Unia szalonych głów

Unia szalonych głów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Problem został zjedzony" - uznał jeden z niemieckich naukowców zajmujących się chorobą szalonych zwierząt (BSE) i szalonych ludzi (nCJD). Rzeczywiście: jeśli uznać, że Europejczycy zjedli do tej pory ponad siedemset tysięcy krów zarażonych gąbczastym zwyrodnieniem mózgu, a do śmiertelnego w skutkach zarażenia jednej krowy wystarczy zjedzenie przez nią zaledwie 0,1 grama zainfekowanego krowiego mózgu (ile trzeba do zarażenia człowieka - na razie nie wiadomo), to nasza przyszłość wydaje się dość jasna, czyli ciemna: "zjedzona - dojrzewa w nas", co może potrwać od kilku do trzydziestu lat.



Problem został zjedzony" - uznał jeden z niemieckich naukowców zajmujących się chorobą szalonych zwierząt (BSE) i szalonych ludzi (nCJD). Rzeczywiście: jeśli uznać, że Europejczycy zjedli do tej pory ponad siedemset tysięcy krów zarażonych gąbczastym zwyrodnieniem mózgu, a do śmiertelnego w skutkach zarażenia jednej krowy wystarczy zjedzenie przez nią zaledwie 0,1 grama zainfekowanego krowiego mózgu (ile trzeba do zarażenia człowieka - na razie nie wiadomo), to nasza przyszłość wydaje się dość jasna, czyli ciemna: "zjedzona - dojrzewa w nas", co może potrwać od kilku do trzydziestu lat. "Jeśli choroba szalonych krów rzeczywiście przenosi się na ludzi, a wiele na to wskazuje, czeka nas tragedia na miarę AIDS - twierdzi Stephen Dealler, mikrobiolog z Burnley Hospital w północnej Anglii. - Zarażonych chorobą Creutzfeldta i Jakoba może być ponad 2 mln Brytyjczyków" (vide: "Epidemia szalonych ludzi"). A ilu Europejczyków na kontynencie cierpi już na utajoną postać gąbczastego zwyrodnienia mózgu i ilu na nią umrze?
Przyszłość Europy od wielu lat decyduje się w Brukseli, czyli w jej mózgu, i to ten mózg był chyba jednym z pierwszych, który padł ofiarą gąbczastego zwyrodnienia. Czymże bowiem innym, jeśli nie ciężką chorobą mózgu, można wytłumaczyć elementarną nieumiejętność radzenia sobie przez głowę Europy z epidemią BSE i nCJD? Elementarną nieumiejętność wyglądającą - wypisz, wymaluj - jak zaproszenie do popełnienia zbiorowego, ogólnoeuropejskiego samobójstwa. Unia Europejska - od zawsze dużo bardziej Unia Przeciwników niż Unia Sojuszników - przy okazji epidemii szalonych głów dowiodła, jak bardzo niespójną, pozbawioną wyobraźni antyunią być potrafi! Powołano zespoły i podzespoły, zwołano setki posiedzeń, narad, seminariów, konferencji i kongresów, zajęto dziesiątki stanowisk, wygłoszono pod swoim adresem mnóstwo oskarżeń, przygotowano górę jawnych oraz tajnych raportów - i nic: Bruksela jak zwykle urodziła mysz albo raczej - w tym wypadku - rozmnażającą się w zastraszającym tempie szaloną europejską krowę. W 1993 r., gdy jeszcze wiele dobrego można było zrobić dla zagrożonych epidemią ludzi i krów, René Steichen, komisarz ds. rolnictwa Unii Europejskiej, napisał do niemieckiego ministerstwa zdrowia, że "nowa otwarta debata na temat BSE byłaby niebezpieczna i miałaby dramatyczne skutki dla poziomu spożycia wołowiny w całej wspólnocie".
Testu z epidemii szalonych zwierząt i ludzi Unia Europejska nie zdała. "Jeśli społeczeństwa państw członkowskich będą miały wrażenie, że zagrożenia dla ich życia wynikły z mafijnych praktyk rynkowych i z przetwarzania chorych zwierząt na paszę - czemu Bruksela nie zapobiegła - ich zaufanie do unii drastycznie spadnie" - mówi prof. Arnulf Baring (vide: "Rozmowa wprost"). Ale to nie jedyny egzamin, który oblała ostatnio Bruksela, zajęta tak ważkimi sprawami jak ta, czy Bawarczycy mają prawo warzyć piwo według dotychczasowych receptur, a Francuzi - wytwarzać ser tak, jak im się podoba. Niemożność uczynienia efektywniejszymi struktur europejskich, pat towarzyszący rozszerzeniu Unii Europejskiej - te oblane egzaminy źle wróżą Europie. Tymczasem Bruksela zamiast w rozwiązywaniu problemów specjalizuje się w organizowaniu kosztownych i niewiele wnoszących dorocznych "szczytów nadziei", przez jednych nazywanych jeszcze "szczytami ostatniej nadziei", przez innych już tylko "szczytami rozpaczy". Niebawem kolejny taki szczyt, z którego nic nie wyniknie, odbędzie się w Nicei. Gdzie i kiedy zostanie zorganizowany następny? (vide: "Unia interesów"). "Jestem za natychmiastowym przyjęciem Polski i innych środkowoeuropejskich krajów do unii - mówi prof. Arnulf Baring. - Przekształcenia strukturalne, dostosowanie rolnictwa, prawa, wsparcie finansowe itd. można realizować stopniowo, już po przyznaniu członkostwa. Zadecydowano odwrotnie i nikt nie zadał sobie trudu szukania odpowiedzi na pytanie, jaką rolę może odegrać wasz kraj [czyli Polska] we wspólnocie". Jaka szkoda, że opinie prof. Arnulfa Baringa nie są dostatecznie często brane w Brukseli pod uwagę. Jaka szkoda, że w Europie wybitnych mężów stanu zastępują przeciętniacy, którzy na przykład problem zainfekowanej BSE wołowiny potrafią rozwiązać tylko w jeden sposób: proponując jej zjedzenie.
Więcej możesz przeczytać w 50/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0