Wiek męski, wiek klęski

Wiek męski, wiek klęski

Dodano:   /  Zmieniono: 
Choroba przekwitania mężczyzn jest uleczalna, gorzej ze stereotypami męskości
Naukowa nazwa brzmi andropauza, ale to raczej stan trwałego przekwitania niż przerwy - chwilowej niedyspozycji. Czterdziesto i pięćdziesięciolatkowie są ospali, otyli i rozdrażnieni seksualnie. Niedawno zaczęli podejmować poważne decyzje, a już nie nadążają za swoimi czasami. Nie chcą się jednak przyznawać do słabości. Zamiast się leczyć, popadają w coraz głębszą depresję. Fizyczne objawy starzenia postępują znacznie szybciej, niż wynikałoby to z płynących lat i szybciej niż w wypadku ich rówieśników na Zachodzie, poddających się kuracji. Efekty widać gołym okiem. Wystarczy porównać, jak wyglądają kandydujący w amerykańskich wyborach prezydenckich Albert Gore (52 lata) i George Bush Jr. (54 lata), a jak prezydent Aleksander Kwaśniewski (46 lat). Politycy za oceanem są elokwentni, bystrzy, sprężyści, dowcipni, nasi zaś ospali, bez przerwy powtarzający te same slogany. Owszem, próbują naśladować wigor aktorów amerykańskiej sceny politycznej, lecz efekt jest żałosny. Do łóżka nie wchodzimy, ale nie sądzimy, żeby życie intymne wiele odbiegało od publicznego. To są nasze elity - jak wygląda średnia krajowa? Jeżeli nikt w Polsce nie bije na alarm, to pewnie tylko dlatego, że to jeszcze jeden temat tabu. - O tym się nie mówi, to kolejna zachodnia obsesja - usłyszeliśmy od jednego z naszych polityków. Być może, ale faktem jest, że wraz z wydłużaniem się średniej życia zwiększa się też średnia wieku managementu i ludzi, od których oczekuje się kreatywności. Możemy się poszczycić w Europie przebojową i kształcącą się młodzieżą, ale światem rządzą czterdziesto- i pięćdziesięciolatkowie. I tu Polacy nie dotrzymują kroku rówieśnikom z Zachodu, świadomie walczącym o utrzymanie swojej pozycji w coraz ostrzejszej konkurencji z młodymi. W jednej z warszawskich klinik trzydziestu dojrzałych mężczyzn (są wśród nich lekarze, politycy, dziennikarze) poddaje się terapii niwelującej skutki starzenia. Jeden z pacjentów zaczął się leczyć po przebytym zawale serca. Nie mógł wykonać żadnej czynności wymagającej nawet niewielkiego wysiłku, jeśli wcześniej nie zażył nitrogliceryny. Kiedy przyszedł pierwszy raz, był w głębokiej depresji. Po terapii testosteronem wrócił do poprzedniego hobby - nurkowania - i zaczął wyjeżdżać na safari. Opowiada, że ostatnim razem ból w klatce piersiowej poczuł wtedy, gdy wyciągał zastrzeloną antylopę spod krzaków.
- Starzejący się mężczyźni, podobnie jak kobiety w okresie przekwitania, powinni uzupełniać niedobory hormonalne. Większość niepotrzebnie wraz z upływem czasu niedołężnieje i ogranicza aktywność życiową. Medycyna potrafi im pomóc i odmienić ich życie - twierdzi prof. Stefan Zgliczyński, kierownik Kliniki Endokrynologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Warszawie.
- Nikt nie mówi im, jak mają sobie radzić. Wiedzą tylko, że powinni się nieustannie sprawdzać w życiu zawodowym i prywatnym - mówi Ireneusz Kaczmarczyk z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Gdy pojawiają się pierwsze problemy, oni znajdują się w okresie szczytowych osiągnięć zawodowych, mają już zazwyczaj unormowaną sytuację materialną, uporządkowane życie rodzinne. Tymczasem wiotczeją mięśnie, rozwija się osteoporoza, pojawia się depresja, hustawka nastrojów, zaburzenia seksualne i zanikają siły witalne. Z powodu wyraźnego obniżenia wydzielania hormonu wzrostu, od którego zależy metabolizm, czterdziestolatkowi zaczyna rosnąć brzuch, odkładają się fałdy tłuszczu.
- Największe kłopoty mają ci mężczyźni, którzy nie dokonają przewartościowania swojego życia, nie dojrzeją psychicznie - mówi Kaczmarczyk. Kiedy zauważają, że czegoś zaczyna im w życiu brakować, nadrabiają miną, coraz usilniej zabiegają o utrzymanie wizerunku macho. Jeżeli najważniejszym kryterium męskości jest dla nich bycie atrakcyjnym w oczach kobiet, przeżywają katastrofę. - Wpadają w depresję nawet wówczas, gdy panie nie zauważają u nich jeszcze objawów starości - dodaje Kaczmarczyk. Gdy nie wytrzymują wielu godzin w pracy albo nie nadążają za młodszymi, bardziej błyskotliwymi kolegami, stają się agresywni i zamykają się w sobie.
