Homo perfectus

Homo perfectus

Dodano:   /  Zmieniono: 
Pięćdziesiąt tysięcy dolarów dla kobiety, która sprzeda swoją komórkę jajową - takie ogłoszenie zamieszczono w jednej z amerykańskich gazet. Nie chodziło jednak o przypadkową dawczynię. Miała być młoda, mieć ponad 170 cm wzrostu i wysoki iloraz inteligencji. Większość krajów europejskich nie zezwala ani na dobieranie dawczyń komórek jajowych przez zainteresowanych bezdzietnych, ani na wolnorynkową sprzedaż komórek rozrodczych.
Udoskonalanie człowieka prowadzi do podziału przedstawicieli gatunku homo sapiens na zmodyfikowanych genetycznie i resztę

Pięćdziesiąt tysięcy dolarów dla kobiety, która sprzeda swoją komórkę jajową - takie ogłoszenie zamieszczono w jednej z amerykańskich gazet. Nie chodziło jednak o przypadkową dawczynię. Miała być młoda, mieć ponad 170 cm wzrostu i wysoki iloraz inteligencji. Większość krajów europejskich nie zezwala ani na dobieranie dawczyń komórek jajowych przez zainteresowanych bezdzietnych, ani na wolnorynkową sprzedaż komórek rozrodczych. Prawo francuskie na przykład dopuszcza wyłącznie wyrównanie strat poniesionych przez dawczynie w związku z przerwaniem przez nie pracy na czas pobytu w szpitalu oraz wypłacenie niewielkiej gratyfikacji za niewygody związane z zabiegiem endoskopowego pobrania jaj. Opłata nie powinna być wysoka, żeby nie stwarzać niezdrowej motywacji. Bezpłodne pary z krajów, gdzie prawo nie pozwala na handel kobiecymi gametami, wyjeżdżają więc do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Hiszpanii lub Belgii.


