Suwerenność

Suwerenność

Dodano:   /  Zmieniono: 
W Polsce wciąż jeszcze nie prowadzimy dyskusji na temat tego, jakie decyzje chcemy naprawdę zachować we własnych rękach

"Tylko chamstwo wstydzi się biedy"
Eustachy Sapieha


Gdyby wywodzący się z wielkiej arystokratycznej rodziny autor tego powiedzenia sam nie zaznał w życiu prawdziwej biedy - należałoby jego sentencję o chamstwie i biedzie uznać za przejaw złego gustu. Życie książęcego emigranta tak się jednak ułożyło, że - jak twierdzi autor niedawno wydanych "Niedemokratycznych wspomnień" - na chleb starczało, ale na masło już nie. Sapieha słusznie nie wstydzi się niegdysiejszej biedy i barwnie opowiada, jak swym wysiłkiem "wybijał się na suwerenność" nad losem.
Tego samego dnia, gdy czytałem wywiad z Sapiehą, trafiła mi do ręki wypowiedź Chrisa Pattena, unijnego komisarza odpowiedzialnego za stosunki zewnętrzne. W nawiązaniu do debaty o "demokratycznej legitymacji UE", a w szczególności o problemie suwerenności i jej postrzeganiu przez poszczególne narody we współczesnym świecie, Patten odwołał się do dość niezwykłego przykładu. Zaczynając (na dobry początek) od stwierdzenia, że suwerenność w sensie nieskrępowanej wolności działania jest dziś nonsensem, zaproponował słuchaczom swego Chattam lecture w Trinity College chwilę namysłu nad sytuacją nagiego, głodnego i samotnego człowieka znajdującego się na środku Sahary. Jest prawdą - mówił Patten - że taki ktoś jest w zupełności wolny w tym sensie, że nikt nie może mu niczego nakazać - a zatem, że jest on w zupełności suwerenny. Cóż mu jednak po takiej suwerenności? Patten rozróżnia suwerenność de iure i de facto, podkreślając, że ta pierwsza może bez uszczerbku zostać "rozdzielona" pomiędzy wiele instytucji zarówno w kraju, jak i poza nim - jeżeli tylko taki podział będzie sprzyjać maksymalizowaniu dobra wspólnego. Stąd prowadzi prosta droga do wygłoszonej przez Pattena tezy, że problemem nie jest świadoma i rozsądna "abdykacja", lecz to, czy zachowując swą suwerenność de iure, maksymalizujemy naszą suwerenność de facto, uzyskując realny wpływ na naszą przyszłość. Innymi słowy, jakiej suwerenności potrzebuje bardziej nasz Saharyjczyk, jeśli nie chce zostać swą suwerenną decyzją przysypany przez pustynny piasek.
Nie jest wciąż dla mnie jasne, co dla Polaków jest głównym dobrem wspólnym, które powinna chronić nasza suwerenność. Może dlatego, że wstydzimy się przyznać do naszej własnej biedy - nawet jeśli jest ona znacznie bardziej odziedziczona niż zasłużona. A może dlatego, że wciąż jeszcze nie prowadzimy w Polsce poważnej rozmowy dotyczącej tego, jakie decyzje chcemy naprawdę zachować we własnych rękach, a które oceniamy jako wykraczające poza efektywną możliwość samodzielnego oddziaływania na nasze dobro wspólne. Brytyjczycy ustami swego ministra ds. europejskich Keitha Vaza sprzeciwiają się pozbawieniu ich "narodowego weta" w ramach dyskutowanej reformy wewnętrznej unii w czterech dziedzinach: podatków, polityki socjalnej, obronności i kontroli. Komentatorzy podkreślają, że stanowisko to może utrudnić skuteczną reformę, o jaką zabiega komisja i jej przewodniczący Romano Prodi. A w którym momencie my powiedzielibyśmy non possumus?
Czytelnicy sięgający do tego numeru "Wprost" będą już wiedzieli dwie rzeczy, których ja, pisząc felieton, jeszcze nie wiem. Ogłoszone zostanie nazwisko zwycięzcy wyborów prezydenckich w USA i znany będzie ostateczny wynik nocnej narady Komisji UE nad ważnym dla nas raportem o kandydatach. Nie sądzę, by to pierwsze znacząco wpłynęło na nasze losy, bo należy się spodziewać raczej utrzymania dotychczasowego kursu amerykańskiej polityki zagranicznej niż jej jakiejś radykalniejszej zmiany. Z drugim jest inaczej, bo od jesiennego raportu komisji może zależeć tempo naszego dalszego posuwania się w drodze do członkostwa. Podobno ma być nieźle, podobno potwierdzone zostanie nasze miejsce w czołówce, a może nawet - jeśli sami czegoś nie poszkapimy - bardziej realistyczny stanie się polski kalendarz "szybkiego członkostwa". Byłoby to prawdziwym zwycięstwem naszej suwerenności.
Więcej możesz przeczytać w 46/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0