Helikopter zdobywa Romę

Helikopter zdobywa Romę

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ponad 2 mln zł kosztuje realizacja musicalu "Miss Saigon" Alaina Boublila i Claude-Michela Schoenberga w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma. To najdroższa tego rodzaju produkcja w Polsce. Po raz pierwszy też teatrowi udało się pozyskać współproducenta - jest nim Prywatna Korporacja Inwestowania.
Ponad 2 mln zł kosztuje realizacja musicalu "Miss Saigon" Alaina Boublila i Claude-Michela Schoenberga w warszawskim Teatrze Muzycznym Roma. To najdroższa tego rodzaju produkcja w Polsce. Po raz pierwszy też teatrowi udało się pozyskać współproducenta - jest nim Prywatna Korporacja Inwestowania.
Wszyscy, którzy słyszeli o "Miss Saigon", opowieści o miłości amerykańskiego żołnierza i wietnamskiej prostytutki, zapewne kojarzą ten spektakl ze śmiałą sceną lądowania helikoptera armii USA na deskach teatru. W Romie helikopter też wyląduje, a jakże! Specjalnie w tym celu przebudowano ścianę za sceną (już wcześniej do spektaklu "Piotruś Pan" dorobiono obrotówkę, aby na scenie mógł się pojawić okręt Kapitana Haka). Parę tygodni temu w ramach kampanii promocyjnej przed Pałacem Kultury wylądował prawdziwy helikopter. W teatrze zastąpi go kopia w skali 1:1. Pracowały nad nią pod kierunkiem autora scenografii Marka Chowańca trzy firmy - budowlana, elektroniczna i produkcyjno-reklamowa. Scena z helikopterem trwa dwie i pół minuty, a jej realizacja pochłonęła 15 proc. budżetu przedstawienia. Na potrzeby spektaklu sprowadzono też reflektory najnowszej generacji oraz jedyne w kraju brytyjskie urządzenie TI-MAX, umożliwiające cyfrową animację dźwięku. Dzięki niemu widzowie będą mieli wrażenie, że helikopter przeleci nad ich głowami. Podczas przedstawienia dekoracje zmienią się aż 34 razy. 50 aktorów wybrano z tysiąca kandydatów.
Czy to wystarczy, aby z sukcesem wystawić musical w kraju, gdzie niewielu zna i ceni tę formę? Wojciech Kępczyński nie ustaje w usiłowaniach. Starał się o to najpierw w Radomiu ("Fame", "Józef i cudowny płaszcz snów w technicolorze"), a potem w warszawskiej Romie ("Crazy for you"). Nie jest pierwszym, który podjął się tego zadania. Musicale próbowano grywać w Polsce już w latach 70. ("Hello, Dolly", "Człowiek z La Manczy", "My Fair Lady"), ale się nie przyjęły. Zapewne wpłynęło na to przer-wanie tradycji, która zaczynała się rodzić w okresie międzywojennym. Musical świetnie pasował do epoki jazzu, mniej do realnego socjalizmu. Polska młodzież zainteresowała się musicalem dopiero dzięki wystawieniu "Metra" - ten spektakl nie dorównywał jednak rozmachem zagranicznym. Być może dzięki sukcesowi "Miss Saigon" polski show-business przyciągnie zagranicznych inwestorów.
Skąd wziął się musical? Niektórzy twierdzą, że jest to forma specyficznie amerykańska, inni upatrują jej korzeni w brytyjskiej "Operze żebraczej" Johna Gaya i Johanna Christopha Pepuscha (1728) oraz w innych ballad-operas, w których zamiast arii pojawiły się piosenki ludowe. W historii europejskich musicali nie sposób nie wspomnieć o międzywojennych kabaretach i "Operze za trzy grosze" Bertolta Brechta i Kurta Weilla. Na tradycje amerykańskie złożyły się burleski, cyrkowe widowiska zwane extravaganza, pseudomurzyńskie minstrel shows i wodewile.
Wbrew pozorom najmniej łączy musical z operetką.
Zamiast arii są piosenki, najważniejszy stał się taneczny rytm, a rój książąt, hrabin i baronów został zastąpiony przez współczesnych bohaterów. Ważną rolę odgrywa też widowiskowość - triki i wyrafinowane techniki sceniczne mają przyciągnąć do teatru jak najwięcej widzów. Wystawianie musicali stało się biznesem i musi się opłacać.
Musical przeżywał największy rozkwit w pierwszej połowie XX wieku. Magia Broadwayu przyciągnęła tak wybitnych literatów jak Truman Capote oraz tak cenionych kompozytorów jak Leonard Bernstein, Cole Porter, Kurt Weill, Irving Berlin i oczywiście George Gershwin. Po tematy sięgano do Szekspira ("Kiss me, Kate" według "Poskromienia złośnicy" czy "West Side Story" na motywach "Romea i Julii"), Shawa ("My Fair Lady" według "Pigmaliona") i Dickensa ("Oliver").
W późnych latach 60. musical przerodził się w rock-operę. Czasy hippisowskie przyniosły sukces "Hair", a potem "Jesus Christ Superstar". W USA i Wielkiej Brytanii musicale wciąż są ważnym elementem kultury popularnej - te najsłynniejsze nie schodzą z afisza przez lata. "Miss Saigon" - tak jak kultowy "Hair" - porusza temat wojny wietnamskiej, ale został stworzony później i to przez Europejczyków. Alain Boublil i Claude-Michel Schoenberg są również twórcami hitu - "Les Misérables" według "Nędzników" Wiktora Hugo. "Miss Saigon" pokazano po raz pierwszy w roku 1989 w Londynie i grano nieprzerwanie przez dziesięć lat. Utwór wystawiono już w dwunastu krajach. Teraz kolej na Polskę.

Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0