Wirtualny wywiadowca

Wirtualny wywiadowca

Dodano:   /  Zmieniono: 
Każdy internauta zostawia w sieci ogromną liczbę informacji o sobie


Internetowi detektywi dzień i noc wędrują po sieci w poszukiwaniu tajnych informacji na temat firm, instytucji oraz osób prywatnych

W sieci zostawiamy więcej informacji, niż znajduje się w archiwach służb specjalnych. Z Internetu dowiemy się, że Leszek Miller jest miłośnikiem aktów, pasją Aleksand-ra Domogarowa jest ogrodnictwo, Justyna Steczkowska próbowała kwasu, a premier Jerzy Buzek uważa, iż prezydent Białorusi bywa dowcipny. Internauci codziennie zostawiają w sieci swoje dane osobowe, w czatach i listach dyskusyjnych dzielą się poglądami i odczuciami. Globalne archiwum mogą następnie wykorzystać osoby potrzebujące informacji. Czasem sami poszukujemy znajomych, z którymi straciliśmy kontakt, czasami to szpiedzy konkurencji sprawdzają, co słychać w naszej firmie. Właśnie w tym celu do Internetu zagląda wielu menedżerów. Tu najszybciej mogą znaleźć dane na temat swoich przeciwników. O losie ważnego kontraktu może przecież przesądzić rybka podarowana utajonemu amatorowi akwarystyki.


Jak szukać w sieci
Najprostsze wyszukiwanie polega na wpisaniu imienia i nazwiska w kilku wyszukiwarkach. Wyniki mogą być niezwykle ciekawe. Niekiedy poznamy nazwę szkoły, do której chodził obiekt naszego zainteresowania (jeśli opublikowała listę absolwentów). Zdarzyć się może, że ustalimy temat jego pracy magisterskiej lub uprawiany przez niego sport. Jeśli podamy adres danej osoby, łatwo będzie sprawdzić w katalogu firm, czy jest pod nim zarejestrowane jakieś przedsiębiorstwo. Jeżeli znamy numer telefonu, w bazach ogłoszeń prasowych "Gazety Wyborczej" ustalimy, czy dany człowiek sprzedawał jakiś przedmiot lub nieruchomość i podał numer, pod jakim można się z nim kontaktować. W poszukiwaniach pomogą nam także książki telefoniczne on line i bazy wywiadowni gospodarczych. W jednej z nich, poznańskim Meriksie, znajdziemy informacje na temat firm z Dalekiego Wschodu. Swoje bazy danych mają gracze w scrabble, miłośnicy lasu (www.lasy.pl) i mieszkańcy Głogówka nad Odrą. Prawie wszędzie oprócz pseudonimu i adresu e-mailowego przy nazwiskach widnieją adresy pocztowe, listy zainteresowań i wiek użytkownika. Podobnie jest na ICQ - jednym z najpopularniejszych programów do prowadzenia wirtualnych rozmów. Trzeba jednak pamiętać, że w Internecie nie brakuje danych fałszywych, i to właśnie oddzielenie ich od prawdziwych stanowi największy problem.

E-detektyw na tropie
Internet to raj dla detektywów. Na zamówienie osób prywatnych i firm dzień i noc wędrują po sieci w poszukiwaniu wiadomości o konkurencji. - Wszystko, zarówno artykuły dziennikarzy, jak i wypowiedzi polityków, jest źródłem informacji - mówi Mariusz Kuziak, szef marketingu portalu Interia.pl.
Wiele firm sprawdza w ten sposób kandydatów na pracowników. - Internet jest bardzo przydatny, żeby uściślić fakty na ich temat. Wpisujemy nazwisko w wyszukiwarce i natychmiast mamy dane; na przykład - jakim budżetem wcześniej zarządzał kandydat lub jakim projektem kierował - mówi Wojciech Borsucki, dyrektor firmy doradczej Hill International. Do poszukiwań w sieci Hill International zatrudnia specjalnych pracowników. Niektóre korporacje zajmują się wyłącznie zbieraniem danych o internautach. - Amerykańskie firmy oferują komputer z darmowym dostępem do Internetu, na przykład przez miesiąc, pod warunkiem że wypełni się formularz z pytaniami między innymi o płeć i wiek i wyrazi zgodę na otrzymywanie reklam - mówi Aleksander Czarnowski, prezes firmy Avet, zajmującej się bezpieczeństwem sieciowym. W ten sposób tworzy się bazę danych, którą później można sprzedać innemu przedsiębiorstwu. W Polsce komplet danych jednej osoby kosztuje około złotówki. Informacje o nas mogą zostać przechwycone również w inny sposób - na przykład gdy pobieramy z Internetu jakiś program lub wchodzimy na stronę pornograficzną.

