MENU

Dodano:   /  Zmieniono: 

 

Płyta 

Znany miłośnikom muzyki jazzowo-alternatywnej Milo Kurtis zerwał z zespołem Osjan i założył grupę Drum Freaks.Na pierwszej płycie formacji, "Drum Freaks live", wydanej przez Polskie Radio, z liderem grają m.in. Janusz Yanina Iwański, Włodek Kiniorski, Piotr Iwicki, David Saucedo-Valle. Muzyka powinna zadowolić zarówno miłośników jazzu, jak i muzyki świata (stylistycznie znajduje się pośrodku; można tu znaleźć nawiązania do folku różnych narodów). Przede wszystkim spodoba się zwolennikom świetnego, szalonego (jak nazwa zespołu wskazuje) bębnienia.



Wydarzenia: POLSKA

W ramach VII Międzynarodowych Spotkań Sztuki Akcji Rozdroże 2000, organizowanych przez Centrum Sztuki Współczesnej, 24 i 25 listopada w warszawskiej Operze Narodowej wystąpił zespół Trisha Brown Dance Company z Nowego Jorku. Po Pinie Bausch, Kazuo Ono czy Meredith Monk przyjechała do nas kolejna gwiazda. Niestety, występ Trisha Brown Dance Company w Warszawie nie dał wyobrażenia o tym, co zespół robi naprawdę. W pierwszej części obejrzeliśmy "Canto/Pianto", półgodzinny skrót "Orfeusza" Claudia Monteverdiego. Taneczną adaptację dzieła Trisha Brown zrealizowała kilka lat temu w brukselskim Théâtre de la Monnaie. Było to widowisko efektowne i wzruszające. W Warszawie pokazano z niego tylko "ogryzek" - bez scenografii i związanych z nią efektów (w Brukseli na przykład tancerze pływali w powietrzu), w bardzo uproszczonej choreografii. Dwie pozostałe części spektaklu, "Rapture to Leon James" i "Groove and Countermove", oparte na jazzowej muzyce Dave’a Douglasa, sprawiały wrażenie niezbyt efektownego aerobiku. 



Ostatni sezon upłynął na mocnych "wejściach" aktorskiego tercetu z "Ziemi obiecanej" Andrzeja Wajdy. W kinach "Ziemia..." jak nowa, a jej bohaterowie prezentują się nam też w bardziej współczesnych rolach. Andrzej Seweryn wrócił na polskie ekrany kreacją prymasa Wyszyńskiego, Daniel Olbrychski szablą przyćmił swoje najlepsze role, a Wojciech Pszoniak ubiega się o prezydenturę w "Bajlandzie" Henryka Dederki ("Wprost" jest patronem medialnym filmu).
Początek "Bajlandu" to satyra na naszą polityczną obyczajowość. Jan Rydel, biznesmen o niejasnej przeszłości, ubiega się o urząd prezydencki. Efektowne hasła wyborcze ("Oddam, co ukradzione") i ostentacyjna pogarda wobec mediów zjednują mu sympatię wyborców. Ale gdy jest już o krok od wygranej, wycofuje się niespodziewanie z wyścigu. Do tego momentu film Dederki ogląda się z zainteresowaniem. Potem jednak, nie wiedzieć czemu, reżyser (doświadczony dokumentalista, twórca obłożonego sądowym zakazem emisji "Witajcie w życiu") odchodzi nagle od satyry i zmierza w stronę... moralitetu. Dalszego ciągu akcji nie mogą uwiarygodnić nawet doświadczeni aktorzy (m.in. Olaf Lubaszenko, Olgierd Łukaszewicz, Jerzy Kamas). Jak jednemu Pszoniakowi udaje się przebrnąć przez scenariuszowe nieprawdopodobieństwa, pozostanie tajemnicą artysty. Bo Jan Rydel w jego wydaniu - karykaturalny, momentami smutny, a w finale nawet tragiczny - mimo wszystko przekonuje do siebie. Ma w sobie nawet coś z cwanego Moryca Welta z "Ziemi obiecanej". Jeśli więc mimo wszystko warto zobaczyć film Dederki, to właśnie dla kreacji Wojciecha Pszoniaka. (JK)

2 grudnia w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej zostanie uroczyście zamknięta wystawa "Gendai - współczesna sztuka Japonii: pomiędzy ciałem i przestrzenią" (tygodnik "Wprost" sprawował nad nią patronat medialny). Była to pierwsza w tej części Europy tak szeroka i różnorodna prezentacja dzisiejszej sztuki Nipponu. Obejrzało ją ok. 35 tys. osób. Zgodnie z głównym tematem ekspozycji przes-trzeń i umiejscowione w niej ciało prezentowane były na różne sposoby: poprzez proste ukazanie piękna czy stwierdzenie, że każdy wystawiany obiekt jest ciałem, bez względu na to, czym jest - instalacją wideo, rzeźbą kwiatu (Yoshihiro Sudy) czy modelem samochodu lub kombinezonu chroniącego przed wybuchem nuklearnym (Kenji Yanobe). Niektóre prezentacje ocierają się o pornografię, inne służą refleksji nad problemem sztuczności. Nobuyoshi Araki zasłynął serią zdjęć tokijskich, w których od lat utrwala miejskie sceny rodzajowe, m.in. z życia kurtyzan. Yasumasa Morimuri wciela się na swych fotografiach w kobiety z męskich snów, czyli najseksowniejsze aktorki Hollywood, Marylin Monroe, Marlenę Dietrich, Faye Dunaway, Lizę Minnelli czy Sophię Loren. W pracach Takashiego Murakami występują postaci rodem z japońskich komiksów, o dużych, wyrazis-tych oczach, nienaturalnie długich nogach i kształtnych figurach. W tej pozornej fascynacji komiksem widać jednak wyraźną chęć odcięcia się od amerykanizacji. Artysta naśmiewa się tu z niezwykle popularnych w Japonii kreskówek manga, ale nie do końca zdystansował się od kultury masowej - szydząc z niej, stał się jej częścią (powstały kluby jego przeciwników i specjalna strona w Internecie). Mariko Mori zafascynowana jest kulturą techno. W wideoinstalacji wkłada zaprojektowane przez siebie stroje z jaskrawego plastiku i różową perukę. Na wskroś nowoczesna dziewczyna w tym sztucznym i trochę przerażającym świecie sprawuje starodawną ceremonię parzenia herbaty. Połączenie tradycji z przyszłością określa kierunek, w jakim podąża sztuka nie tylko w Japonii, ale i na świecie.

Więcej możesz przeczytać w 49/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0