Król roszad

Król roszad

Pucz w Mińsku? Białoruskiego prezydenta chcą odsunąć od władzy jego pretorianie? Szybko się okazało, że te uzyskane przez nas nieoficjalnie informacje mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nic dziwnego, prezydent Łukaszenka zachowuje się jak wytrawny szachista. Niektórzy białoruscy opozycjoniści uważają, że jedyne, czego się po nim można spodziewać, to nieoczekiwane decyzje personalne.
Pucz w Mińsku? Białoruskiego prezydenta chcą odsunąć od władzy jego pretorianie? Szybko się okazało, że te uzyskane przez nas nieoficjalnie informacje mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nic dziwnego, prezydent Łukaszenka zachowuje się jak wytrawny szachista. Niektórzy białoruscy opozycjoniści uważają, że jedyne, czego się po nim można spodziewać, to nieoczekiwane decyzje personalne. Dla innych gra Łukaszenki jest przejrzysta: pozbawiony skrupułów autokrata przesuwa pionki na krajowej scenie politycznej, by się pozbyć konkurencji. Na wszelki wypadek. Aleksandra Łukaszenkę obalić mogłaby tylko Moskwa, ale tej białoruski reżim jest na razie na rękę. Świadczy o tym m.in. 100 mln USD, wyasygnowanych przez rząd rosyjski Łukaszence - na podtrzymanie gasnącej gospodarki - na ostatnim szczycie WNP w Mińsku.
- W białoruskich strukturach administracyjnych nie ma otwartej opozycji wobec dyktatury - podkreśla Siarhej Ausiannik z opozycyjnego miesięcznika "Epoka". Ludzie obejmujący wysokie stanowiska w aparacie państwowym są starannie selekcjonowani. Żaden z takich wybrańców nie odważy się rzucić wyzwania despotii. Reżim dobitnie pokazał, że nie patyczkuje się z przeciwnikami. Niektórzy z nich zaginęli w tajemniczych okolicznościach. Dokonując częstych przetasowań, znienacka powołując i odwołując funkcyjnych, Łukaszenka stwarza w kręgach elity atmosferę niepewności. Ma ona również zapobiegać powstaniu zorganizowanej opozycji.
Jednym ze stałych elementów kadrowego pejzażu kraju jest Michaił Miasnikowicz, obecny szef administracji Łukaszenki. Jego kariera układa się gładko od 1990 r. - "nieśmiertelny" Miasnikowicz był wówczas wicepremierem radzieckiej jeszcze Białorusi. Nie zagrożona jest pozycja Władimira Jegorowa, szarej eminencji na dworze Łukaszenki, byłego reprezentanta radzieckiego MSW w okupowanym Afganistanie. Jegorow - nie wiadomo czemu mający w skołowanym społeczeństwie reputację demokraty - kierował MSW za rządów Wiaczesława Kiebicza. Za czasów Łukaszenki zdążył być już szefem KGB oraz parlamentarnej komisji do spraw bezpieczeństwa kraju. Wpływową postacią obozu władzy jest też Anatolij Tozik, stojący na czele Komitetu Kontroli Państwowej. Zasłynął powiedzeniem, że nie ma nic przeciwko opozycji, a tylko "bada obiekty". To ci ludzie do spółki z Łukaszenką podejmują dziś na Białorusi wszelkie decyzje personalne.
Inni funkcjonariusze państwowi przychodzą i odchodzą. W sprzyjających okolicznościach lądują za granicą w charakterze ambasadorów, pechowcy trafiają do więzień albo czeka ich polityczny niebyt. Pewni swego stołka nie mogą być również dyrektorzy państwowych firm. Rotacja obejmuje co roku 40-50 proc. kadry zarządzającej przedsiębiorstw. Nowo mianowani zmuszeni są manifestować lojalność, by za szybko nie popaść w niełaskę.
Moskwa akceptuje bez wahania rozgrywki i kaprysy byłego dyrektora sowchozu. Dla niej ten mistrz roszad jest wygodnym aliantem, łatwym do manipulowania, bo zakochanym we władzy. Pozycja Łukaszenki jest znacząca, ponieważ kieruje państwem buforowym, sąsiadującym z NATO-wską Polską.
- Despota wychodzi ze skóry, aby zyskać poklask Moskwy - uważa Alena Strelkowa z "Epoki". Zorientowawszy się, że po dojściu do władzy Władimira Putina nie ma szans na objęcie najwyższego urzędu na Kremlu, postawił na polityczne przetrwanie pod skrzydłami moskiewskich protektorów.
Zdaniem Stanisława Szuszkiewicza, byłego przewodniczącego Rady Najwyższej, Białoruś ma dziś status zachodniej kolonii Rosji. Fakty potwierdzają tę opinię. Rząd nie pobiera od Rosjan opłat dzierżawnych za eksploatację dwóch baz wojskowych. Łukaszenka chwalił się nawet swoją "bezinteresowną" łaskawością w Dumie, budząc aplauz deputowanych. - Podobne wypowiedzi to balsam na rosyjską duszę. Taki człowiek jest dla nich na wagę złota - twierdzi Ausiannik.
Rosja, której zależy, by w bratniej Białorusi panował uzależniony od Kremla szef państwa, odwdzięcza się Łukaszence. Zaakceptowała wyniki przeprowadzonych w listopadzie wyborów powszechnych, ostro krytykowanych przez OBWE. Poparcie dla Łukaszenki wydaje się niezależne od układów politycznych. Już w 1996 r. prezydent Borys Jelcyn zaaprobował fikcyjne referendum, które przedłużyło kadencję mińskiego ulubieńca Kremla.

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0