Belgradzka terapia

Belgradzka terapia

Dodano:   /  Zmieniono: 
Złośliwym zrządzeniem losu Jugosławia, która w chwili upadku muru berlińskiego wydawała się krajem najbliższym zjednoczenia z Europą Zachodnią, najpóźniej wchodzi na tę drogę. Podczas gdy inni walczą już o siłę swoich głosów w Brukseli, ostatnia rewolucja w dawnej komunistycznej części Europy dopiero czeka na uprawomocnienie. Serbscy reformatorzy są przekonani, że mające się odbyć 24 grudnia - czyli tydzień przed prawosławną Wigilią - wybory do parlamentu okażą się ostatnim aktem ustanowienia demokracji.
Jugosławia musi sobie poradzić z odpowiedzialnością za wojenne zbrodnie oraz rozpętanie wojen w regionie

Złośliwym zrządzeniem losu Jugosławia, która w chwili upadku muru berlińskiego wydawała się krajem najbliższym zjednoczenia z Europą Zachodnią, najpóźniej wchodzi na tę drogę. Podczas gdy inni walczą już o siłę swoich głosów w Brukseli, ostatnia rewolucja w dawnej komunistycznej części Europy dopiero czeka na uprawomocnienie. Serbscy reformatorzy są przekonani, że mające się odbyć 24 grudnia - czyli tydzień przed prawosławną Wigilią - wybory do parlamentu okażą się ostatnim aktem ustanowienia demokracji.
Nowa Jugosławia musi dać sobie radę z o wiele większym garbem niż komunistyczna przeszłość - odpowiedzialnością za rozpętanie wojen w regionie i zbrodnie wojenne. Nie można obarczyć nią wyłącznie Milosevicia i jego pretorianów. Trzeba też usunąć zadrę w stosunkach z sąsiadami, a tego nie da się uczynić bez przyznania się do winy i gotowości do ponoszenia odpowiedzialności za przyzwolenie dla szowinistycznej polityki "wielkiej Serbii". Tymczasem skutkiem zbiorowej paranoi Serbów jest przekonanie, że to oni są ofiarami wojen.
Antymiloszewiczowska opozycja, skupiona w koalicji Demokratyczna Opozycja Serbii, może liczyć - jeśli ufać sondażom - na 60 proc. głosów, zaś do niedawna wszechpotężni socjaliści mają ponoć sześć razy mniejsze poparcie. To jednak nie przesądza o wynikach - sympatia dla socjalistów bywa ukrywana. Spodziewani zwycięzcy nie proponują zaś psychologicznej terapii szokowej ani opartego na niej programu pojednania z sąsiadami. "Naszym priorytetem jest walka z korupcją, nadużyciami władzy i przestępczością" - stwierdził Zoran Dzindzić, lider Partii Demokratycznej, największego ugrupowania w opozycyjnym sojuszu 19 partii, pretendent do objęcia teki premiera.
Problemem jest też to, że jugosłowiańskie państwo to byt wirtualny. Reformatorzy nie chcą lub nie potrafią sobie tego uświadomić. Nie żądają tego od nich także kraje zachodnie. Przeciwnie - poparcie dla Kostunicy w roli prezydenta Federacyjnej Republiki Jugosławii nie wydaje się obwarowane wieloma warunkami. Zachód stawia na przywódcę nowego państwa, które choćby w szczątkowej formie powinno pozostać federacją. Niezręcznością byłoby przecież stawianie na Serbię, która kojarzy się negatywnie, jako siła sprawcza bałkańskich wojen.
Spuścizna po państwie-folwarku familii Miloseviciów to drastycznie niski poziom życia, setki tysięcy uchodźców, nienawiść do sąsiadów, wszechobecna korupcja, zrujnowana gospodarka. W latach 90. wyemigrowało 400 tys. najbardziej aktywnych obywateli. Reszta pogrążyła się w apatii, pielęgnując paranoiczne wyobrażenia o międzynarodowym spisku wymierzonym w Serbów. Psychiatrzy twierdzą, że naród serbski wymaga terapii psychiatrycznej. Narodową chorobę wybitny psychiatra Zarko Trebjesanin zdiagnozował jako przypadek społeczeństwa, w którym "to nie większość jest zaskakiwana anormalnością jednostki, ale pojedynczy człowiek obserwuje atak histerii tłumów".
Czy opozycja oczyści belgradzką stajnię Augiasza? Na razie grożą jej podziały wewnętrzne. Dzindzić liczy, że jako premier, skupiając w ręku najwięcej realnej władzy, usunie w cień Kostunicę. Tymczasem socjaliści jeszcze długo pozostaną drugą siłą w parlamencie. "Slobo" nie będzie się ubiegał o fotel premiera, ale powrócił na scenę polityczną - i to w świetle reflektorów. Jednogłośnie wybrano go na przewodniczącego partii socjalistycznej. Już oskarża nowe władze, że są "marionetkami NATO". Liczy, że nowa władza nie zdoła się uporać z gospodarką i "narodową terapią". Czeka na swój moment.

Więcej możesz przeczytać w 52/53/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0