Ślady zostawiamy sami
Mało kto zdaje sobie sprawę, że najwięcej danych o sobie zostawiamy na listach dyskusyjnych, robiąc zakupy w wirtualnych sklepach bądź zakładając prywatne witryny. Prawdziwą skarbnicą jest serwis Deja.com - przeszukiwarka list dyskusyjnych. Tu możemy natrafić na trop prezesa koncernu, który na przykład udziela się w grupie miłośników gier komputerowych. - Moje ślady można znaleźć na stronie WWW. Osoby, które zajmują się wyszukiwaniem adresów e-mailowych, bez wątpienia je odnajdą. Dane na mój temat dostępne są też na Zachodzie - robiłem tam zakupy przez Internet - przyznaje Mariusz Kuziak. Prawdziwy wywiadowca znajdzie w sieci nawet informacje o osobach, które tylko raz skorzystały z Internetu. - Jeśli wpisujemy gdzieś nasze dane, to tak, jak byśmy zostawiali odcisk palca - mówi prezes firmy Avet. Bardzo łatwo ustalić, skąd, z jakim adresem, a nawet o której godzinie łączono się przez Internet. Abonenta można również namierzyć, jeśli korzysta z usług TP SA. Na serwerach Telekomunikacji zostają bowiem logi, czyli zestawienia numerów telefonicznych, z których łączono się z Internetem. Co więcej, właściciel każdej strony WWW zna numer IP, którego używa osoba odwiedzająca jego witrynę. Do tego trzeba dodać cookies, czyli ciasteczka, dzięki którym po wejściu na czyjąś stronę będziemy rozpoznawani. Swoje sposoby prowadzenia internetowego wywiadu mają nawet duże firmy. Niekoniecznie trzeba przeglądać zawartość witryny konkurencji, wystarczy się w niej zalogować. Można się na przykład dowiedzieć, czy znajduje się na serwerze przedsiębiorstwa, czy u providera. To cenne informacje.

Jak się ustrzec przed upolowaniem w sieci
Są jednak sposoby na to, by się uchronić przed wykorzystaniem informacji o nas. Możemy spróbować się ukryć, zakładając na przykład anonimowe konto pocztowe. Wiele portali zrezygnowało już z wymogu wpisywania danych identyfikacyjnych, takich jak nazwisko i miejsce zamieszkania. Wystarczy wymyślić pseudonim i - jeśli nie chcemy dostawać setek reklam - określić swoje zainteresowania. W sieci działają też serwisy zapewniające praktycznie całkowitą ochronę. "Nikt nie będzie śledził twoich kroków w Internecie"- reklamuje się Anonymizer.com. W jego bazie znajduje się ponad 773 mln adresów. Jeśli zdecydujemy się na wykupienie usług serwisu, możemy szaleć na tych stronach do woli bez obaw. Serwis Zix-Mail (www.zixmail.com) może zabezpieczyć e-mail w taki sposób, że nikt poza adresatem nie będzie mógł go otworzyć. - To od nas zależy, czy podamy informacje o sobie - przekonuje Mariusz Kuziak.

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0