Żywy towar

Żywy towar

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ponad sto milionów ludzi żyje z wykorzystywania niewolników

Na stosie śmieci przy parkingu na autostradzie Bari-Ancona we Włoszech kilka dni temu znaleziono sześć trupów. Kurdyjscy emigranci, szmuglowani w podwójnym dnie tira, zmarli z braku powietrza. "Może to i lepiej, że zginęli od razu, przynajmniej zaoszczędzono im gehenny. Większość z nich czekał los niewolnika" - skomentował przed kamerami jeden z policjantów. - Mamy dziś na świecie co najmniej dwieście milionów niewolników, znacznie więcej niż w czasach, kiedy niewolnictwo było dozwolone - potwierdza skalę problemu Pino Arlacchi, ONZ-owski komisarz do spraw walki ze zorganizowaną przestępczością. Przeważnie są to ludzie, którzy decydując się na emigrację z państw Trzeciego Świata na Zachód, wpadli w ręce różnego rodzaju mafii.


Ministrowie spraw wewnętrznych, policjanci i specjaliści z ONZ, zgromadzeni na poświęconym migracjom kongresie w Rzymie, byli zgodni, że zjawisko nielegalnej emigracji indywidualnej powoli zanika. Dziś przerzutem ludzi z krajów Trzeciego Świata do Unii Europejskiej, USA, Kanady, Australii czy Nowej Zelandii zajmują się wielkie międzynarodowe organizacje przestępcze. Pino Arlacchi ocenia, że dochody z handlu "żywym towarem" rosną o 40-50 proc. rocznie i sięgnęły w 1999 r. czterech miliardów dolarów. Organizacja nielegalnej emigracji, a następnie wykorzystywanie imigrantów stanowi źródło zysków dla ponad 100 mln ludzi na całym świecie.
Interes jest niezwykle intratny. Ludzki surowiec nie tylko nic nie kosztuje, ale jeszcze sam płaci za dostanie się w tryby przemytniczej machiny. Opłata za nielegalny przerzut do bogatej Europy wynosi od 800 USD dla Afrykanów z Sahelu, gotowych ryzykować życie, wypuszczając się w morze na tratwach, do 50 tys. USD dla Chińczyka, który pragnie się dostać na wymarzony Zachód i rozpocząć życie od nowa.
Po dostarczeniu emigrantów do kraju przeznaczenia przestępcy zaczynają zarabiać na nich inaczej: wykorzystując ich obawę przed wydaleniem, bezwzględnie i okrutnie ich wyzyskują. Kobiety są masowo zmuszane do uprawiania prostytucji. Aby odzyskać wolność, muszą się wykupić, płacąc organizacjom przestępczym 30-50 tys. USD. Gangi sprzedają je sobie jak towar.
Najlepiej powodzi się kobietom, które zostały przeznaczone do pracy w charakterze pomocy domowych. W tej dziedzinie prym wiodą Polki. W samym Neapolu i okolicach - jak oblicza włoska policja - za 200-300 USD miesięcznie pracuje około 40 tys. naszych rodaczek. Na Zachód przerzuca się też dzieci. Niektóre zostają przyuczone do ulicznej żebraniny lub drobnych kradzieży. Część jest wykorzystywana przy realizacji filmów pornograficznych dla pedofilów, a najbardziej pechowe stają się dawcami organów do przeszczepów.
Wraz z pojawieniem się Chińczyków w handlu współczesnymi niewolnikami zaczęły obowiązywać nowe zasady. Do niedawna wymarzonym przyczółkiem chińskich triad była Jugosławia Milosevicia; podejrzewa się, że wielu Chińczyków trafiło na Zachód z pomocą serbskich służb specjalnych.
Do Unii Europejskiej przeniknie w 2000 r. mniej więcej pół miliona nielegalnych imigrantów - oblicza Jurgen Storbeck, dyrektor generalny Europolu. Dla ponad połowy z nich bramą do UE będą Włochy. Chińczyków, którzy dostają się do unii tą drogą, liczy się w dziesiątkach tysięcy. Nie kończącymi się szeregami przenikają do Italii przez zieloną granicę w pobliżu Triestu. Część zostaje we Włoszech. Najbogatsi - ci, którzy już w kraju byli w stanie zapłacić 50 tys. USD - otrzymują od triad zezwolenia na pracę w chińskich restauracjach w całej Europie lub na otwarcie własnego interesu. Mniej zamożni, wpłacający 10-30 tys. USD, stają się niewolniczymi pracownikami w kierowanych przez chińskich nadzorców fabrykach odzieży, butów czy zabawek. Oporni bywają torturowani.
Dlaczego tak wielu ludzi, często świadomych, co ich czeka, decyduje się na emigrację? Odpowiedź jest prosta: dwadzieścia lat temu dochody w państwach bogatych były trzykrotnie wyższe niż w krajach ubogich; dziś stosunek ten wynosi 7:1. Dopóki nie zacznie się zmniejszać, dopóty Europa będzie przypominać oblężoną przez nędzarzy twierdzę. Na pytanie, czemu dopiero teraz państwa Europy Zachodniej energiczniej zaczęły zwalczać nowe niewolnictwo, odpowiedź nie jest już tak prosta. Trudno w to uwierzyć, ale jeszcze do niedawna w wielu krajach nie było ono przestępstwem. Autorom europejskich konstytucji i kodeksów karnych wydawało się niemożliwe, by dwa tysiące lat po powstaniu Spartakusa i tysiąc sześćset lat po upadku cesarstwa rzymskiego trzeba było wprowadzać artykuły i paragrafy przeciwko niewolnictwu. Dopiero 23 października tego roku podpisany został w Wiedniu protokół stanowiący pierwszą próbę koordynacji walki z niewolnictwem. Sto dwadzieścia państw sygnatariuszy zobowiązało się stworzyć jednolite ustawodawstwo i strategię walki z handlarzami "żywym towarem".

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0