Kapitał pomysłów

Kapitał pomysłów

Dodano:   /  Zmieniono: 

Polemika

Artykuł Bożeny Kastory "Kapitał pomysłów" (nr 2), poświęcony kondycji polskiej nauki, działalności Komitetu Badań Naukowych i jednostek badawczo-rozwojowych (JBR), spotkał się z dużym zainteresowaniem czytelników. Prezentujemy fragmenty niektórych listów odnoszących się do tego tekstu. 

Siła postępu
Na łamach prasy toczy się dyskusja o stanie polskiej nauki. Chciałbym zabrać w niej głos, gdyż szesnaście lat byłem nauczycielem akademickim na Wydziale Inżynierii Chemicznej i Procesowej Politechniki Warszawskiej, a od kolejnych szesnastu lat jestem pracownikiem naukowym w Instytucie Chemii i Techniki Jądrowej w Warszawie, czyli w jednostce badawczo-rozwojowej. W ostatnim rankingu Komitetu Badań Naukowych obie te jednostki znalazły się w pierwszej grupie najlepszych placówek naukowych, zostawiając w tyle wydziały chemiczne renomowanych uczelni czy wiele instytutów Polskiej Akademii Nauk. Według rozmówców Bożeny Kastory, piastujących wysokie stanowiska w KBN, jednostek badawczo-rozwojowych nie ma nigdzie na świecie. To oczywiste, przecież za granicą rzadko przyjmują się polskie nazwy. Funkcjonują tam jednak instytuty określane mianem Research and Development (R&D). Nazwa ta w luźnym tłumaczeniu oznacza po prostu jednostkę badawczo-rozwojową. Jest nią na przykład Oak Ridge National Laboratory czy Los Alamos National Laboratory. W USA jest ogółem 750 R&D. W Niemczech zaś działają instytuty Fraunhofera.
Oczywiście, są zarówno słabe JBR, słabe instytuty Polskiej Akademii Nauk, jak i słabe uczelnie. Należy jednak podkreślić, że rozwój pewnych dziedzin przemysłu w dużym stopniu zawdzięczamy niechcianym JBR. Wystarczy wspomnieć choćby Instytut Chemii Przemysłowej, Instytut Ciężkiej Syntezy Organicznej, Instytut Nawozów Sztucznych, dzięki którym funkcjonuje przemysł chemiczny. Do wprowadzenia nowoczesnych technologii przyczyniły się Instytut Metali Nie-
żelaznych i Instytut Metalurgii Żelaza im. Stanisława Staszica. A Instytut Sadownictwa i Kwiaciarstwa prof. Szczepana Pieniążka? Przecież tylko dzięki temu ośrodkowi Polska jest potentatem w produkcji jabłek.
Bożena Kastory przytacza dziwną wypowiedź przedstawiciela rządu: "Nauka nie przynosi większych korzyści gospodarce, jeśli dochód na osobę nie przekracza 10-12 tys. dolarów". Teza ta zachęca do poddania się bez walki. Jeśli członkowie rządu w nią wierzą, popełniają duży błąd. Była ona zasadna w czasach, gdy o rozwoju techniki decydowały technologie produkcji gabarytowej, nie zaś typu high-tech. W ostatnich dwudziestu latach największy postęp technologiczny dokonał się w informatyce, telekomunikacji, automatyce, ochronie środowiska etc. Hardware wykorzystywany w tych branżach ma niewielką wartość, natomiast 60-80 proc. to wartość intelektu, projektów, programów, inżynierii systemów, działań organizacyjnych. Aby nasz eksport mógł się rozwijać, trzeba zademonstrować, że polskie R&D są na poziomie światowym. Przecież nasi naukowcy czasowo pracujący w zagranicznych laboratoriach są tam uznawani za świetnych specjalistów.

Andrzej Chmielewski
Autor jest profesorem, zastępcą dyrektora
Instytutu Chemii i Techniki Jądrowej w Warszawie. 

Służby państwowe
Zarządzam ogólnokrajową jednostką badawczo-rozwojową. Chciałbym się ustosunkować do stwierdzenia z artykułu Bożeny Kastory: "Taki twór [JBR] na świecie nie istnieje, natomiast w Polsce jest schedą po gospodarce centralnie sterowanej, kiedy każdy minister chciał mieć zaplecze świadczące o znaczeniu jego resortu". Otóż we wszystkich państwach cywilizowanych, między innymi w Europie Zachodniej, USA i Kanadzie, oraz w wielu krajach średnio rozwiniętych funkcjonują - często już od początku XX w. - państwowe instytucje naukowo-badawcze, które są odpowiednikami JBR. W dwudziestoleciu międzywojennym ośrodki pełniące funkcje dzisiejszych JBR rolniczych skupione były w Państwowym Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego. Od powojnia do zadań Państwowego Instytutu Weterynaryjnego należy współdziałanie z Ministerstwem Rolnictwa w pracach nad unowocześnianiem ochrony zdrowia zwierząt gospodarskich - oczywiście przy wykorzystaniu badań naukowych. Łączy się to również z zapobieganiem chorobom odzwierzęcym. Instytut ten pełni również funkcję krajowego ośrodka referencyjnego dla wojewódzkich zakładów higieny weterynaryjnej, jest więc ważnym elementem służb państwowych. Powinno się go przemianować na państwowy instytut badawczy (PIB). Jego znaczenie wzrasta w związku z procesem integracji Polski z Unią Europejską. Dotyczy to również wielu innych rolniczych i medycznych jednostek badawczo-rozwojowych. Oczywiście, nie wszystkie JBR są niezbędne. Przestrzegam jednak przed działaniami nierozsądnymi.

