Poprawka z budżetu

Poprawka z budżetu

Rząd ma niewielkie szanse, by Sejm przyjął tegoroczną ustawę budżetową


Ustawa budżetowa jest zawsze splotem polityki z gospodarką. Po pierwsze dlatego, że dochody i wydatki państwa odbijają się na kieszeni wyborców, którzy, przynajmniej teoretycznie, o ich strukturze decydują kartką wyborczą. Budżet uprzywilejowuje pewne grupy, a inne karze i ma to oczywisty związek z siłą ich głosu. Po drugie - budżet jest zanurzony w polityce i jego ocena zależy od miejsca zajmowanego sali sejmowej, gdzie posłowie prześcigają się w krasomówstwie: "To jest trudny budżet", "to jest budżet nadziei", "budżet chłopskiej rozpaczy", "straszny budżet". Jaki będzie budżet A.D. 2001?
Określenia "straszny budżet" użył w 1992 r. premier Jan Olszewski, przedstawiając własny projekt. Wówczas zresztą rządowej propozycji bronili posłowie Unii Demokratycznej i KLD, będący w opozycji. Ale to było przed ośmiu laty i trudno oczekiwać, że podobna sytuacja powtórzy się w tym roku. Dobrym prawem opozycji jest głosowanie przeciwko rządowemu projektowi budżetu. Obowiązkiem posłów rządzącej koalicji jest stanie murem za propozycją rządu. To jest czysta polityka i jeśli ktoś mówi, że oceniając budżet, będzie uwzględniał wyłącznie racje merytoryczne, nie jest zbyt szczery. Owszem, meritum też się liczy, ale polityka zwykle bardziej.
W tym roku polityka szczególnie silnie rzutuje na ocenę budżetu, choć dziś nikt jeszcze nie wie, czy przesądzi o przyjęciu lub o odrzuceniu ustawy. Wiele zależy od postawy Unii Wolności, choć przecież nie tylko. To posłowie AWS, razem z SLD i PSL, odrzucili próbę znowelizowania ustawy o VAT, zmuszając rząd do przełożenia debaty budżetowej. Słaba dyscyplina w klubie AWS może spowodować, że budżet mimo wszystko padnie lub też padną ustawy okołobudżetowe, od których zależy wysokość dochodów i wydatków państwa. Poparcie Unii Wolności nie musi oznaczać jeszcze sukcesu rządu, choć bez takiego poparcia budżet z pewnością padnie. Unia twierdzi, że decyzję podejmie po merytorycznym namyśle. Jeżeli to zdanie przyjąć za dobrą monetę, rząd ma niewielkie szanse na uchwalenie ustawy. Liderzy Unii Wolności ostro krytykowali założenia budżetu, opublikowane na początku lipca. Nowa, tym razem pełna wersja ustawy budżetowej nie jest lepsza od założeń. Jeżeli unia uzna, że warto ją poprzeć, będzie musiała mocno się natrudzić nad uzasadnieniem.
Głównym powodem krytyki był zbyt wysoki deficyt. Minister Bauc posługuje się nie określoną w żadnej ustawie, zrozumiałą głównie dla ekonomistów, kategorią deficytu ekonomicznego, który ma wynieść 1,6 proc. PKB. Wielkość ta stała się czymś w rodzaju szańca, którego minister broni zarówno przed swoimi kolegami z rządu i AWS, politykami opozycyjnymi, jak i ekspertami finansowymi. Eksperci twierdzili w lipcu, że magiczne "1,6" to stanowczo za dużo, by oddalić groźbę kryzysu finansowego, mogącego wstrząsnąć polską gospodarką i społeczeństwem. Tymczasem po czterech miesiącach sytuacja gospodarcza jest gorsza, w związku z czym minister finansów planuje w przyszłym roku niższe dochody państwa, ale "1,6" pozostaje niewzruszone. Można to zinterpretować na trzy sposoby. Interpretacja pierwsza: minister był przezorny, zdawał sobie już w lipcu sprawę z tego, że sytuacja gospodarcza będzie się pogarszała, więc realistycznie założył wysokość deficytu na poziomie 1,6 proc., ukrywając to i owo na czarną godzinę, a teraz ujawnia rezerwy. Interpretacja druga: w lipcu minister finansów zaklinał się, że planowany przez niego budżet jest napięty do bólu i bardziej już nie można ograniczyć deficytu. Tymczasem rezerwy znalazł, więc powstaje podejrzenie, że gdyby