Epidemia szalonych ludzi

Epidemia szalonych ludzi

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Brytyjska wołowina jest bezpieczna - zapewniał w maju 1990 r. przed kamerami telewizji John Gummer, minister rolnictwa Wielkiej Brytanii, karmiąc swoją czteroletnią córkę hamburgerem. Francuska wołowina jest bezpieczna - deklarował jeszcze 8 listopada tego roku Jean Glavany, francuski minister rolnictwa.
Brytyjska wołowina jest bezpieczna - zapewniał w maju 1990 r. przed kamerami telewizji John Gummer, minister rolnictwa Wielkiej Brytanii, karmiąc swoją czteroletnią córkę hamburgerem. Francuska wołowina jest bezpieczna - deklarował jeszcze 8 listopada tego roku Jean Glavany, francuski minister rolnictwa. Niemiecka wołowina jest bezpieczna - przekonywał w 1996 r. Jochen Borchert, minister rolnictwa Niemiec, a w listopadzie 2000 r. powtórzył to samo jego następca - Karl-Heinz Funke. W Polsce nie ma tradycji żywienia bydła paszami z dodatkiem mączek zwierzęcych, jesteśmy więc bezpieczni - zapewnia minister rolnictwa Artur Balazs. - Jeśli choroba szalonych krów rzeczywiście przenosi się na ludzi, a wiele na to wskazuje, czeka nas tragedia na miarę AIDS - twierdzi tymczasem Stephen Dealler, mikrobiolog z Burnley Hospital w północnej Anglii.


Przez 15 lat, a więc od czasu, kiedy w Wielkiej Brytanii wybuchła epidemia, ludzie zjedli ponad 700 tys. zarażonych zwierząt. "Zarażonych chorobą Creutzfeldta i Jakoba, pochodną BSE, może być ponad 2 mln Brytyjczyków" - twierdzi Dealler. Minister rolnictwa Wielkiej Brytanii Nick Brown jest mniejszym pesymistą: - Na chorobę Creutzfeldta i Jakoba może umrzeć w Wielkiej Brytanii w ciągu najbliższych lat ponad 130 tys. ludzi - szacuje. To samo stanie się najpewniej w kontynentalnej części Europy. W 1995 r. z powodu choroby Creutzfeldta i Jakoba zmarły w Wielkiej Brytanii trzy osoby, w 1998 r. - 18, a w 2000 r. - już 29. Choroba szalonych krów (BSE), a z nią choroba Creutzfeldta i Jakoba (CJD) pokonują kolejne granice. Najpierw stwierdzono BSE wśród bydła w Wielkiej Brytanii, potem w Irlandii, Szwajcarii, Portugalii, a ostatnio również we Francji, w Niemczech, Hiszpanii, Belgii i Holandii.

