Czarna wizja

Czarna wizja

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy pisałem swoje książki jako człowiek młody, miałem oczywiście wiele złudzeń co do wspaniałości racjonalnej natury człowieka. Teraz tych złudzeń mam znacznie mniej - twierdzi w ostatnich dniach stulecia Stanisław Lem. Przez dziesiątki lat żarliwy orędownik technologicznego postępu, futurolog, autor spełnionych proroctw, pytany dziś o przyszłość naszej cywilizacji snuje pesymistyczne wizje.
Zatapia nas ocean informacji - ocenia StanisŁaw Lem

Kiedy pisałem swoje książki jako człowiek młody, miałem oczywiście wiele złudzeń co do wspaniałości racjonalnej natury człowieka. Teraz tych złudzeń mam znacznie mniej - twierdzi w ostatnich dniach stulecia Stanisław Lem. Przez dziesiątki lat żarliwy orędownik technologicznego postępu, futurolog, autor spełnionych proroctw, pytany dziś o przyszłość naszej cywilizacji snuje pesymistyczne wizje.

To on jako pierwszy opisał działanie bankomatu, rozwój inżynierii genetycznej oraz wirtualną rzeczywistość, nazywaną przez niego fantomatyką. - Minęło kilkadziesiąt lat i muszę przyznać, że czuję się doścignięty, a częściowo wręcz prześcignięty w moich przewidywaniach. Najbardziej zaś dziwi mnie to, że doczekałem tej chwili. Bo pisząc książki, ani przez moment nie pomyślałem, że choćby niektóre z zawartych tam pomysłów ziszczą się za mojego życia - mówi pisarz.

Informacyjna powódź
- Otacza nas zewsząd ocean informacji, który człowieka dosłownie zatapia - ocenia Lem. - Nie sposób nadążyć za tym wszystkim. To, że informacja z Hongkongu może dotrzeć do Nowego Jorku w ciągu kilkunastu sekund, to jest prawdziwa globalizacja. Na świecie wychodzi obecnie ponad 270 tys. czasopism naukowych. Jeden człowiek nie zdoła nawet przejrzeć okładek ich wszystkich. Rozwój współczesnej nauki odbywa się na tak wielu frontach, że nikt już nie potrafi nad tym zapanować. Z powodu nieprawdopodobnej konkurencji i rozpychania się łokciami pojawia się bardzo dużo naukowej blagi. Żeby zaistnieć, trzeba używać wszelkich dostępnych środków. Wyścig do Nagrody Nobla stał się sportem masowym. Kiedy pisałem swoje eseje, nie zdawałem sobie sprawy z kosztów uprawiania nauki. Postęp idzie całą parą, kiedy ci, którzy dysponują kapitałem, widzą szansę na zyski. Tam, gdzie ich nie dostrzegają, po prostu nie inwestują i tam nie może być mowy o żadnym rozwoju.

Choroba komputerów
Mimo ogromnego dorobku w dziedzinie science fiction Stanisław Lem nie jest fanem technologicznych nowinek. - Nie wiem, czy jest gdzieś na świecie komputer, który się nie zawiesza. Ja mam już kolejny; każdy dotychczasowy się psuł. A tu stoi stara maszyna do pisania; napisałem na niej czterdzieści książek i nigdy mnie nie zawiodła. Na amerykańskich wahadłowcach zawsze pracują równolegle cztery komputery z lat 60. Ich siłą jest to, że - tak jak moja maszyna - są stare i wypróbowane. Jeśli nawet jeden czy dwa się zawieszą, któryś pozostanie sprawny.

