Skok w bok

Dodano:   /  Zmieniono: 
Czy haremy są naturalną formą organizacji społecznej?


Czy małżeństwo to twór natury, czy tylko kultury? Pytanie to zaprząta głowy uczonych i myślicieli od wieków. Filozof doby oświecenia Jan Jakub Rousseau twierdził, że człowiek z natury stworzony jest do życia jako "szlachetny dzikus". Jego beztroska egzystencja sprowadza się w sferze seksualnej do okazjonalnych kontaktów z przedstawicielami płci przeciwnej. Z kolei dla dzieci kwiatów wolna miłość miała się sprowadzać do aktywności seksualnej z dowolną liczbą partnerów. W ten sposób człowiek wyzwala się z "nienaturalnych" więzów narzuconych przez cywilizację, która nie pozwala powrócić ludziom do "pierwotnego raju". Ale czy rzeczywiście przed dziesiątkami tysięcy lat ten raj tak wyglądał?

W odpowiedzi na to pytanie może pomóc porównanie układów odpornościowych 41 gatunków małp naczelnych i człowieka - twierdzą naukowcy na łamach tygodnika "Science". Okazało się bowiem, że stężenie białych krwinek (stanowiących podstawowy element układu odpornościowego) we krwi danego gatunku jest uzależnione od tego, jaki tryb życia prowadzi. Jeżeli małpy wykazują skłonność do promiskuityzmu (czyli nie tworzą trwałych par i mają bardzo dużo partnerów seksualnych), istnieje większe ryzyko przeniesienia drogą płciową rozmaitych chorób. Dlatego ewolucja wyposażyła je (a dokładnie samice małp - bo to je przebadano) w większą liczbę białych krwinek. Naukowcy z wydziału biologii University of Virginia twierdzą, że człowiek w porównaniu z najbardziej "rozwiązłymi" naczelnymi ma małą liczbę białych krwinek, a to oznacza, że nie jesteśmy predysponowani do częstych zmian partnerów. Czy oznacza to, że ludzie z natury są monogamistami, tworzącymi pary na całe życie?
Wyniki badań systemu odpornościowego nie pomogą w znalezieniu jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Do tego konieczne było porównanie cech anatomicznych i trybu życia człowieka oraz innych naczelnych. Okazało się, że znaczący dla zwyczajów seksualnych może być stosunek wielkości ciała samic i samców. Jeżeli ci ostatni są dużo więksi, żyją w systemie haremowym - samiec ma kilka samic, do których broni dostępu (tak jest na przykład u goryli). Z kolei u monogamicznych gibbonów trudno jest na podstawie wielkości określić płeć zwierzęcia. Fakt, że mężczyzna jest średnio o 20 proc. cięższy i 8 proc. wyższy niż kobieta, oznaczałby więc, że nie jesteśmy ani skłonni do poligamii, czyli na przykład życia w haremach, ani do tworzenia supertrwałych związków monogamicznych.
Do podobnego wniosku skłoniło badaczy porównanie wielkości jąder mężczyzny i samców małp człekokształtnych. Duże jądra świadczą o tym, że w danym gatunku częściej dochodzi do kontaktów płciowych, a samce zmuszone są produkować więcej plemników, by były one w stanie stoczyć walkę z komórkami rozrodczymi konkurentów. Dlatego szympansy, u których obowiązuje model "każda z każdym", mają o wiele większe jądra niż mężczyźni. Natomiast potężne samce goryli mają mniejsze jądra niż mężczyźni.
Jaki w takim razie jest charakterystyczny dla nas system społeczny? Aby odpowiedzieć na to pytanie, naukowcy przyjrzeli się naszym ewolucyjnie najbliższym kuzynom, czyli małpom człekokształtnym - szympansom, gorylom, orangutanom i gibbonom. Nie jesteśmy na pewno podobni do tych ostatnich, żyjących w parach broniących własnego terytorium przed innymi przedstawicielami swojego gatunku - ludzie są niewątpliwie towarzyscy i gotowi do współpracy z innymi. Także orangutany i goryle nie przypominają ludzkich społeczności - małpy te żyją w odosobnionych systemach haremowych - kilka samic zdominowanych jest przez jednego samca, agresywnie reagującego na pojawienie się na jego terytorium innego przedstawiciela tej samej płci. Także szympansy (bliżej spokrewnione z ludźmi niż wszystkimi innymi małpami), które nie tworzą stałych par, różnią się od nas.