Jak się umiera na chorobę Creutzfeldta i Jakoba (CJD)
Na BSE zapadło do tej pory 200 tys. krów, a na CJD zmarło 90 osób. Na utajoną postać choroby Creutzfeldta i Jakoba (okres inkubacji może trwać od kilku do 30 lat) cierpią już prawdopodobnie dziesiątki, a może setki tysięcy Europejczyków. Są wśród nich zapewne także Polacy. - Lekarze często nie potrafią zdiagnozować nawet klasycznej odmiany CJD (nie pochodzącej od zwierząt), a co dopiero mówić o jej nowym wariancie, opisanym po raz pierwszy zaledwie cztery lata temu - uważa prof. Paweł Liberski z Zakładu Biologii Molekularnej Akademii Medycznej w Łodzi.
Choroba Creutzfeldta i Jakoba najczęściej mylona bywa z chorobą Alzheimera (jeśli dotknięci nią zostają ludzie starzy) lub z zaburzeniami psychicznymi (gdy chorują młodzi). Tak było w wypadku niespełna trzydziestoletniej Alison Williams. Przez kilka miesięcy nikt nie skojarzył jej dziwnego, nieracjonalnego zachowania z początkiem choroby. Nagle przerwała naukę, choć była jedną z lepszych uczennic. Stała się introwertyczką. Spotykała się tylko z garstką przyjaciół. Miała coraz gorszy nastrój. Lekarz stwierdził depresję. Leczenie nie dało żadnych efektów. Alison zachowywała się coraz dziwniej. Lała wodę do wanny, ale nie brała kąpieli. Wchodziła do wnętrza poszwy kołdry, zamiast się nią przykryć. Zaczęła tracić na wadze. Psychiatrzy uznali zatem, że cierpi na anoreksję. Zanim przystąpili do leczenia, zlecili konsultację u neurologów. Dokładne badania wykazały chorobę CJD.
Cztery ostatnie miesiące życia Alison spędziła w szpitalu. Była sztucznie karmiona. Nagle, tuż przed śmiercią, straciła wzrok. "Nigdy nie jedliśmy dużo wołowiny. Woleliśmy baraninę niż mięso krów. Naukowcy spierają się, ile ludzi umrze z powodu choroby Creutzfeldta i Jakoba. Dla mnie jednak jedna śmierć to i tak za dużo" - mówi dla BBC zrozpaczony ojciec Alison.

Choroba szalonych owiec i krów
Dwieście lat temu po raz pierwszy opisano występującą wśród szkockich owiec chorobę, która zawsze kończyła się śmiercią. Jednym z jej objawów było ciągłe drapanie się, dlatego nazwano ją scrapie (po angielsku "drapać się"). W 1957 r. naukowcy zainteresowali się natomiast chorobą kuru ("śmiejąca się śmierć"), występującą wśród plemienia Fore, żyjącego w górzystych rejonach Papui-Nowej Gwinei. Zapadali na nią ci, którzy podczas rytualnych obrzędów jedli mózgi zmarłych członków plemienia. Objawy choroby - drżenie ciała, utrata równowagi, postępujące fizyczne i umysłowe wyniszczenie - przypominały znaną od lat 20. naszego stulecia, rzadko występującą chorobę odkrytą przez Hansa Creutzfeldta i Alfonsa Jakoba (CJD), dotykającą z reguły ludzi w podeszłym wieku.
Co jednak ma wspólnego scrapie, kuru i rzadka choroba dotykająca ludzi? Okazało się, że bardzo wiele. Mózgi zmarłych ludzi i zwierząt wyglądały podobnie - jak gąbka. Przez wiele lat sądzono, że chorobę wywołuje wirus - do czasu, aż na początku lat 80. amerykański uczony Stanley B. Prusiner opublikował artykuł, który wzbudził drwiny w świecie naukowców. Prusiner stwierdził, że gąbczaste zwyrodnienie mózgu u owiec i u ludzi nie jest wywoływane przez wirusy, bakterie, grzyby ani inne patogeny. Śmiercionośnym czynnikiem jest białko - cząsteczka pozbawiona materiału genetycznego, która jednak (co było prawdziwą sensacją i wzbudziło największy opór specjalistów) potrafi zakażać. Gdy w 1997 r. Prusiner otrzymał za swoje odkrycia Nagrodę Nobla, w Europie szalała już epidemia BSE i zaczęła zbierać swe żniwo choroba CJD.

Choroba szalonych zwierząt, czyli ludzi
Wszystko zaczęło się 11 lutego 1985 r., gdy zidentyfikowano w Wielkiej Brytanii - u "krowy 133" - chorobę szalonych krów. Rok później zanotowano 63 przypadki BSE, a w 1992 r. - ponad 36 tys.! Źródłem epidemii - ustalili naukowcy - była dodawana do paszy roślinożernych zwierząt karma wzbogacana mięsem i kośćmi padłych owiec - w ten sposób natura zemściła się za ingerowanie w jej naturalny cykl.
"Przeskoczenie" prionów z owiec na krowy natychmiast zrodziło pytanie, czy śmiercionośne białko może zainfekować także ludzi. Na odpowiedź czekaliśmy zaledwie dziesięć lat - do 1996 r., gdy okazało się, że w Wielkiej Brytanii ludzie zaczynają umierać na tzw. nowy wariant choroby Creutzfeldta i Jakoba (nCJD). Dziś naukowcy nie mają prawie żadnych wątpliwości, że nCJD to choroba szalonych krów, która "przeskoczyła" na ludzi. W jaki sposób? Śmiercionośne priony kryją się najpewniej w mózgu, rdzeniu kręgowym, siatkówce, krwi, szpiku kostnym oraz jelitach - jedzenie wołowego mięsa mogło więc wywołać nCJD u ludzi.