Groźby przyziemnej polityki
Jednym z najważniejszych problemów współczesnego świata jest - według Lema - rozziew między zaawansowaniem technologicznym a "dramatyczną sytuacją polityczną". - Istnieje przerażający konflikt między światem politycznym, który jest nadal pokawałkowany, a jednoczącą wszystko potęgą technologii informacyjnej. Jeśli konflikt bliskowschodni się zaostrzy, może dojść nie tylko do wymiany ognia. Kiedy się czyta prasę niemiecką i francuską, widać, że oni też się za bardzo nie kochają, mimo że są razem w unii. A już najmniej podoba mi się to, co się dzieje w Rosji. Wyraźnie się czuje ogromną chęć odbudowy imperium, i to za wszelką cenę. Rosjanie wciąż pakują pieniądze i moce projektowe w nowe bronie, jak choćby torpedę Szkwał, osiągającą prędkość ponad 300 km/h. To są prawdziwe zmartwienia świata. Tymczasem w polskiej prasie przeważają wątki lokalne. To tak, jakbyśmy cały czas chodzili na czworakach i zajmowali się liczeniem klepek na podłodze.

Inteligencja sprzątająca
Nie sposób wymienić setek bytów, które Stanisław Lem obdarzył w swoich książkach inteligencją. Roboty, androidy, mózgi cybernetyczne - niemal wszystkie miały zdolność samodzielnego myślenia. Dziś Lem ostrożniej odnosi się do tego tematu, ostrzegając entuzjastów sztucznej inteligencji, że czeka ich jeszcze "długa droga najeżona przeszkodami i pułapkami". - Pojęcie inteligencji ogromnie się w dzisiejszym świecie rozmyło, zwłaszcza w odniesieniu do maszyn. Pralkę, która odróżnia kolorową bieliznę od białej i ustala, w jakiej temperaturze należy ją wyprać, nazywa się inteligentną. Albo elektryczny dzbanek, który sam się wyłącza po zagotowaniu wody. Czy to jest inteligencja? Nie, raczej termostat - uśmiecha się pisarz. Istnieją jednak urządzenia wykonujące bardziej skomplikowane czynności. - To prawda. Potrafimy już zbudować maszyny, które po mistrzowsku wykonują jeden rodzaj pracy, na przykład montowanie określonej części samochodu, gra w szachy albo operacja serca. Automaty te wszak wciąż potrzebują nadzoru człowieka. Nie działałyby tak dobrze, gdyby je pozostawić samym sobie. Gdybym na przykład chciał mieć mechaniczną pokojówkę, to proszę sobie wyobrazić, ile musiałaby ona kosztować - miliard dolarów?! Tymczasem gosposię wynajmę za kilka złotych. Być może kiedyś, za 100 lat, powstanie maszyna inteligentna. Ale nigdy nie powstanie maszyna, która będzie sprytna.

Powrót z gwiazd
W latach 60. ludzkość wierzyła w stały i nieunikniony rozwój kosmonautyki. Niewiele wyszło z planów kolonizacji przestrzeni międzyplanetarnej. Co więcej, okazuje się, że mamy kłopot nie tylko ze zdobyciem innych galaktyk, ale nawet z powrotem z miejsc, do których dotarliśmy. - Kosmiczny trup o nazwie Mir, latający dziś w przestworzach, ma być wreszcie złożony na wieczny odpoczynek w Pacyfiku. Nie będzie to jednak łatwe z powodu protestów Australijczyków. Mimo że miejsce zatopienia stacji kosmicznej ma być oddalone o 2,5 tys. km od wybrzeży Australii, jej mieszkańcy boją się ewentualnych zniszczeń wywołanych upadkiem ważącego 150 ton metalowego kolosa - mówi Stanisław Lem. Czy z obecnego regresu wynika, że ludzkość już nigdy nie będzie się starała wyruszyć w kosmos? - Będzie. W obrębie naszej galaktyki. Sądzę, że powstanie baza na Księżycu, bo to stosunkowo blisko i wybudowanie obserwatorium po jego niewidocznej stronie wydaje się rzeczą kuszącą. Ludzie będą dążyć do podróży na Księżyc - zapowiada pisarz. Po co? Przecież człowiek już tam był? - Tak, ale teraz poleci ze zwykłej próżności. Pierwsza kobieta na Księżycu, pierwsze dzieci. Potem licytacja: ja byłem dwa razy, a ja trzy... I tak dalej, w nieskończoność.

