Umowne umowy

Umowne umowy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kilkaset milionów złotych rocznie traci budżet na kontraktach, których stroną jest państwo


Z nikim się tak przyjemnie nie prowadzi interesów jak z państwem. To jedyny kontrahent, dla którego robienie interesów jest ważniejsze niż zrobienie interesu" - twierdził Armand Hammer, amerykański "czerwony" milioner. Kontrole umów, w których stroną jest skarb państwa, dowodzą, że zawierają one niekorzystne dla państwa klauzule i warunki. W ten sposób do budżetu nie wpływają co roku setki milionów złotych. Podczas zawierania kontraktów po stronie państwa ścierają się różne interesy, natomiast partnerem państwa jest zwykle jedna firma, która wie, co chce osiągnąć.

W kontrakcie zawartym w 1996 r. przez Państwowe Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) z rosyjskim koncernem Gazprom (chodzi o przebiegający przez Polskę gazociąg Jamał-Europa Zachodnia i dostawy gazu dla naszego kraju), znalazły się zapisy, zgodnie z którymi Polska będzie musiała płacić nawet za gaz jej niepotrzebny i nie odebrany. Państwo miało też zarabiać na tranzycie gazu, pobierając podatki od zysku firmy EuRoPol Gaz, właściciela polskiego odcinka rurociągu - tak ustalono w umowie. EuRoPol Gaz prowadzi jednak kosztowne inwestycje, dlatego trudno się w najbliższych latach spodziewać, by firma ta miała jakiekolwiek zyski. Z tego samego powodu na dywidendy nie może liczyć kontrolowane przez państwo PGNiG, właściciel 48 proc. udziałów w spółce EuRoPol Gaz.
Wedle inspektorów NIK, o 27 mln zł za dużo wydano podczas prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej SA. NIK zarzuca TP SA, że w pierwszym etapie prywatyzacji wybrano najdroższą ofertę doradczą, a w drugim również nie skorzystano z najlepszej oferty. Kontrowersje budzi sprzedaż 30 proc. udziałów PZU SA konsorcjum Eureko i BIG Banku Gdańskiego. Umowę sformułowano tak, że skarb państwa ma w radzie nadzorczej tyle samo miejsc, ile mniejszościowy udziałowiec. Wiele interpretacyjnych furtek pozostawia też umowa na komputeryzację ZUS. W kontrakcie wartym 700 mln zł nie sprecyzowano, jak powinien wyglądać nowy system komputerowy ani w jakich warunkach prawnych ma działać. Kłopoty i koszty pomnożyło przyjęcie aneksu do umowy. Wszelkie koszty będące konsekwencją źle sformułowanej umowy - a mogą one przekroczyć miliard złotych - ponosi budżet, czyli podatnicy.
Najtrudniejsze do zdefiniowania są interesy państwa podczas przekształceń własnościowych. Można twierdzić - jak politycy PSL - że podpisując umowę z Fiatem, przedstawiciele skarbu państwa poszli na zbyt duże ustępstwa. Fiat nie zapłacił przecież za akcje bielskiej FSM i przejął jej majątek. Włosi zyskali też prawo do ulg podatkowych - tylko w 1999 r. wyniosły one 500 mln zł. Jednak włoski koncern przejął też długi bielskiej fabryki, zagwarantował utrzymanie, a nawet zwiększenie zatrudnienia oraz zainwestował setki milionów dolarów. Podobnie było w wypadku umowy z Daewoo, w której znalazły się korzystne dla Koreańczyków klauzule. Koncern może liczyć na przykład na umorzenie podatku w wysokości 242,2 mln USD. Co by się jednak stało, gdyby Koreańczycy nie kupili FSO?
Kontrole umów prywatyzacyjnych dowodzą, że najczęściej przedstawiciele skarbu państwa zaniżają wycenę majątku. Najgłośniejszą w ostatnich latach sprawą tego typu była prywatyzacja Domów Towarowych Centrum SA. Kontrola wykazała, że DTC sprzedano po rażąco zaniżonej cenie. Inspektorzy NIK twierdzą, że gdyby cenę wyznaczono według rynkowej wartości spółki, skarb państwa mógłby zarobić na tej transakcji nawet 80 mln zł więcej. - Nie ma systemu weryfikacji wycen majątku narodowego i za bardzo ufa się firmom doradczym - mówi Janusz Wojciechowski, prezes NIK.

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0