Brytyjskie krowy na kambodżańskich polach minowych, czyli wojna z lobby producentów wołowiny
W 1996 r. poseł rządzącej wówczas Partii Konserwatywnej nazwał "głupią krową" Harriet Harman (minister zdrowia w gabinecie cieni Partii Pracy), gdy zarzuciła gabinetowi Johna Majora zbyt małe zdecydowanie w walce z BSE. Wprowadzając kolejne zalecenia przeciwko chorobie szalonych krów, rząd Wielkiej Brytanii miał jednak twardy stek do zgryzienia: napotykał zdecydowany opór silnego lobby producentów wołowiny. Batalii towarzyszyły ogromne emocje. 58-letni rolnik John Capp z Beckingham w południowo-wschodniej Anglii popełnił nawet samobójstwo w związku ze stratami ponoszonymi z powodu epidemii BSE.
Rząd Wielkiej Brytanii wprowadził zakaz dodawania do pasz produktów pochodzenia zwierzęcego. Posta-nowiono też zabić zagrożone chorobą bydło - w sumie 2,6 mln krów. Czy jednak rzeczywiście wybito wszystkie zakażone zwierzęta? Dziennikarze jednej z kambodżańskich gazet zaproponowali, by zakażone krowy przysłano do nich: "Wypuścimy je na pola minowe, które pozostały po wojnie, i oba problemy będziemy mieli z głowy" - napisali. Pewne są dwie rzeczy. Po pierwsze, chore bydło nie pojechało do Kambodży. Po drugie, w latach 1985-1990 z Wielkiej Brytanii wyeksportowano do dalszej hodowli prawie 60 tys. krów - ujawniła Komisja Europejska. W całej Europie przez długi czas bagatelizowano zagrożenie. Niewielkie efekty przyniosło blokowanie granic. Politykom we wszystkich krajach UE z każdym miesiącem coraz trudniej było walczyć z lobby producentów wołowiny, ponoszącym coraz większe straty. Od stycznia do sierpnia 2000 r. we Francji obroty w handlu wołowiną wyniosły ponad 15 mld franków; w październiku, po wykryciu u krów BSE, popyt na mięso wołowe spadł we Francji o połowę. Dokąd sprzedawane są jego nadwyżki?