Przybysze z kosmosu
Lem nie tylko powoływał do życia istoty rozumne i wysyłał w kosmos przedstawicieli gatunku ludzkiego. Na kartach jego książek napotkamy również przybyszów z odległych galaktyk. Poszukiwano wtedy śladów pozaziemskich cywilizacji. Dziś marzeniem naukowców jest znalezienie przynajmniej kosmicznych bakterii. - Teoretycznie możliwe jest powstanie życia na innych planetach i nie da się wykluczyć, że jakiś element biosfery odnajdziemy. Ale istoty rozumne? Nie, jest to tak mało prawdopodobne, że prawie niemożliwe - twierdzi Lem. Czy jesteśmy zatem świadkami ostatecznego pożegnania z XX-wiecznym zabobonem, któremu na imię UFO? - Wiara w istnienie kosmitów nie wygaśnie szybko. Co więcej, pojawiają się w niej nowe, narodowe wątki. Jakiś czas temu dostałem kasetę wideo zatytułowaną "Polskie UFO". Czyli co? Specjalne UFO, które lata jedynie nad Polską i przypatruje się tylko Polakom? Nawet tej bzdury nie włączyłem. Po cóż zresztą miałbym to robić - w telewizji kosmici zadomowili się na dobre. Dziwi mnie, jak dorośli ludzie mogą oglądać seriale, w których występują kobiety z karbowanymi nosami i spiczastymi uszami... Mnie to po prostu nudzi.

Pesymizm i wściekłe krowy
Coraz więcej osób - krytycy literaccy, dziennikarze - przykleja Lemowi etykietę pesymisty. - Mnie uważa się za czarnowidza, ale proszę popatrzeć, co się dzieje na Zachodzie, jaka tam wybuchła histeria i panika w związku z szalonymi krowami! - komentuje. - Gdybym był wierzący, tobym powiedział: Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Ale to nie Pan Bóg, lecz przyroda dała nam kopniaka za to, że próbowaliśmy zmusić roślinożerne bydło do spożywania zmielonej padliny. Kanclerz Schröder ugryzł przy reporterach telewizyjnych kawałek kiełbasy na znak, że się choroby nie boi. Nie jest to dla mnie zbyt naukowy argument. Inni postulują, żeby w tej sytuacji przejść na wegetarianizm. To też nie jest bezpieczne. Przecież na rośliny spadają krowie placki... Poza tym ludzie sami zaczynają mutować rośliny i nie wiemy jeszcze, co z tego dla ludzkiego zdrowia wyniknie.

Koniec futurologii?
Czy w czasach, kiedy mamy do czynienia z zalewem informacji, często nieprawdziwej, przeinaczonej, kiedy rozwój technologiczny dokonuje się tak szybko, jest miejsce na przewidywanie przyszłości? - Daleko mi do tego chłopca, Harry’ego Pottera, który miał czarodziejskie zdolności. Zresztą fenomen popularności tej postaci jest znamienny. Świadczy o tym, że dzisiaj odbiorcy literatury nie szukają w książkach opisów nowych urządzeń, lecz uciekają w świat baśni właśnie przed naporem technologii, która niemalże wali im się na głowy. W latach 50. i 60. pisałem opowiadania o tym, jak będą się zachowywali ludzie mający możliwość przemiany własnych organizmów. Wtedy to była niewinna zabawa, humoreski. Tymczasem dzisiaj nie jest już tak śmiesznie, zwłaszcza gdy się czyta doniesienia o ofiarach katastrof elektrowni atomowych - potwornie zniekształconych dzieciach, które mają na przykład drugą parę nóg zamiast rąk.

Więcej możesz przeczytać w 52/53/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0