W sieci złośliwych

W sieci złośliwych

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeśli otrzymujesz codziennie o szóstej rano SMS zachęcający do refleksji nad swoim życiem duchowym, a po chwili trafia do ciebie cytat z Pisma Świętego lub telefon komórkowy pyta cię co dwie godziny, czy wziąłeś pigułkę - nie przejmuj się. To nie awaria ani interwencja sił nadprzyrodzonych. Padłeś po prostu ofiarą głupiego dowcipu.
 
- Miałem już dosyć tych porannych ewangelizacji. Używając opcji "odpowiedz", wysłałem informację, że jeżeli dostanę jeszcze jeden fragment z Biblii, pozwę jego nadawcę do sądu. Szybko przyszedł do mnie SMS z numerem telefonu i prośbą o skontaktowanie się - opowiada dziennikarz jednej z lubelskich gazet, który przez kilka tygodni codziennie rano otrzymywał SMS z cytatami z Pisma Świętego. Żurnalista padł ofiarą dowcipnego kolegi, który za pośrednictwem sieci chciał mu zrobić żart. Nadawcami wiadomości tekstowych okazali się karmelici bosi, umożliwiający zamówienie tej usługi na swojej stronie internetowej.
- Chodziło mi o dotarcie do młodych ludzi, którzy zawsze mają przy sobie telefon komórkowy, a Pisma Świętego prawie nigdy. Przesyłam im fragmenty z Biblii na każdy dzień, aby zdobywając pieniądze, nie zapominali o wartościach duchowych - wyjaśnia ojciec Arkadiusz Maria Stawski z Ośrodka Powołań Warszawskiej Prowincji Karmelitów Bosych. Zakonnik dodaje, że nie jest zaniepokojony faktem, że dla niektórych Pismo Święte jest narzędziem do robienia żartów.
- Dawniej również szydzono z Pana Boga. On podjął ryzyko podarowania ludziom Biblii, będąc świadomym tego, że ludzie mogą robić z niej różny użytek. Powstała przecież nawet tzw. anty-Biblia, czyli Biblia Szatana - usprawiedliwia się karmelita.
O wiele uciążliwsze od SMS-owej ewangelizacji mogą być "przypominacze". Właścicielka telefonu komórkowego z Krakowa dostawała regularnie o drugiej w nocy wiadomość: "Weź pigułkę", a dwie godziny później: "Możesz spać dalej". Miała szczęście, że autor żartu nie zamówił jej większej liczby porad. Aby zrobić komuś kawał, wystarczyło na stronie WWW w odpowiedniej rubryce wpisać numer jego aparatu i wybrać godziny, o których ofiara ma dostawać informacje. "Przypominacze" są tak zaprojektowane, że umożliwiają wysyłanie wiadomości co kilka minut przez całą dobę. W konsekwencji nieszczęśnik cały czas ma zablokowaną skrzynkę odbiorczą.
Paweł Trojanek, prezes firmy Infocity, która oferuje w Internecie taką usługę, przyznaje, że dostaje sygnały o wykorzystywaniu jej niezgodnie z przeznaczeniem, ale nie uważa, by był to powód do zrezygnowania z jej świadczenia, ponieważ przychodząca wiadomość jest podpisana domeną nadawcy. Dzięki temu można zablokować nie chciane SMS.
- Jeżeli otrzymamy sygnał, że ktoś sobie nie życzy tych informacji, od razu wyłączamy usługę - zapewnia szef Infocity.
Wiele osób nie pasjonujących się sportem odczytuje każdego dnia w aparatach najnowsze wieści z lig koszykarskich, żużlowych czy piłkarskich. Zawdzięczają to "usłużnym", którzy wykorzystują w tym celu internetowe serwisy.
Operatorzy sieci komórkowych, chcąc zabezpieczyć klientów przed tego typu nieprzyjemnościami, wprowadzają różnego rodzaju limity liczby SMS-ów otrzymywanych przez Internet. Niejeden użytkownik popularnych programów służących do przekazywania wiadomości, takich jak SMS Express lub Gadu-Gadu, irytował się zapewne, kiedy podczas próby wysłania kolejnego listu do abonenta sieci Idea pokazywał mu się na ekranie jego komputera komunikat: "Dzienny limit wysłanych wiadomości na ten numer został wyczerpany". W takim wypadku operator telefonii komórkowej zaprogramował swoją bramkę w ten sposób, aby pod jeden numer można było w ciągu doby wysłać przez Internet nie więcej niż dziesięć SMS-ów. Bogdan Markiewicz, zastępca rzecznika sieci Era GSM, przekonuje, że wysyłanie wiadomości z sieci do klientów firmy możliwe jest wyłącznie ze strony Ery: - Często jesteśmy za to krytykowani, ale to skuteczne zabezpieczenie. Zdarza się, że niektórym udaje się ominąć ograniczenie poprzez wysyłanie wiadomości z zagranicznych domen, których jeszcze nie zdążyliśmy zablokować - wyjaśnia Markiewicz. Z kolei Ryszard Woronowicz z Plus GSM proponuje rozwiązanie radykalne:
- Można poprosić nas o zablokowanie przychodzących SMS-ów, ale zdaję sobie sprawę, że to drastyczna metoda. Pierwszą prawdziwą ofiarą wirtualnych dowcipów miał się stać pracownik, który - wzywany przez SMS - co godzinę zaglądał do szefa, pytając, dlaczego go szuka. Za szóstym razem przełożony doszedł do wniosku, że podwładny albo jest idiotą, albo kpi sobie z niego.

Więcej możesz przeczytać w 1/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0