Ile wołowiny z BSE zjedliśmy w Polsce?
- Do naszego kraju przemyca się mięso i inne artykuły pochodzenia zwierzęcego, które pochodzą prawdopodobnie od krów zainfekowanych BSE - twierdził już w 1997 r. prof. Marian Truszczyński, mikrobiolog, dyrektor Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach. - Wydałem polecenie poddania każdej hodowlanej krowy, która jest wwożona do Polski, 28-dniowej kwarantannie. Wszystkie już sprowadzone zwierzęta przeznaczone do uboju będą również badane na obecność prionów - uspokaja dziś dr Andrzej Komorowski, główny inspektor weterynaryjny. Czy jednak znajdą się na to pieniądze, skoro test kosztuje około 120 zł? Główny inspektor sanitarny i Rada Sanitarno-Epidemiologiczna twierdzą natomiast, że należy zakazać importu do Polski wołowiny, krów i białka kolagenowego ze wszystkich krajów europejskich. - Wprowadzenie zakazu importu wołowiny tylko z niektórych krajów nie zda egzaminu. Wołowina francuska może trafić do Polski na przykład jako słowacka lub czeska - uważa Paweł Policzkiewicz, główny inspektor sanitarny.
Przemyt wołowiny, której popularność i ceny gwałtownie w Europie Zachodniej spadają, stał się niezwykle lukratywnym interesem. Wołowina na giełdzie w Berlinie jest dwukrotnie tańsza niż w Polsce. Surowiec nie dopuszczony do obrotu handlowego z powodów sanitarnych - nawet dziesięciokrotnie tańszy. Zysk z nielegalnego transportu 50 krów przekracza 55 tys. USD. Zysk z transportu dokąd? Na przykład do Polski. Biorąc pod uwagę skuteczność naszych służb granicznych, można przypuszczać, że wwiezienie nie kontrolowanego przez służby sanitarne transportu zwierząt bądź mięsa nie nastręczało do tej pory dużego problemu. Gdzie to mięso jest sprzedawane? Na przykład na bazarach. Sprzedawcy, z którymi rozmawialiśmy, zapewniają wprawdzie solennie, że ich towar "pochodzi od sprawdzonych, krajowych producentów", ale jednocześnie przyznają, że zgłaszają się do nich pośrednicy, którzy "oferują wołowinę o 30-40 proc. tańszą od ceny hurtowej". I dodają, że choć sami "nigdy nie skorzystali z takiej oferty", to znają "takich, którzy dali się skusić".
Od sprzedaży mięsa z importu zgodnie odżegnują się natomiast wielkie sieci handlowe. Przedstawiciele Géanta, Auchan czy Hita twierdzą, że sieci te zawsze korzystały z usług lokalnych producentów i nigdy nie sprowadzały mięsa i jego przetworów z zagranicy. W supermarketach Carrefour dziennikarze "Życia" znaleźli jednak produkty zawierające wołowinę z zagrożonej BSE Francji. Nasze dziennikarskie śledztwo wykazało, że podobne wyroby można nabyć również w supermarketach Tesco. 29 listopada 2000 r. kupiliśmy tam zawierające wołowinę gotowe dania niemieckich firm Erno’s i Dr. Oetker, mimo że polskie władze zakazały importu wołowiny oraz jej przetworów z zagrożonych BSE Niemiec.

Choroba Creutzfeldta i Jakoba w Polsce?
- Wcześniej czy później prawdopodobnie stwierdzimy u nas występowanie nCJD, czyli nowego wariantu choroby Creutzfeldta i Jakoba - uważa prof. Paweł Liberski. W Polsce panują wręcz idealne warunki do szerzenia się tej choroby: weterynarze nie sprawdzają, czy przeznaczone na rzeź zwierzęta nie cierpią na gąbczaste zwyrodnienie mózgu, a wielu lekarzy nie umie prawidłowo zdiagnozować choroby Creutzfeldta i Jakoba u ludzi.
Na razie wykryto w naszym kraju jedynie zachorowania na klasyczną odmianę choroby Creutzfeldta i Jakoba, której przyczyną są zmiany genetyczne. - Na świecie na CJD zapada jedna na milion osób. W Polsce lekarze powinni mieć zatem do czynienia z 40 pacjentami rocznie. Tymczasem potwierdzonych zachorowań na klasyczną odmianę choroby Creutzfeldta i Jakoba mamy zaledwie kilkanaście rocznie - przypomina prof. Liberski. Jedna z pacjentek, u której stwierdzono klasyczną odmianą choroby Creutzfeldta i Jakoba, miała niewiele ponad 20 lat. Przez długi czas podejrzewano, że cierpi na nowy wariant choroby Creutzfeldta i Jakoba, ale badania nie potwierdziły tych podejrzeń.