Mężczyzna nie obnosi się ze swoimi problemami zdrowotnymi. Nie szuka pomocy. To kobieta od wczesnej młodości interesuje się swoim zdrowiem - kiedy ma problemy z menstruacją, zachodzi w ciążę, rodzi dziecko, usiłuje się odchudzać, dbać o wygląd. Żeby podobać się mężczyznom, musi stale myśleć o swoim wieku i ciele. W kioskach i księgarniach pełno jest pism i poradników dla pań. Męskie czasopisma wciąż jeszcze kojarzone są z erotyczną rozrywką, a nie zdrowiem. Popularny w Ameryce, a ostatnio także w całej Europie Zachodniej, magazyn "Men"s Health" (reklamowany jako "męski przewodnik wiodący do tężyzny, zdrowia i seksu"), który radzi mężczyznom, jak dbać o zdrowie i wygląd, rocznie notuje wzrost sprzedaży o 10 proc. Zdaniem polskich wydawców, w naszym kraju nie miałby on większych szans na sukces.
- Mężczyzna pojawia się zwykle u lekarza dopiero wtedy, gdy ma zawał serca. Nawet gdy zaczynają występować problemy z potencją, to najczęściej - jak wynika z praktyki - do lekarza wysyła go kobieta - tłumaczy prof. Zgliczyński. - Za mało mężczyzn ma świadomość zagrażającej im andropauzy, dolegliwości wieku średniego. Przychodzą po pomoc do lekarzy, skarżąc się zwykle na trzy dolegliwości: kłopoty z seksem, depresję i pogorszenie sprawności intelektualnej - opowiada seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz.
U kobiet jajniki przestają ostatecznie pracować około pięćdziesiątki, powodując załamanie hormonalne i gwałtowne wystąpienie objawów, których zwykle nie sposób nie zauważyć. U starzejących się panów natomiast symptomy, które można wiązać z wolno postępującym spadkiem stężenia hormonów: testosteronu, dehydroepiandrosteronu (DHEA), a także hormonu wzrostu, ujawniają się stopniowo. Po osiągnięciu wieku średniego mężczyzna zaczyna się zmieniać. Obniża się jego wydolność fizyczna i wydłuża czas regeneracji po wysiłku. W miarę upływu lat postępują zmiany w układzie krążenia i oddechowym. Serce gorzej adaptuje się do wysiłku: w wieku trzydziestu lat przyspiesza średnio do 190 uderzeń na minutę, w wieku lat pięćdziesięciu - do 170, po siedemdziesiątce - tylko do 150. Klatka piersiowa staje się mniej elastyczna, co powoduje, że mięśnie oddechowe muszą ciężej pracować, by proces oddychania odbywał się bez przeszkód. Po każdym oddechu w płucach zalega więcej powietrza. Mężczyzna zaczyna odczuwać ograniczenia własnego ciała. Wchodząc po schodach, męczy się, dostaje zadyszki, gdy dobiega do tramwaju czy autobusu.
Zaczynają się problemy związane ze sferą seksualną. Przerasta gruczoł krokowy, co może powodować utrudnienie w oddawaniu moczu i wytrysku. W książce "Zegar czasu" John Medina opisuje obrazowo, że maksymalny dystans wytrysku maleje od około sześćdziesięciu centymetrów u młodego mężczyzny do trzynastu centymetrów w starszym wieku. Zmniejszają się jądra i produkcja nasienia. Ciała jamiste odpowiedzialne za erekcję zaczyna wypełniać tkanka łączna, zwężają się tętnice doprowadzające krew. W wieku trzydziestu lat wzwód osiąga swoje maksimum - dwudziestu stopni ponad poziom w pozycji stojącej, od pięćdziesiątki zaczyna się obniżać poniżej tej linii, by po siedemdziesiątce spaść do dwudziestu pięciu stopni poniżej linii horyzontalnej. Uważa się, że co drugi Polak po pięćdziesiątym roku życia ma okresowe kłopoty z erekcją, zaś co dziesiąty cierpi na impotencję. Z powodu osłabienia wrażliwości narządów zmysłów, w tym dotyku, mężczyznom w podeszłym wieku mniejszą przyjemność może sprawiać pożycie seksualne.
Co powinni więc zrobić mężczyźni po czterdziestce? - Zaakceptować zmiany zachodzące w ich organizmie. Jeśli pogodzą się z tym, że nie są już tak sprawni fizycznie jak dawniej, nie będą przeżywać rozterek psychicznych - przekonuje Kaczmarczyk.
Stosowanie hormonów u starzejących się mężczyzn - często nawet kilku preparatów jednocześnie w formie swoistego koktajlu - ma na świecie wielu zwolenników. "Obietnica superhormonu", "Alchemia miłości i żądzy" - tytuły bestsellerów napisanych przez amerykańskich lekarzy propagujących substytucję hormonalną mówią same za siebie. Ich autorzy uważają, że dzięki tym cudownym preparatom można spowolnić proces starzenia. Co piąty z dwudziestomilionowej rzeszy Amerykanów po pięćdziesiątce sięga po syntetyczny substytut hormonu w formie zastrzyku, gdy organizm niedostatecznie wywiązuje się ze swojej roli. Można też łykać testosteronowe tabletki. Inni codziennie naklejają plaster z testosteronem. Efekty są spektakularne: wzrasta sprawność fizyczna i umysłowa, przyrasta masa mięśniowa, podnosi się libido, zwiększa proces mineralizacji kości. Czy można chcieć więcej?
