Know-how

Know-how

Znaleziono sposób, by oszczędzić na klimatyzacji. Pomysł jest prosty w założeniach, choć trudny w realizacji. Brytyjski inżynier Frederick McKee zaprojektował okno, w którym... płynie woda. W nowoczesnych, energooszczędnych oknach pomiędzy szyby pompuje się mieszankę rozrzedzonych gazów. McKee zastąpił je wodą z domieszką środków chemicznych - niezbędnych, by powstrzymać rozwój glonów.
Wodne okna. Znaleziono sposób, by oszczędzić na klimatyzacji. Pomysł jest prosty w założeniach, choć trudny w realizacji. Brytyjski inżynier Frederick McKee zaprojektował okno, w którym... płynie woda. W nowoczesnych, energooszczędnych oknach pomiędzy szyby pompuje się mieszankę rozrzedzonych gazów. McKee zastąpił je wodą z domieszką środków chemicznych - niezbędnych, by powstrzymać rozwój glonów. Substancje te pełnią jeszcze jedną funkcję - są filtrem dla fal świetlnych. Przepuszczają oczywiście światło widzialne, natomiast absorbują promieniowanie podczerwone, czyli cieplne. Ogrzana woda jest następnie przepompowywana do zimniejszej części budynku lub pomieszczenia i tam oddaje energię termiczną. Podobnie działa system w zimie, tyle że woda nagrzewa się wtedy od strony mieszkania, gdzie temperatura jest wyższa niż na zewnątrz.

Mikroby na orbicie. Pierwszymi mieszkańcami Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), zanim przybyli na nią ludzie, były mikroby - wirusy, bakterie, a nawet grzyby. Organizmy te nie są obiektem eksperymentów, których wiele zaplanowano na ISS. Choć niewidoczne, stanowią dla załogi - ale także dla samej stacji - duże zagrożenie. Trafiły w kosmos przypadkowo, wbrew woli sztabu naukowców pracujących w NASA nad bezpieczeństwem pracowników i sprzętu krążącego po ziemskiej orbicie. Znajdowały się na urządzeniach wysłanych na ISS. Istnieją obawy, że mogą wywoływać choroby. Mikroby niszczą też samą stację oraz maszyny, które na niej zainstalowano. Naukowcy głowią się teraz nad tym, jak utrzymać nieproszonych gości pod kontrolą. Powietrze, którym oddychają kosmonauci, jest cały czas filtrowane, mikroorganizmy mogą się bowiem znajdować na cząsteczkach kurzu czy w mikroskopijnych kropelkach wody unoszących się w powietrzu (na Ziemi w metrze sześciennym powietrza można ich znaleźć setki tysięcy). Na stacji monitorowana jest także wilgotność i temperatura. Woda używana przez załogę ma być najpierw podgrzewana do temperatury 130°C, w której ginie większość organizmów. Specjaliści oceniają, że po takim zabiegu w 100 ml wody zostanie tylko 100 mikrobów. Walka z nimi przypomina jednak walkę z wiatrakami. Na stacji orbitalnej Mir okazywało się nieraz, że precyzyjne urządzenia nie pracowały jak należy z powodu pleśni czy innych rodzajów grzybów.

Nerwowy szpik. Okazało się, że niektórych komórek szpiku kostnego można z powodzeniem używać w leczeniu chorób mózgu - począwszy od udaru, a na chorobie Alzheimera skończywszy. Naukowcy z dwóch zespołów pracujących w US National Institute
of Neurological Disorders and Stroke (NINDS), prowadząc eksperymenty na myszach, dowiedli, że możliwa jest samorzutna przemiana komórek szpiku w komórki nerwowe. Komórki te łatwo "przyjmują się" w mózgu i pracują bez zarzutu. Może to oznaczać, że w przyszłości komórki szpiku będą wykorzystywane nie tylko w terapii osób chorych na raka, ale także cierpiących na choroby neurologiczne.

Domowe elektrownie. Już w roku 2050 światowa sieć energetyczna nie będzie służyła do pobierania energii elektrycznej przez indywidualnych odbiorców. Według Karla Yeagera z Kalifornijskiego Instytutu Badań nad Energią Elektryczną, istniejące sieci będą używane do handlu prądem wytwarzanym przez gospodarstwa domowe. Równocześnie mają zniknąć wielkie elektrownie jako nieekonomiczne, mało stabilne, zawodne i nieekologiczne. Yeager twierdzi, że już niedługo w sklepie będzie można kupić zestawy generatorów, baterii słonecznych lub silników wodorowych wytwarzających prąd elektryczny. Badania nad tymi ostatnimi prowadzą od dłuższego czasu koncerny samochodowe. W silnikach tego typu wodór miesza się z tlenem w ściśle określonych proporcjach, czego produktem oprócz wody jest energia.

Sztuka bez tajemnic. Naukowcy z National Research Council odkryli dokładną i - co ważniejsze - nieinwazyjną metodę badania przenikalności dielektrycznej starych przedmiotów. Według uczonych z Uniwersytetu Florenckiego, dzięki temu będzie można określać stopień zniszczenia dzieł sztuki, co z kolei pozwoli w porę zareagować i na przykład umieścić je w specjalnych warunkach w gablocie lub poddać renowacji. Znalezienie właściwego sposobu konserwacji stanowiło dotychczas problem, a zastosowanie niewłaściwej metody mogło się skończyć uszkodzeniem cennego zabytku. Pomiary przenikalności dielektrycznej stosowane są od dawna, nie nadawały się jednak do badań dzieł sztuki, bo wymagały pobrania próbek. Nowatorstwo skonstruowanego przez naukowców przyrządu pomiarowego polega na tym, że nie wymaga on kontaktu z próbką. Metodą opracowaną przez naukowców z National Research Council można badać drewno, plastik, ceramikę i szkło.

Okładka tygodnika WPROST: 52/53/2000
Więcej możesz przeczytać w 52/53/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0