Ile naszych krów cierpi na BSE?
Chorobę szalonych krów wykryto już w Niemczech. - Z biologicznego punktu widzenia jest mało prawdopodobne, by w Polsce nie było pojedynczych zachorowań na BSE - uważa prof. Liberski. Dopóki jednak badane będą wyrywkowo tylko padłe zwierzęta, dopóty nie dowiemy się, czy nasze krowy cierpią na gąbczaste zwyrodnienie mózgu.
Paraliżujący strach przed chorobą Creutzfeldta i Jakoba bierze się z braku wiedzy na jej temat. Nie wiadomo dokładnie, ile krów cierpi na gąbczaste zwyrodnienie mózgu, ani w jakich okolicznościach może dojść do zakażenia ludzi. W Wielkiej Brytanii chorobę szalonych krów wykryto u prawie 180 tys. krów, a na chorobę Creutzfeldta i Jakoba zmarło prawie 90 osób. We Francji zdiagnozowano zaś BSE u 50 krów, a nowy wariant Creutzfeldta i Jakoba u czterech osób. Ostatnio gwałtowny wzrost liczby chorych zwierząt stwierdzono w Portugalii. Nie wiadomo jednak, czy rzeczywiście krowy częściej chorują, czy jest to efekt dokładniejszych badań. W Szwajcarii po zastosowaniu nowych testów okazało się, że zarażonych jest dwa razy więcej zwierząt, niż sądzono.
O polskich krowach nie wiemy natomiast nic. Testy wykonano jedynie u około 500 padłych krów. Nie ma natomiast obowiązku przeprowadzania badań na obecność prionów u wszystkich zwierząt prowadzonych na rzeź.

Jak się nie dać chorobie Creutzfeldta i Jakoba
Prezydent Francji Jacques Chirac na wieść o rozprzestrzeniającej się epidemii szalonych krów zrezygnował ze swej ulubionej potrawy: głowy wołu. - Na pewno wykluczenie wołowiny z jadłospisu zminimalizuje ryzyko zachorowania, ale nie ustrzeże nas przed nią w 100 proc. - mówi prof. Liberski. Substancje pochodzące z krów można bowiem znaleźć w cukierkach żelatynowych, w szczepionkach, w kosmetykach, w parafarmaceutykach i lekach. Groźne mogą się także okazać powszechnie stosowane zabiegi medyczne wykonywane niedokładnie wyjałowionymi narzędziami chirurgicznymi lub narzędziami, których nie można sterylizować (na przykład stosowanymi do badań endoskopowych). W Szwajcarii jeden z chorych na nCJD zaraził się w wyniku zastosowania u niego niewyjałowionych elektrod. Niebezpieczne stają się także wszelkie transplantacje i transfuzje krwi. W USA, Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii nie przyjmuje się krwi od osób, które przebywały przez pewien czas w Wielkiej Brytanii i we Francji. W Europie odnotowano już trzy przypadki zakażenia CJD podczas przeszczepienia rogówki. W Wielkiej Brytanii wprowadzono zakaz przetaczania plazmy. Uważa się bowiem, że jest to jedna z bardziej zakaźnych frakcji krwi.

Alarm przeciwwołowinowy
W listopadzie 1997 r. w Rudzie Śląskiej ktoś rozwiesił plakaty z ostrzeżeniem, że sanepid wykrył w hurtowniach i sklepach regionu mięso zakażone BSE. Był to głupi żart, ale - jak uczy brytyjskie doświadczenie - w sprawie choroby szalonych krów lepiej alarmować na zapas. - Gdyby usłuchano pierwszych ostrzeżeń, liczbę zakażonych BSE krów i chorych na nCJD ludzi udałoby się zmniejszyć o jedną trzecią - przyznał w 1998 r. prof. Roy Anderson, jeden z doradców rządu brytyjskiego. Zagrożeniem epidemią przejęli się natomiast Amerykanie. Choć nie stwierdzono u nich żadnego przypadku BSE ani nCJD, w wielu miejscowościach powstały punkty konsultacyjne dla przeciętnych zjadaczy hamburgerów. W Polsce informacji na temat choroby próbuje na razie udzielać tylko kilku zapalonych naukowców.

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1