lepiej poszukał, znalazłby większe. W dodatku przed czterema miesiącami prognozowano, że tegoroczny deficyt będzie niższy - wyniesie około 2 proc. Tymczasem będzie o 0,5 proc. (czyli dobrych 3,5 mld zł) wyższy. Czy jest to skutek obiektywnych okoliczności, czy też pogorszenia dyscypliny finansów publicznych? Faktem jest, że z powodu gorszego tegorocznego wyniku budżetu rząd może wykazywać, iż w przyszłym roku nastąpi wyraźniejsza poprawa dyscypliny fiskalnej - aż o 0,9 proc. PKB. Wreszcie, interpretacja trzecia - skoro warunki makroekonomiczne, dochody i wydatki budżetu oraz wiele szczegółowych zapisów zmieniło się w ciągu czterech miesięcy, natomiast wynik "1,6" jest niezmienny, wiarygodność obliczeń budżetowych jest niewielka. Którą interpretację przyjmą politycy, nie wiadomo.
Każdy budżet, szczególnie w kraju o niestabilnej gospodarce i wysokiej inflacji, jest obarczony wysokim ryzykiem. Tym razem pierwszą przeszkodę trzeba będzie pokonać, zanim jeszcze ustawa zostanie przyjęta. Rząd przedstawi pakiet ustaw okołobudżetowych, które mogą w sumie kosztować jakieś 3,5 mld zł. Wśród nich jest nowelizacja Karty Nauczyciela. Jej błędna konstrukcja powoduje lawinowy wzrost wydatków. Bez nowelizacji budżet w przyszłym roku wyda o 1,7 mld zł więcej. Czy posłowie, także AWS, zechcą głosować za nowelizacją, narażając się nauczycielom? Czy też, jak w wypadku ustawy o podatku VAT w budownictwie, zagłosują wbrew intencjom rządu?
Rząd powinien znacznie wcześniej przeforsować ustawy okołobudżetowe. Przyczyną opóźnienia była słabość polityczna formacji rządowej i wybory prezydenckie. Minister Jarosław Bauc bagatelizuje groźbę odrzucenia ustaw okołobudżetowych, twierdząc, że budżet w każdym przypadku będzie zrealizowany, a założony deficyt utrzymany w ryzach. Trudno jednak uznać takie zapewnienia za wiarygodne. Zagadek w budżecie jest więcej, zresztą jak co roku. Minister finansów uznał, że poprawa funkcjonowania aparatu fiskalnego pozwoli zwiększyć wpływy z podatków o miliard złotych. Równie dobrze można byłoby zapisać 2 mld zł albo pół miliarda złotych, albo wreszcie nie zapisywać niczego. Być może do równego rachunku ministrowi zabrakło tego miliarda i nie chcąc szukać go w innych szufladkach, tak z głowy zapisał brakującą sumę.
Minister finansów wielką wagę przykłada do wyjaśnienia przyczyn zwiększenia deficytu budżetu centralnego. Według założeń z lipca, w przyszłym roku miał on wynieść 15 mld zł, teraz rząd proponuje 21,7 mld zł - rzecz jasna przy nie zmienionym deficycie ekonomicznym. Główną przyczyną zmiany jest wycofanie z budżetu dochodów z licencji na UMTS. Rząd zorientował się, że szanse na szczęśliwe zakończenie przetargu są coraz mniejsze i teraz będzie musiał znaleźć brakujące 7 mld zł, sprzedając obligacje. Jarosław Bauc bagatelizuje tę zmianę, uważając, że nie będzie ona miała żadnego znaczenia dla oceny wiarygodności budżetu przez inwestorów zagranicznych. Ale inwestorzy wcale nie muszą tego zdania podzielać. Przed paroma miesiącami Bauc miał pretensje do analityków banków inwestycyjnych o to, że nie rozumieją kategorii "deficytu ekonomicznego", którą się posługuje. Może i nie rozumieją, ale od ich oceny zależy w dużej mierze to, czy do Polski będzie napływał kapitał, rekompensujący wciąż wysoki deficyt na rachunku bieżącym. W czasie gdy minister Bauc stara się wytłumaczyć strukturę budżetu analitykom finansowym, jego kolega Andrzej Chronowski robi wszystko, by inwestorów wypłoszyć. Jego działania wokół PZU być może zadecydują o ostatecznej klęsce rządu w Sejmie, a kto wie, czy nie o kryzysie finansowym.

Więcej możesz przeczytać w 48/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0