Ludzie są bowiem skłonni do tworzenia niezbyt licznych grup (szacuje się, że liczących od kilkunastu do 30 osobników), a w obrębie nich do łączenia się w pary. Potwierdzają to badania pierwotnych form organizacji społecznej nielicznych plemion łowiecko-zbierackich, które dotrwały do naszych czasów (a przynajmniej do XX wieku). Na przykład wśród Pigmejów Aka żyjących w środkowej Afryce tylko 15 proc. mężczyzn ma więcej niż jedną żonę. Poligamia nie może bowiem powstać w społecznościach łowiecko-zbierackich - podczas polowania liczy się bardziej łut szczęścia niż umiejętności, konieczna jest współpraca, a mięsa nie daje się gromadzić na dłuższy czas. Ten ostatni fakt zmuszał ludzi do dzielenia się nadwyżkami, hamował rywalizację między mężczyznami i nie pozwalał na pojawienie się tych, którzy mieli więcej zapasów - mięso po prostu szybko się psuje. Taka forma organizacji społecznej powstała zapewne niecałe dwa miliony lat temu, kiedy nasi dalecy przodkowie przeszli - o czym świadczą znajdowane w obozowiskach kości - na dietę składającą się przede wszystkim z mięsa. Gdy jednak ludzie zaczynali prowadzić bardziej osiadły tryb życia (na przykład nad brzegami mórz) i udawało im się gromadzić zapasy, natychmiast pojawiała się elita posiadaczy oraz poligamia.
Życie w pierwotnych grupach, w których większość stanowiły monogamiczne pary, nie chroniło jednak przed cudzołóstwem. Podobnie jest u wielu teore-tycznie monogamicznych gatunków ptaków żyjących w dużych koloniach. Dopiero niedawno przeprowadzone przez naukowców badania genetyczne ich potomstwa wykazały, że na pierwszy rzut oka wierne sobie samce i samice nie stronią od skoków w bok.
Nasza umiarkowana niewierność wynika z odmiennej strategii mężczyzn i kobiet. Mężczyznom łatwiej jest rozsiewać swoje geny (biologicznie są zdolni do zapłodnienia nawet tysięcy partnerek) niż kobietom (rekord należy do pewnej żyjącej w XIX stuleciu mieszkanki Moskwy, która rodząc głównie trojaczki, dorobiła się 69 dzieci), dlatego są bardziej skłonni do zdrady. Ale żeby było to możliwe, kobiety muszą stworzyć do tego okazję. Im natomiast bardziej zależy na trwałym związku, gwarantującym dostarczanie pożywienia i ochronę matki wychowującej dzieci. Kobiety też są skłonne do zdrad. Wolą bowiem w wielu wypadkach tworzyć trwały związek z mniej atrakcyjnym, ale zapewniającym opiekę mężczyzną, natomiast mieć dzieci z bardziej atrakcyjnym "nosicielem" lepszych genów. Potwierdzają to wyniki badań przeprowadzonych w USA i Wielkiej Brytanii. Okazało się, że 30 proc. dzieci w tych krajach nie nosi genów swoich ojców. Być może więc nawet jedna trzecia matek dopuszcza się zdrady w poszukiwaniu genów od atrakcyjniejszego niż mąż partnera.
Ale jak w takim razie wytłumaczyć istnienie w przeszłości haremów i wielożeństwa? Otóż mężczyźni w sprzyjających warunkach są w stanie narzucić swoje poligamiczne skłonności. Stało się tak, gdy grupy łowiecko-zbierackie przekształciły się w rolnicze. Dzięki możliwości gromadzenia zapasów wykształciło się silne zhierarchizowane społeczeństwo. Klasa posiadaczy zaczęła monopolizować - kosztem innych mężczyzn - dostęp do kobiet. Dowodzą tego badania wszystkich cywilizacji. Na przykład wódz Azteków Montezuma miał 4 tys. nałożnic, a chiński cesarz Fei-ti zgromadził w swoim haremie 10 tys. kobiet. Nawet średniowieczni feudałowie mieli niejawne haremy (mimo narzuconej przez chrześcijaństwo monogamii) - wiejskie kobiety były "zatrudniane" na zamku pod pretekstem wykonywania różnych prac. To oczywiście było niekorzystne dla innych, stojących niżej w hierarchii mężczyzn, którzy często z braku partnerek musieli trwać w wymuszonym celibacie. Rozwój systemów demokratycznych i preferowanie przez większość współczesnych państw modelu monogamicznej rodziny jest więc bardziej korzystne dla większej liczby mężczyzn niż system poligamiczny. Jak twierdzą naukowcy, istniejące i usankcjonowane przez prawo związki monogamiczne są więc tak naprawdę powrotem do natury. Tak bowiem było przez dziesiątki tysięcy lat w łowiecko-zbierackich społecznościach i jedynie na krótko zmieniły to systemy poligamiczne narzucone przez despotów, którzy pojawili się wraz z narodzinami rolnictwa.
Więcej możesz przeczytać w 51/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.