Jeśli komuś nie odpowiada testosteron, farmaceuci podsuwają mu inne rozwiązanie - dehydroepiandrosteron, hormon produkowany w korze nadnerczy. W USA można go kupić bez recepty w większości aptek i w sklepach ze zdrową żywnością. Na podstawie wielu badań stwierdzono, że DHEA działa przeciwmiażdżycowo, przeciwcukrzycowo, przeciwnowotworowo, normalizuje funkcje odpornościowe i hamuje zmiany degeneracyjne w układzie nerwowym. Nazwano go więc "eliksirem młodości", uważając, że deficyt hormonu ma związek z procesem starzenia.
Geoffrey Cowley, redaktor działu medycznego "News-weeka", dał się ponieść ogólnonarodowemu szaleństwu i przez miesiąc przyjmował 25-miligramową tabletkę hormonu dziennie. Entuzjastyczną relację z przeprowadzonego leczenia mogli przeczytać czytelnicy na całym świecie.
W słynnym warszawskim klubie Magnum wśród panów przeważają mężczyźni w wieku 35-45 lat. - Część z nich zdaje sobie sprawę, że wkrótce może nadejść taki dzień, że przestaną być atrakcyjni dla kobiet, że zaczną mieć kłopoty z wejściem po schodach na drugie piętro. Robią wszystko, aby zatrzymać czas - mówi trenerka z Magnum. Regularne ćwiczenia poprawiają nie tylko sprawność fizyczną. Często są nawet skuteczniejsze w leczeniu depresji niż leki - wynika z badań opublikowanych w najnowszym numerze dwumiesięcznika "Psychosomatic Medicine". U mężczyzn dbających o sprawność fizyczną zmniejsza się także ryzyko wystąpienia impotencji. Codzienny trzykilometrowy spacer to sposób na utrzymanie potencji seksualnej - uznali natomiast amerykańscy naukowcy na łamach pisma naukowego "Urology". Uczeni ci twierdzą, że na rozpoczęcie ćwiczeń nigdy nie jest za późno. Jeśli nawet panowie zaczną się ruszać dopiero w średnim wieku, wpłynie to korzystnie na ich sprawność seksualną.
Typowy polski czterdziesto-, pięćdziesięciolatek stroni jednak od wysiłku fizycznego: jedyną formą aktywności jest zwykle przejście z samochodu do budynku, w którym pracuje, często wypija piwo, czasem mocniejsze trunki, lubi zjeść dużo i tłusto, a stres odreagowuje, sięgając po papierosa.
Na świecie lawinowo roś-nie liczba panów dbających o ciało w taki sposób, jak zwykły to robić kobiety. Holiday Spa, jeden z największych amerykańskich klubów dla dbających o tężyznę, oprócz siłowni i sauny oferuje masaż, a od niedawna manicure i maseczki regenerujące mięśnie twarzy. Sieć Fresh Field specjalizuje się w tzw. organicznej żywności wyłącznie dla mężczyzn. Na preparaty ziołowe, witaminy, multiwitaminy, aminokwasy i błonnik Amerykanie wydają rocznie 10,4 mld USD. Nie mamy danych z Polski, ale w całej Europie mężczyźni przeznaczają na tego typu żywność zaledwie 1,8 mld USD.
W Wielkiej Brytanii panowie stanowią 40 proc. klientów gabinetów kosmetycznych. Pojawiają się także u chirurgów plastycznych. W ostatnich trzech latach aż o 200 proc. wzrosła liczba Amerykanów korygujących defekty urody. Według nowojorskiej seksuolog dr Ruth, mężczyźni niczym nie różnią się od kobiet: "Nawet prosty zabieg kosmetyczny poprawia ich samopoczucie i utwierdza w przekonaniu o męskości". Czterdziesto-, pięćdziesięcioletni Francuzi decydują się na zabiegi pomagające utrzymać formę czy korygujące urodę nie tyle ze strachu przed wyglądającą już zza progu starością, ile dlatego, że są przekonani, iż starość staje się perspektywą coraz odleglejszą i podejmując pewien wysiłek, można ją maksymalnie odsunąć.
W przybliżeniu można wyliczyć, ile naszą ekonomię dzieli od Europy czy Ameryki. Nie ma sposobu na mierzenie różnic mentalności, a tym bardziej stereotypów męskości. Ile jednak czasu musi jeszcze upłynąć, żeby polski polityk mógł wystąpić na konferencji prasowej jak burmistrz Nowego Jorku Rudy Giuliani i ogłosić, że cierpi na raka prostaty, co "New York Post" następnego dnia skomentował, że było to "prawdziwe męskie wyznanie". 


Więcej możesz przeczytać w 48/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0