Kredyt na przyszłość

Kredyt na przyszłość

Dodano:   /  Zmieniono: 
Polska nie osiągnie stabilnego tempa wzrostu produktu krajowego brutto powyżej 5 procent, jeśli nie zwiększy krajowych oszczędności
 

W 1999 r. mimo spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego popyt konsumpcyjny rósł równie szybko jak rok wcześniej. Po raz pierwszy od początku transformacji wartość kredytów zaciągniętych przez gospodarstwa domowe była większa od wartości nowych depozytów ulokowanych w bankach. Spowodowało to nasilenie niekorzystnych trendów w bilansie płatniczym i rachunkach narodowych. W latach 1995-1999 udział eksportu w PKB wynosił 16 proc., podczas gdy importu wzrósł z 
18 proc. do 30 proc. PKB. Jednocześnie udział konsumpcji prywatnej i inwestycji w PKB zwiększył się z 
75 proc. w 1995 r. do 92 proc. w czwartym kwartale 1999 r. Pogorszyła się struktura importu, spadł udział importu inwestycyjnego i wzrósł udział importu konsumpcyjnego. Kontynuacja tych tendencji może doprowadzić do istotnego ograniczenia średniookresowego potencjału wzrostowego gospodarki ze względu na konieczność utrzymywania wysokich stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Podwyżka stóp procentowych z zeszłego tygodnia oraz utrzymanie restrykcyjnego kursu polityki pieniężnej sugerują, iż RPP nie zawaha się przed zwiększaniem kosztu pozyskania pieniądza, jeżeli równowaga zewnętrzna gospodarki będzie zagrożona.

