Szklany hamburger po sformatowaniu

Szklany hamburger po sformatowaniu

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jakiś czas temu jedna z komercyjnych telewizji zaproponowała mi pisanie tekstów do programu, w którym lalki grałyby role polityków. "Możemy tanio kupić ten format" - tłumaczyła pani zamawiająca ogłupiałemu autorowi "Polskiego zoo", "Akropolandu" i tym podobnych szopek.
Dziś już by mnie to nie zaskoczyło. Formaty wygrywają - w sitcomach, w teleturniejach... Z jakiegoś powodu lepiej kupić używaną starzyznę, niż zaryzykować własny produkt.

Jakiś czas temu jedna z komercyjnych telewizji zaproponowała mi pisanie tekstów do programu, w którym lalki grałyby role polityków. "Możemy tanio kupić ten format" - tłumaczyła pani zamawiająca ogłupiałemu autorowi "Polskiego zoo", "Akropolandu" i tym podobnych szopek.
Dziś już by mnie to nie zaskoczyło. Formaty wygrywają - w sitcomach, w teleturniejach... Z jakiegoś powodu lepiej kupić używaną starzyznę, niż zaryzykować własny produkt. Zamiast odważyć się, odnieść sukces i samemu nim handlować, lepiej powielać obcą masówkę. Rozumiem, że następuje tu przeniesienie doświadczeń z innych sfer produkcji - trudno wystrzelić dziś na światowym rynku z samochodem rodzimej konstrukcji (ostatnią taką próbą była syrenka), czy jednak podobne zasady muszą obowiązywać w rozrywce? W końcu eksperymentując z własną twórczością, ryzyko ponosimy niewielkie, koszty również.
Bardzo trudno mi się pogodzić z tezą, że sitcom z podkładanymi śmiechami, wywodzący się z zupełnie innej tradycji kulturowej - popularnej na Zachodzie burleski i farsy - musi bezapelacyjnie wyplenić rodzimą tradycję sięgającą przedwojennych kabaretów, szopek politycznych, teatrzyków studen-ckich - śmiesznych w formie, ale inteligentnych w treści. Nie pojmuję też, dlaczego nadawcy, widząc popularność starych filmów Barei czy Chmielewskiego, nie próbują podążyć szlakiem naszej tradycji i specjalności. Wystarczy tylko odrobinę uchylić drzwi twórcom, zaufać wyczuciu artystów, a nie wyłącznie sondażom oglądalności i dyktatowi reklamodawców już po pierwszym dniu emisji. W przeciwnym razie będzie coraz marniej, głupiej i nudniej.
Wstyd się przyznać, ale przed laty zupełnie inaczej wyobrażałem sobie przyszłość telewizji - wydawało mi się naiwnie, że głównym zagrożeniem będzie koncentracja, że ledwie kilka stacji zdominuje świat, tworząc produkt najwyższej jakości, inteligentny, efektowny, dowcipny. A do czego doszło? Do plagi tysięcy kramików z tanią, niewiele różniącą się tandetą, w której wśród błyskotek szalenie trudno dostrzec jakąś perełkę.
Może zmiany przyniesie telewizja interaktywna, powszechne ucyfrowienie, może powstaną "kanały niszowe" dla (choćby) półinteligentów. Pragnę wierzyć, że nawet sformatowany hamburger ze szkła kiedyś się przeje.
A jeśli nie? Wszystko jest możliwe. Jest prawdopodobne, że doczekamy nawet schabowego na licencji japońskiej, a prawa do sporządzenia domowego bigosu będziemy musieli negocjować w McDonaldzie.
Więcej możesz przeczytać w 51/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0