Ceny za takie usługi idą w górę, a kolejki oczekujących nie maleją. W ubiegłym roku wiele amerykańskich klinik dokonujących zapłodnienia pozaustrojowego podniosło zapłatę za komórki jajowe do 5 tys. USD. Dziś usługa ta kosztuje prawie dwadzieścia razy więcej niż przed piętnastu laty, kiedy metoda ta dopiero startowała. Bezdzietne pary są zresztą gotowe zapłacić dużo więcej za jajo najlepszej kandydatki. Według informacji "New York Timesa", pewne bogate małżeństwo umieściło w gazetach wydawanych przez amerykańskie uniwersytety anons: "Poszukujemy dawczyni jaj. Wysoka nagroda". Ze wskazanym w ogłoszeniu pośrednikiem skontaktowało się ponad 200 kobiet.
W gazetach znaleźć można również oferty kobiet chcących sprzedać komórki. Reklamują one swoje uroki fizyczne i zalety umysłu: "Wzrost: 5 stóp 10 cali, zgrabna sylwetka, wysokie wyniki testów na inteligencję, żadnych problemów medycznych w rodzinie. Cena: 50 tys. USD". Można też nawiązać kontakt z klientami przez Internet. Wiele klinik zapłodnienia pozaustrojowego w Kalifornii, Kolorado czy na Hawajach informuje na swoich stronach WWW, według jakich kryteriów należy dokonywać wyboru. Międzynarodowe Centrum Płodności w Indianapolis wysyła kopie listów potencjalnych dawczyń, łącznie z ich fotografiami, a także zdjęciami ich dzieci. W Belgii i Holandii zaleca się zainteresowanym parom bezpośrednie spotkania z kobietami, które chcą sprzedać swoje komórki jajowe. We Francji natomiast długo przestrzegano zasady anonimowości dawczyń. Przyszli rodzice nie mogli wiedzieć, od kogo pochodzi jajo, ale musieli wyszukać osobę gotową ofiarować swoją komórkę następnej parze. Chętnych do takiego poświęcenia było niewiele, a bezpłodne kobiety czekały na zabieg ponad dwa lata.
Od pewnego czasu amerykańscy i kanadyjscy lekarze przyjeżdżają do Francji, aby w salonach paryskich hoteli spotykać się z bezpłodnymi parami chcącymi kupić komórkę jajową od wybranych przez siebie kobiet. Decyzję ułatwiają także katalogi ze zdjęciami i danymi kandydatek. Dzięki bankom spermy oraz ofertom w Internecie osoby zainteresowane mogą również wybrać plemniki od noblistów, atletów oraz zwycięzców turniejów golfowych czy szachowych. Skoro rodzice opłacają dzieciom lekcje tenisa lub muzyki, dlaczego nie mieliby zapłacić nieco wcześniej, kupując geny uzdolnionych tenisistów lub kompozytorów? Czemu nie mieliby zadbać o ich zdrowie, wybierając najlepszy embrion? Etyka ewoluuje razem z techniką.
Współczesne metody prokreacji przy użyciu high-tech pozwalają nie tylko wybierać jaja i plemniki, ale również dokonywać selekcji ludzkich zarodków. Dopóki misterium poczęcia dokonywało się w sypialni, dopóty rodzice nie mieli wielkiego wpływu na to, jakim potomkiem obdarzy ich los. Od kiedy nad procesem tym sprawują kontrolę specjaliści, jaja i plemniki można zbadać i ocenić. Genetyczne metody diagnostyczne, ułatwiające odróżnienie gorszych ludzkich embrionów od lepszych, stają się coraz dokładniejsze. W połowie lat 80. umożliwiały określenie płci i ryzyka pojawienia się związanych z nią chorób, takich jak hemofilia. Dziś dostępne są na rynku biochipy DNA analizujące poszczególne geny. Ułatwiają określenie najważniejszych cech dziecka w rekordowo krótkim czasie.
Biochipy staną się wkrótce popularnym sposobem na znalezienie błędów genetycznych i tworzenie kart genów. Analizy takie będą przeprowadzane sto razy szybciej niż za pomocą dotychczasowych metod. Lekarze będą wykrywali przede wszystkim mutacje powodujące raka, cukrzycę, choroby układu krążenia czy układu nerwowego, które można zidentyfikować we wczesnym stadium rozwoju organizmu. Wkrótce wystarczy kilka biochipów DNA, aby otrzymać wykaz wszelkich groźnych anomalii w kilkudziesięciu tysiącach genów zawartych w komórkach embrionu.
Następnym stopniem udoskonalania mającego przyjść na świat człowieka będzie manipulacja zmieniająca cechy zarodka. Prof. Jacques Testart, "ojciec" pierwszego francuskiego dziecka z próbówki i jeden z dyrektorów we francuskim Narodowym Instytucie Nauki i Badań Medycznych, uważa, że zapłodnienie in vitro stwarza okazję do daleko idących interwencji. "Zamiast wstrzykiwać informację genetyczną dorosłemu osobnikowi złożonemu z miliardów komórek, można włączyć ją do komórki dającej początek wszystkim innym, czyli do zapłodnionego jaja, gdzie informacja ta połączy się z materiałem genetycznym, wspólnym wszystkim komórkom organizmu". Od dawna przeprowadza się takie eksperymenty na zwierzętach. Niedługo specjaliści będą mogli nie tylko dodawać geny, ale także wymieniać je na lepsze.
Biochipy DNA nie tylko ułatwią selekcję embrionów, ale również kreowanie potomstwa o wybranych cechach. Perspektywy, jakie otwiera współczesna inżynieria genetyczna, do tego stopnia przeraziły prof. Testarta, że zrezygnował z dalszych prac w tej dziedzinie.
Praktyki zmierzające do udoskonalania człowieka doprowadzą do podziału przedstawicieli gatunku homo sapiens na zmodyfikowanych genetycznie i resztę - uważa prof. Lee Silver, biolog z Princeton University. Genetycznego poprawiania embrionów, jego zdaniem, nie będzie można uniknąć, bo istnieje ogromne zainteresowanie takimi usługami.
Coraz więcej rodziców chce udoskonalić swoje potomstwo, zapewnić mu przewagę już w momencie urodzenia, wyposażając w cechy, których bez genetycznej interwencji byłoby pozbawione. Lista pożądanych cech obejmuje idealne zdrowie, doskonały wygląd, wybitny intelekt. Można się spodziewać, że ludzie, którzy dużo zapłacą za interwencję genetyczną, nie będą sobie życzyli, aby ich dzieci łączyły się z osobnikami nie udoskonalonymi. Nie można wykluczyć, że idealnym dzieciom będzie się wszczepiać związki chemiczne, zmieniające sposób łączenia się plemników z jajami. Mogłyby one wówczas mieć potomstwo tylko z osobami, które także zostały poddane ingerencji genetycznej. "Taki podział to najbardziej przerażająca rzecz, jaka mogłaby się ludzkości przydarzyć. Genetycznie ulepszeni uważaliby, że mają prawo dyskryminować pozostałych. Mogliby ich traktować tak źle, jak my traktujemy inne inteligentne gatunki naczelnych, na przykład szympansy, przeprowadzając na nich eksperymenty i pozbawiając ich wolności" - ostrzega amerykański uczony, znany z krytycznych wypowiedzi na temat poczynań współczesnych embriologów.

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0