Marian Truszczyński
Autor jest profesorem, dyrektorem Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach.

Zaplecze naukowe
Współczesny świat rozwija się w warunkach konkurencyjności, w której elementem decydującym jest przewaga technologiczna. W najbardziej rozwiniętych krajach 80 proc. pieniędzy przeznacza się na badania stosowane rozwojowe, a 
20 proc. na podstawowe. U nas na badania poznawcze wydaje się więcej funduszy niż na stosowane, co oznacza słabsze ukierunkowanie prac badawczych na cele rynkowe, gospodarcze, mniejszy udział w wyścigu technologicznym.
Znacznie mniejsze jest też w Polsce - w porównaniu z krajami wysoko rozwiniętymi - finansowanie badań ze środków pozabudżetowych. Wiąże się to ze słabymi mechanizmami i instrumentami ekonomicznymi, które nie zachęcają przedsiębiorstw do wspierania nauki. W Wielkiej Brytanii czy na Węgrzech przewidziane są znaczne ulgi podatkowe dla firm, szczególnie małych i średnich, przeznaczających fundusze na badania.
Współczesny przemysł światowy coraz bardziej jest kontrolowany przez duże korporacje, holdingi i koncerny. W naszym kraju nie podjęto należytych działań mających na celu stworzenie nowoczesnej struktury gospodarki. Ministerstwo Skarbu Państwa nie dba o wprowadzenie do prywatyzowanych przedsiębiorstw z udziałem kapitału obcego polskich ośrodków badawczych. Taka polityka sprawia, że firmy zagraniczne, dysponując własnymi instytutami badawczymi, strzegą wyłączności na nowe technologie, traktują polskie placówki badawcze jak konkurencję, a nasz kraj przede wszystkim jako rynek zbytu.
Mamy ponad 200 jednostek badawczo-rozwojowych, czyli ośrodków, których główną działalnością są badania stosowane połączone z wdrażaniem rozwiązań technologicznych do przemysłu. Ważne są również JBR pełniące funkcję służb publicznych, pracujące między innymi dla opieki zdrowotnej, rolnictwa, MON.
W ostatnich dziesięciu latach instytuty i ośrodki badawczo-rozwojowe dostosowały się do nowego systemu gospodarczego. Według danych Komitetu Badań Naukowych, dotyczących projektów celowych realizowanych w latach 1991-1999, ponad 80 proc. wdrożonych w gospodarce rozwiązań jest efektem prac JBR. Jakość i efektywność ich działania są zróżnicowane, ale ich potencjał badawczy nadal jest znaczący, mimo że pracuje w nich trzykrotnie mniej osób niż w roku 1990. Zatrudniają ok. 7 tys. naukowców, którzy stanowią wysokospecjalistyczną kadrę znającą poszczególne branże i przedsiębiorstwa przemysłowe. Pełne wykorzystanie tych możliwości ma duże znaczenie dla polskiej gospodarki. Taką ocenę przedstawili już kilka lat temu eksperci OECD.

Zbigniew Śmieszek
Autor jest profesorem w Instytucie
Metali Nieżelaznych w Gliwicach,
przewodniczącym Rady Głównej
Jednostek Badawczo-Rozwojowych.

Badania bezcelowe

Wszyscy wiemy, że w obecnej sytuacji gospodarczej Polski możemy oczekiwać tylko skromnego wsparcia finansowego naszych badań naukowych. Powinniśmy więc niezwykle ostrożnie wydawać pieniądze. Każdą złotówkę należy oglądać dwa razy i przeznaczać na to, co najlepsze. Tymczasem Komitet Badań Naukowych finansuje jako badania celowe na przykład "zastosowanie nowoczesnych metod kontroli w celu utrzymania profilu smakowo-zapachowego piwa w procesie produkcji przy wykorzystaniu różnych systemów technologicznych w Okocimskich Zakładach Piwowarskich" (w Komisji Badań Podstawowych w Zespole Nauk Rolniczych i Leśnych). Na ten cel Akademia Rolnicza w Poznaniu (Wydział Technologii Żywności) otrzymała 67 tys. zł. Nakłady nie są duże, ale rodzi się pytanie: dlaczego pieniądze na typowo usługowe działanie dla firmy Carlsberg mają pochodzić z kieszeni podatnika, a nie klienta browaru Okocim? Dwa lata wcześniej ta sama komisja finansowała projekt "Chipsy z jabłek metodą beztłuszczową". Instytut Maszyn Spożywczych otrzymał na ten cel 230 tys. zł. W 1997 r. Komisja Badań Podstawowych KBN przydzieliła fundusze na projekt "Mrożone desery specjalnego zastosowania". Centralne Laboratorium Chłodnictwa w Łodzi dostało na niego 110 500 zł. Podobnie Akademia Rolniczo-Techniczna w Olsztynie (Wydział Technologii Żywności) uzyskała pieniądze na "opracowanie i wdrożenie sposobu zagospodarowania serwatki kwaśnej oraz wody do produkcji serka cottage cheese". Nakłady na ten projekt sięgają 893 750 zł. To już nie są przelewki. To kolejny dowód na to, że pieniądze podatnika są przez Komitet Badań Naukowych marnowane. Uważam, że powinniśmy zaprotestować i zmusić władze do przeprowadzenia rekonstrukcji KBN. Jeżeli nie zrobimy tego sami, nie możemy liczyć na to, by podatnicy chcieli w większym niż dziś stopniu wspierać nasze prace. Obywatele chcą w Polsce finansować naukę, a nie dolewanie wody do serka typu cottage.

Artykuł został opublikowany w 10/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0