Zastanówmy się więc, co może polityka pieniężna. Niestety, może niewiele albo - mówiąc precyzyjniej - skutkiem przywracania równowagi zewnętrznej za pomocą instrumentów polityki pieniężnej będzie ograniczenie tempa wzrostu gospodarczego do 3-4 proc. i dalszy wzrost bezrobocia. Wraz z liberalizacją obrotów kapitałowych bankowi centralnemu pozostał w praktyce tylko jeden instrument - stopa procentowa. Wpływ stóp procentowych na sferę realną jest jednak ograniczany poprzez ogromny postęp technologiczny, który dokonał się w sektorze finansowym w Polsce w ostatnich latach. Kredyt konsumpcyjny stał się łatwo dostępny. Prawie wszyscy wielcy producenci i dystrybutorzy samochodów osobowych mają własne banki. Podniesienie stopy interwencyjnej banku centralnego o 1 proc. spowoduje wzrost miesięcznej raty kredytu o kilkanaście złotych i nie ograniczy popytu na kredyt na zakup samochodu. Wiele banków "samochodowych" oferuje subsydiowany kredyt, by skłonić klienta do kupna samochodu tej, a nie innej marki.
Rolę stóp procentowych ogranicza również zmiana mentalności Polaków, która dokonała się w ostatnich latach. Liczba kart kredytowych podwaja się co roku, pojawiły się kredyty wakacyjne, noworoczne i okazyjne, ceny w supermarketach eksponują nie cenę towaru, lecz wysokość miesięcznej raty. Kowalskiego nie stać na jednorazowy wydatek 6000 zł na telewizor panoramiczny, ale może sobie pozwolić na spłacanie go przez dwa lata po 300 zł miesięcznie. A zatem funkcjonowanie rynku detalicznego i finansowanie konsumpcji prywatnej upodabnia się do zachodnich standardów. Na te trendy nałożyło się drastyczne obniżenie stóp procentowych - z 24 proc. w lutym 1998 r. do 13 proc. w styczniu 1999 r.
Postęp technologiczny w finansach powoduje, że działanie stóp procentowych na popyt wewnętrzny staje się asymetryczne, tzn. obniżki stóp prawdopodobnie znacznie przyspieszają wzrost konsumpcji, natomiast ewentualne podwyżki będą oddziaływały zapewne przede wszystkim na ograniczenie popytu inwestycyjnego. Chłodzenie popytu krajowego za pomocą instrumentów polityki pieniężnej może zatem istotnie ograniczyć wzrost polskiej gospodarki. Analiza zależności pomiędzy stopami procentowymi a składowymi popytu krajowego w latach 1995-1999 pokazuje, że stopy procentowe nie miały statystycznie istotnego wpływu zarówno na konsumpcję, jak i na inwestycje. Natomiast można wykazać, że bank centralny podnosił lub obniżał stopy procentowe pół roku po nieoczekiwanym wzroście lub spadku prywatnej konsumpcji.
Dlaczego należy ograniczać krajową konsumpcję? Dlatego, że każda złotówka przeznaczona na konsumpcję to złotówka mniej oszczędności potrzebnych na finansowanie inwestycji, które są niezbędne do utrzymania wysokiego i stabilnego tempa wzrostu. Z braku krajowych oszczędności zarówno sektor publiczny, jak i prywatny sięga po oszczędności zagraniczne. Ich napływ przyhamuje inwestowanie w papiery skarbowe, akcje na giełdzie lub prywatyzowanych przedsiębiorstw, inwestycje bezpośrednie lub w instrumenty pochodne. W tym miejscu warto przypomnieć prawidłowość oczywistą dla ekonomistów, której jednak zupełnie nie rozumieją politycy. Duży deficyt obrotów bieżących oznacza, że polska gospodarka zadłuża się wobec zagranicy. Mówiąc językiem polityków, polska gospodarka staje się zależna od zagranicznych inwestorów. Mówiąc językiem ekonomicznym, deficyt obrotów bieżących jest równoznaczny ze spadkiem aktywów zagranicznych netto polskiej gospodarki.
Tak duży wzrost zobowiązań wobec zagranicy oznacza, że polska gospodarka staje się coraz bardziej zależna ekonomicznie od decyzji podmiotów zagranicznych. Ten fakt nie budzi niepokoju tych samych polityków, którzy sprzeciwiając się sprzedaży inwestorom zagranicznym banku czy przedsiębiorstwa, ignorują fakt, że od zagranicy uzależnia się cała gospodarka z powodu narastającego deficytu obrotów bieżących.
Podkreślam ponownie, źródłem obecnych problemów polskiej gospodarki są zbyt małe oszczędności krajowe w stosunku do potrzeb inwestycyjnych. Dlatego polityka makroekonomiczna powinna się skoncentrować na promowaniu wzrostu krajowych oszczędności, co oznacza konieczność ograniczenia krajowej konsumpcji. Natomiast stawianie barier handlowych powoduje spowolnienie tempa restrukturyzacji gospodarki, obniża konkurencyjność i potencjał wzrostu i zmniejsza szansę na to, by Polska redukowała deficyt obrotów bieżących.
W jaki sposób ograniczyć popyt wewnętrzny, czyli przyhamować konsumpcję, nie ograniczając jednocześnie tempa wzrostu potrzebnych Polsce inwestycji? Bez inwestycji nie będzie szans na obniżenie bezrobocia, które dotyka ponad 13 proc. aktywnych zawodowo. Otóż najskuteczniejszym sposobem jest ograniczenie wydatków konsumpcyjnych sektora finansów publicznych. Wówczas można wprowadzić niższe stopy procentowe, co z kolei napędza inwestycje, a gospodarka staje się bardziej konkurencyjna. Rośnie wydajność, a wraz z nią mogą rosnąć płace realne. Większa konkurencyjność pozwala na wzrost eksportu i poprawę salda handlu zagranicznego.
Oczywiście, może minąć kilka lat, zanim ujawnią się wszystkie pozytywne skutki ograniczenia wydatków publicznych. Z tego powodu politycy, których interesuje znacznie krótszy horyzont czasowy (zwykle nie dłuższy niż cztery lata), preferują metody szybsze, które działają jak antybiotyk w wypadku anginy, ale na dłuższą metę powodują osłabienie odporności organizmu. Zamiast ograniczać wydatki publiczne i promować długoterminowy wzrost gospodarczy, z reguły zwiększają wydatki, "kupując" głosy od różnych grup interesu i generując przy okazji krótkookresowe przyspieszenie wzrostu gospodarczego w okresie wyborów.
Można wskazać dwa źródła prawdopodobnej presji na wzrost wydatków budżetowych. Po pierwsze, dochody budżetu zapewne będą większe od zakładanych, gdyż nominalna wartość PKB będzie wyższa i wyższa od planowanej będzie także tegoroczna inflacja. W roku wyborów pojawia się naturalna presja polityków na wydawanie ponadplanowych dochodów budżetu i od zdolności oparcia się tej presji przez Ministerstwo Finansów zależy, czy gospodarka uniknie zapaści. Po drugie, w wielu sektorach gospodarki pojawi się duży wzrost płac na skutek znacznego wzrostu wydajności pracy w zeszłym roku. Na przykład w przemyśle przetwórczym jednostkowe koszty pracy w grudniu 1999 r. były o 16,6 proc. niższe niż rok wcześniej, a wydajność pracy wzrosła o ponad 25 proc. Wzrost realnych wynagrodzeń, który wynika z poprawy produktywności, jest jednak niegroźny dla gospodarki i ekonomicznie uzasadniony. Groźne mogą być natomiast żądania wzrostu płac w sektorach, w których nie wzrosła wydajność, szczególnie w wielu przedsiębiorstwach państwowych oraz szeroko rozumianej sferze budżetowej, czyli tam, gdzie nie występuje tzw. twarde ograniczenie
budżetowe. Impulsów do wzrostu wynagrodzeń może być kilka. Wyższy niż oczekiwany wzrost inflacji w drugiej połowie ubiegłego roku może prowadzić do wzrostu oczekiwań inflacyjnych i presji pracobiorców na wzrost płac nominalnych. Sfera budżetowa może nie zaakceptować zapisanego w ustawie budżetowej nominalnego wzrostu płac o 6,7 proc., co prawdopodobnie będzie oznaczało spadek płac realnych, i poprzez strajki wymóc podwyżki. Natomiast strajki są niemile widziane przed wyborami.
Jeżeli w 2000 r. nie zostanie zahamowany wzrost konsumpcji krajowej, szczególnie w sektorze publicznym, i nie nastąpi znaczny wzrost oszczędności krajowych, jedynym sposobem na przywrócenie równowagi zewnętrznej będzie znaczne zaostrzenie polityki pieniężnej przez podniesienie stóp procentowych o kolejne kilka punktów procentowych. Konsekwencją takiej polityki monetarnej byłoby jednak spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego do 3-4 proc. i dalszy wzrost bezrobocia. W Irlandii na skutek konsensusu sił politycznych ograniczono rolę państwa w gospodarce, co sprawiło, że ten kraj stał się gospodarczym tygrysem Europy. Własność państwowa psuje gospodarkę, warto o tym pamiętać.

Więcej możesz przeczytać w 10/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0