza, aby po śmierci umożliwić pobranie narządów z jego ciała - mówi Marek Jasina, jeden z inicjatorów przedsięwzięcia. Fundacja postanowiła więc rozpowszechnić tak zwaną kartę dawcy, czyli dokument zawierający wyraźną zgodę na pobranie narządów. Tygodnik "Wprost" patronuje tej akcji.
Pomysł popiera również biskup Adam Dyczkowski, ordynariusz zielonogórsko-gorzowski: - Bardzo długo nosiłem w portfelu informację mówiącą o tym, że zgadzam się w krytycznym momencie na pobranie moich narządów. Myślę, że jeśli prawo dopuści posiadanie takiej karty dawcy, będę pierwszym, który ją wypełni i na powrót wsadzi do portfela.
Podjęcie szeroko zakrojonej akcji informacyjnej, tym razem z udziałem Kościoła, mającej na celu zmianę nastawienia społeczeństwa do problemu transplantologii, planuje na początek przyszłego roku gorzowskie stowarzyszenie Życie po Przeszczepie. - Akcje medialne są ważne, ale żeby dotrzeć w Polsce do głębi duszy człowieka, do jego podświadomości, niezbędne jest wsparcie Kościoła jako niekwestionowanego autorytetu - mówi Janusz Mielcarz, jeden z założycieli stowarzyszenia. Zdaniem ks. dr. Wróbla, zagadnienia związane z transplantologią można by popularyzować w duszpasterstwie akademickim, w klubach inteligencji katolickiej bądź w grupach parafialnych.
Jak podkreślają lekarze, najważniejsze jest odpowiednie przeprowadzenie rozmowy z rodziną zmarłego. - W kilku wypadkach pomocne było przedstawienie stanowiska papieża w sprawie pobierania i transplantacji narządów - mówi dr Pakulski. Czasami rodziny przyznają, że ich bliski nigdy nie sprzeciwiał się pobraniu organów, ale oni nie chcą okaleczać jego ciała. Wtedy tłumaczy się, że sławni i podziwiani ludzie również poddawani są sekcji zwłok.
Dr Jacek Zajączek najpierw dokładnie wyjaśnia rodzinie zmarłego, na czym polega śmierć mózgowa. Bicie serca czy wentylowanie płuc nie świadczy o tym, że człowiek żyje. Po śmierci mózgowej nie ma mowy o jakiejkolwiek zdolności do życia.
- Do tej pory nie zdarzyło mi się, bym rozmowy przeprowadzał w obecności kapelana szpitalnego czy duchownego poproszonego przez rodzinę. Dwukrotnie rodziny poinformowały mnie, że udzielą odpowiedzi po konsultacji ze swoim duszpasterzem. W jednym wypadku odpowiedź była pozytywna, w innym negatywna - mówi dr Pakulski.
- Zwracam się z apelem do wszystkich księży prowadzących katechezę, żeby o sprawie ofiarowania organów do transplantacji mówili przy każdej okazji
- stwierdza jednoznacznie biskup Dyczkowski. - Nie wyobrażam sobie, by którykolwiek ksiądz nie był pozytywnie nastawiony do tej sprawy, by odmówił pomocy, gdy ktoś go poprosi o radę. Każdy duszpasterz powinien rozumieć, że ofiarowanie organów jest aktem autentycznej miłości bliźniego.
Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0