Kosmiczna defraudacja

Kosmiczna defraudacja

Dodano:   /  Zmieniono: 
NASA finansowała produkcję rosyjskiej broni bakteriologicznej
Pieniądze amerykańskich podatników zasilały w latach 1995-1997 słabnące rosyjskie instytucje badawcze. Jak się okazało, wśród sponsorowanych znalazły się także spółki tworzące nowe groźne szczepy wywołujące dżumę, czarną ospę i zapalenie mózgu, a także laseczniki wąglika - używane do produkcji bomb biologicznych. 100 gramów proszku zawierającego takie zakaźne drobnoustroje wystarczyłoby, by zabić 95 proc. mieszkańców Waszyngtonu - stwierdził amerykański senator John Glenn.
Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmicznej (NASA) przekazała, poczynając od 1995 r., około 600 mln USD na współpracę naukową z Rosjanami. Z pieniędzy tych miało być finansowane między innymi przygotowanie eksperymentów na pokładzie międzynarodowej stacji kosmicznej oraz doświadczenia biologiczne w kosmosie. Koordynatorem tych ostatnich ze strony rosyjskiej i dysponentem amerykańskich funduszy została spółka cywilna Biopreparat. Według oficjalnych danych, jest to kompleks farmaceutyczny prowadzący badania nad chorobami zakaźnymi, producent leków i szczepionek. Amerykanie, jak wynika z zakończonego w ubiegłym miesiącu wewnętrznego raportu NASA, na który powołuje się francuska prasa, nie sprawdzili jednak przeszłości tej spółki. Firma powstała w 1973 r., kiedy Związek Radziecki - po podpisaniu międzynarodowego traktatu zakazującego produkcji broni bakteriologicznej - szukał sposobów na ukrycie tej działalności. W kilkudziesięciu rosyjskich instytucjach badawczych nadal hodowano i modyfikowano genetycznie drobnoustroje zakaźne, by maksymalnie zwiększyć ich siłę rażenia. Prace te prowadzono w cywilnym kompleksie farmaceutycznym Biopreparat - twierdzi autor artykułu w "Le Figaro".
Spółka ta, działająca wciąż pod tym samym kierownictwem, co w czasach zimnej wojny, otrzymała w połowie lat 90. finansowe wsparcie z NASA. Prasa francuska, która celuje w wyszukiwaniu amerykańskich błędów, także i tym razem z upodobaniem wylicza zaniedbania amerykańskiej agencji kosmicznej. Po pierwsze, Amerykanów powinny zaniepokoić problemy badawcze, jakimi zajmował się Biopreparat - powtarzały się wśród nich prace nad bakteriami dżumy i wirusem wywołującym zapalenie mózgu. Po drugie, choć rosyjski program wojny bakteriologicznej został oficjalnie zaniechany, wielu specjalistów ostrzegało, że jest kontynuowany. Wiadomo było, że Rosjanie pracują nad genetyczną modyfikacją laseczników wąglika (Bacillus anthracis), które przekształcili tak, że stały się oporne na większość antybiotyków. Formy przetrwalnikowe tej bakterii żyją w glebie i od czasu do czasu zakażają zwierzęta. Do infekcji ludzi może dojść poprzez drobne skaleczenia lub przez kontakt z zainfekowanymi zwierzętami. W wypadku ataku terrorystycznego patogeny wąglika mogą jednak zostać rozpylane w powietrzu w postaci aerozoli. Chorzy zapadaliby wówczas na najgroźniejszą formę tej choroby - płucną. Jeśli natychmiast nie zostanie podjęte leczenie, powoduje ona śmierć 65-80 proc. zakażonych. To właśnie irackiego ataku przy użyciu bakterii wąglika obawiała się armia amerykańska podczas wojny w Zatoce Perskiej. Zaszczepiono wówczas profilaktycznie 150 tys. żołnierzy. Dla 350 tys. innych przygotowane były następne szczepionki. W 1990 r. pięćdziesiąt z dwustu irackich bomb bakteriologicznych było wypełnionych zarazkami wąglika.
Rosjanie jeszcze udoskonalili ten rodzaj broni. Wszczepili bakteriom wąglika dodatkowe geny powodujące hemolizę - pękanie czerwonych ciałek krwi u zakażonych nimi ludzi. W 1995 r. NASA otrzymała z Departamentu Stanu potwierdzenie, że spółka Biopreparat i inne rosyjskie instytucje badawcze były powiązane z produkcją broni bakteriologicznej. Wcześniej sprawą zainteresowały się media. "New Jork Times" zamieścił artykuł wskazujący, że amerykańskie pieniądze wspierały rosyjskich twórców broni bakteriologicznej. Dziennikarz telewizji ABC z Dallas twierdził, że buduje się za nie prywatne wille. Sześć miesięcy po tym ostrzeżeniu zdecydowano, że amerykańska agencja kosmiczna powinna umieścić przynajmniej jednego swojego pracownika w każdym z dziewięciu rosyjskich biologicznych centrów badawczych, którym udzielała pomocy. Mieli oni kontrolować, w jaki sposób wydawane są amerykańskie pieniądze. W praktyce amerykańscy specjaliści odbyli tylko kilkugodzinne wizyty w dwóch z pięciu podejrzanych centrów. Amerykańskie wsparcie dla rosyjskiej biotechnologii dyskretnie przerwano. Nie jest wykluczone, że oprócz szmuglowanych przez Polskę materiałów radioaktywnych pochodzących z rosyjskich zakładów zbrojeniowych wędrują przez nasz kraj również pojemniki z bakteriami dżumy, wirusami ospy, zarazkami wąglika, przemycane dla grup i państw uprawiających bioterroryzm.

Więcej możesz przeczytać w 48/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0