Cena cierpienia

Cena cierpienia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy ofiary błędów lekarskich doczekają się w Polsce astronomicznych odszkodowań?
Dwadzieścia, trzydzieści tysięcy złotych kosztuje pochopne amputowanie nogi czy spowodowanie utraty słuchu. Niewiele większe odszkodowania płaciły dotychczas szpitale za zaszycie chusty czy narzędzia chirurgicznego w brzuchu pacjenta. 90 tys. zł przyznane w zeszłym tygodniu 16-letniemu Arkadiuszowi Trochymie z Bielska-Białej jest ewenementem. Czy oznacza to rewolucję w stosunkach pacjent - lekarz, czy raczej kolejny błąd - tym razem sądu?
Poszkodowani i ich rodziny mają nadzieję, że można już liczyć na sprawiedliwe wyroki sądów, przynajmniej jeśli chodzi o pomyłki podczas leczenia najmłodszych pacjentów. 80 tys. zł oraz 500 zł miesięcznej renty ma dostać kilkuletni Adaś, który stracił wzrok tuż po narodzinach. Jako wcześniak nie został poddany specjalistycznym badaniom, które umożliwiłyby wykrycie i wyleczenie retinopatii. Podobne niedopatrzenie lekarzy zakończyło się tragedią Maćka. Chłopiec otrzymał 85 tys. zł odszkodowania i 400 zł miesięcznej renty.
- Coraz więcej pacjentów próbuje uzyskać rekompensatę za błędy popełniane przez pracowników służby zdrowia. Pokrzywdzeni wiedzą, jakie mają prawa, i coraz bardziej zdecydowanie zaczynają ich dochodzić. Z pomocą przychodzą im kasy chorych - mówi Maria Kukawska, rzecznik praw pacjenta przy Śląskiej Kasie Chorych. Kasy są zainteresowane uzdrowieniem tej sytuacji. Osoby, które z powodu błędu lekarzy stają się wiecznymi klientami placówek służby zdrowia, stanowią obciążenie dla ich i tak szczupłego budżetu.
Jedną z najtrudniejszych do pokonania przez poszkodowanych barier jest zbyt mała liczba prawników, gotowych podejmować się spraw o odszkodowanie za błędy medyczne. 20-30 tys. zł zadośćuczynienia, poprzedzone wieloma ekspertyzami i długimi przewodami sądowymi, nie wydaje się dostatecznie interesującą ofertą. Konkurencji nie ma także wśród biegłych sądowych, otrzymujących bardzo niskie wynagrodzenie za wydanie opinii. - Coraz częściej jednak prawnicy podejmują się tych spraw jedynie w zamian za pokrycie kosztów związanych z ich prowadzeniem. Wynagrodzenie otrzymują po zakończeniu procesu - mówi dr Adam Sandauer, założyciel Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere. Wielu chce przede wszystkim pomóc. Na razie nikt w Polsce nie ma co marzyć o zbiciu fortuny na odszkodowaniach za błędy medyczne. - Pieniądze, jakie udaje się wywalczyć nielicznym, są zazwyczaj symboliczne. Nie pokrywają nawet kosztów dalszego leczenia lub rehabilitacji - mówi Sandauer.
W zeszłym roku do rzeczników praw pacjenta i komisji skarg i wniosków przy tworzących się radach kasy chorych w całym kraju wpłynęło 21 tys. próśb o interwencje. Podobnie było w ubiegłych latach. Niewielu pacjentom przyznano rację, niewielu też otrzymało odszkodowania. Zdaniem Sandauera, doprowadzono do sytuacji, w której bezpieczeństwo sprawcy nieszczęścia stało się ważniejsze niż pomoc ofierze. Tak solidarne jest środowisko lekarzy, którzy - rzadko wynagradzani za umiejętności - nie muszą z sobą konkurować. Poszkodowany, próbując dochodzić swych praw, napotyka zatem mur nie do przebicia. - Niekiedy lekarze odmawiają mu dalszego leczenia i pozbawiają go pomocy. Dzięki temu mogą nie przyznawać się do błędu. I nic im z tego powodu nie grozi - twierdzi Sandauer.
Arkadiusz Trochyma może mówić o dużym szczęściu. Zazwyczaj niezmiernie trudno jest udowodnić, że do zakażenia wirusowym zapaleniem wątroby doszło w szpitalu. W tym wypadku przed hospitalizacją wykonano chłopcu USG jamy brzusznej, które nie wykazało żadnych zmian w wątrobie. W ubiegłym roku z 1600 skarg złożonych do rzeczników odpowiedzialności zawodowej izb lekarskich tylko 22 zakończyły się wyrokami skazującymi.
Na razie daleko nam do sytuacji, jaką mają pacjenci w Europie Zachodniej. W Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech poszkodowani ubiegający się o odszkodowania najczęściej je otrzymują. W USA rekompensaty sięgają milionów dolarów. W Europie są zwykle niższe, ale współmierne do wyrządzonej krzywdy. Miliard funtów wypłacono w Anglii i Walii w latach 1998-1999 z tytułu przegranych spraw sądowych, a 2,4 mld funtów w drodze ugody. Rekordowe odszkodowanie (8 mln funtów) przyznano rodzicom, których dziecko z powodu zaniedbań lekarskich urodziło się kalekie.
Co roku w Anglii i Walii z powodu błędów popełnionych przez lekarzy umiera 40 tys. pacjentów - wynika z raportu National Audit Office (brytyjski odpowiednik NIK). Co czternasty pacjent pada ofiarą błędnej diagnozy lub źle przeprowadzonej operacji. Z podobną sytuacją mamy prawdopodobnie do czynienia w Polsce. Ale tylko najbardziej zdeterminowani i pokrzywdzeni krzyczą i przecierają drogę następnym. Jedno jest pewne: astronomiczne na polskie warunki odszkodowanie dla Arkadiusza nie będzie ostatnie.

Więcej możesz przeczytać w 48/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0