Recepta na amnezję

Recepta na amnezję

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy mówimy o tradycji i o wojennych bohaterach, mamy w głowie szkolne akademie oraz rechot Gombrowicza.
Mamy również w pamięci podupadające muzea, które kojarzą nam się ze znoszonymi kapciami i zakurzonymi eksponatami. Zadajemy sobie pytanie, czy w tym kontekście, zwłaszcza w sytuacji, gdy tak łatwo wsiąść do samolotu i po dwóch godzinach w przestworzach znaleźć się nad ciepłym Morzem Śródziemnym albo jeszcze prościej: zanurzyć się w przestrzeni Internetu i wszcząć komputerową pogawędkę z nieznaną Amerykanką lub Japończykiem, potrzebna i ważna jest jeszcze narodowa historia, zachowanie - mówiąc szumnie - narodowej tożsamości?

Rzecz ma się jednak inaczej, kiedy wyjrzymy poza własne opłotki. W świecie, który rzekomo nie potrzebuje już historii, setki tysięcy ludzi zwiedzają pola bitewne Normandii i Verdun, fotografują się na cmentarzu w Arlington, zwiedzają Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie i Yad Vashem w Jerozolimie. Niemcy, którzy mają w tym stuleciu szczególne problemy z historią, wybrnęli z tego kłopotu, budując wspaniałe Muzeum Historii Republiki Federalnej, które uwiecznia cywilny trud budowy wolnego państwa. W tym świecie historia jest nadal elementem świadomości obywatelskiej oraz - co też warte dostrzeżenia - atrakcją przyciągającą wielkie rzesze turystów.
Jeśli zatem odczuwa się w Polsce pewne znużenie mówieniem o historii i dziedzictwie narodowym, to dlatego, że są to sprawy nieważne dla współczesnego człowieka? A może po prostu nie potrafimy w zajmujący sposób mówić o sprawach najważniejszych? Może nie dostrzegamy, że poważne rzeczy można komunikować nie tylko w tradycyjny, nazbyt formalny sposób, ale że trzeba się nauczyć nowych technik komunikacji? Może też nie potrafimy uczynić z naszej tradycji atrakcyjnego produktu eksportowego?
Słusznie ostrzega Ralph Dahrendorf, że współczesne liberalne państwo jest tworem zimnym i niezbyt zachęcającym do bezinteresownego zaangażowania. A przecież - choć bez wątpienia pewna doza interesowności może być wykorzystywana z pożytkiem dla ogółu - niemożliwa jest twórcza egzystencja społeczeństwa na fundamencie egoizmów. Państwo nie funkcjonuje w aksjologicznej próżni i podtrzymywane jest przez poczucie solidarności, które pozwala przezwyciężać konflikty interesów i skutecznie osiągać dobro wspólne. Realnymi punktami odniesienia są zatem żywe wspólnoty, w tym przede wszystkim naród. Troska o pamięć wielkich wydarzeń historii nie jest zatem efektem historycznego kompleksu Polaków, ale elementem świadomości nowoczesnych narodów. Co więcej, troskę o dziedzictwo uważam za fundament, na którym można budować nowoczesne państwo, modernizować je i integrować w obrębie struktur europejskich. Bez tej troski wszelkie projekty zmian zostaną odrzucone jako zawieszone w próżni.
Pamięć o przeszłości stanowi fundament życia publicznego, język znaków i warunek oswojenia otaczającej nas rzeczywistości. Życie obywatelskie nie jest bowiem jedynie prostym rozwiązywaniem technicznych problemów. Odwołujemy się do przeszłości, przywołujemy doświadczenia I i II Rzeczypospolitej, II wojny światowej czy okresu komunizmu. Historia tworzy mapę społecznych doświadczeń, bez których niemożliwy jest wspólny język debaty nad życiem publicznym, niemożliwe jest ocenianie zachowań i weryfikowanie postaw. Społeczeństwo bez historii przestaje być narodem politycznym, a staje się bezwolną masą manipulowaną dowolnie przez demagogów. Historia jest bowiem zapisem dobrych i złych doświadczeń społeczności. I trzeba też jasno powiedzieć, że polska tradycja skoncentrowana wokół problemu wolności jest - i nie jest to kwestia megalomanii narodowej - tradycją wyjątkowo pożyteczną dla jednoczącej się Europy.
Przez ostatnie lata Polacy zajmowali się głównie polityką i gospodarką. I słusznie. To dobrze, że naród romantyków nauczył się również fachu maklerskiego. Nie jest to zresztą taką nowością, bo już nasz narodowy wieszcz, Słowacki, skutecznie zdobywał pieniądze na giełdzie. Czas jednak zatroszczyć się na nowo o nasze narodowe tradycje.
Sądzę, że ważnym zadaniem dla Polaków jest dziś stworzenie nowoczesnego języka mówienia o tradycji, języka przemawiającego do najmłodszych pokoleń. Chciałbym, by ważną rolę w tym dziele odegrało kilka inicjatyw, w które zaangażowało się Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Myślę tu między innymi o inicjatywach związanych z obchodami ważnych dat w dziejach "Solidarności", w tym o wystawie w Stoczni Gdańskiej, będącej zalążkiem Centrum Solidarności i bodaj pierwszym przedsięwzięciem tego rodzaju w Polsce, które nie tylko gromadzi zdjęcia i pamiątki przeszłości, ale przenosi nas w klimat minionej epoki oraz wykorzystuje także nowoczesne techniki informatyczne. Innego rodzaju inicjatywą jest wystawa "Bohaterowie naszej wolności", przygotowywana na 11 listopada na Zamku Królewskim w Warszawie. Pokazuje ona twarze i świadectwa osób, dzięki którym możemy dziś oddychać pełną piersią. Prezentacja jest zsynchronizowana z akcją plakatową i prasową, możliwą dzięki życzliwości właścicieli billboardów i redakcji czasopism. Dzięki tej akcji i dzięki poznaniu jednostkowych losów i doświadczeń możemy lepiej rozumieć i przeżywać przeszłość.
Polska kultura cierpi na niedoinwestowanie. Przykład takich wystaw jak "Polska - kraj skrzydlatych jeźdźców" dowodzi jednak, jak wiele można zrobić za środki, którymi dysponujemy, jeżeli dobrze rozumie się wrażliwość współczesnego odbiorcy, jeśli się dba o promocję i wykorzystanie nowoczesnych technik.
Potrzeba nam nowych technik prezentacji przeszłości, ale i innego spojrzenia - poprzez konkret, poprzez los jednostki. Ludzie walczący o niepodległą Rzeczpospolitą - to oni są najważniejszym skarbem. Pamięć o tych, którzy odeszli, i szacunek dla tych, którzy są wśród nas, a byli gotowi poświęcić swoje życie. Być może jest jakimś zrządzeniem Opatrzności, że rocznica naszej niepodległości jest tak blisko dnia Wszystkich Świętych. Wszystkich Świętych dla tradycji chrześcijańskiej nie jest bowiem "dniem zmarłych", ale spotkaniem z ludźmi, którzy - choć odeszli - wciąż żyją. Pielęgnowanie tradycji jest swoistym świętych obcowaniem - współmyśleniem i współprzeżywaniem doświadczeń historycznych przez różne pokolenia; jest przywoływaniem bohaterów minionych wydarzeń po to, by ich myśli i czyny były inspiracją dla współczesnych wyborów. Bez tego dialogu pokoleń nie ma rozwoju i nie jest możliwe rozumne polityczne działanie.

Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0