Lekcja rynku

Lekcja rynku

Dodano:   /  Zmieniono: 
Szkoły niepubliczne przeżywają kryzys
Nasze córki chodziły do społecznej podstawówki przez cztery lata. Były nagradzane i chwalone, lecz stwierdziliśmy z żoną, że zbyt mało się od nich wymaga. Płaciliśmy za szkołę 700 zł miesięcznie, po cichu zaczęliśmy jednak fundować dzieciom korepetycje - mówi Jarosław Cegielski z Warszawy, który zrezygnował z usług niepublicznego szkolnictwa. Dziś dziewczynki uczą się dwa razy więcej, ale stopnie mają gorsze. To prawda, że szkoły społeczne oferują wygodę rodzicom, a bezpieczeństwo dzieciom, ale płaci się za to wysoką cenę - nie tylko w sensie finansowym. Poziom merytoryczny placówek społecznych pozostawia wiele do życzenia i mimo wszystkich trudności szkoły publiczne wciąż zapewniają pełniejsze i lepsze wykształcenie.
W rankingu liceów ogólnokształcących wydawnictwa "Perspektywy" wśród 75 placówek znalazło się tylko pięć niepublicznych. Kryterium oceny była skuteczność, mierzona sukcesami na olimpiadach przedmiotowych i łatwością, z jaką absolwenci zdawali egzaminy na prestiżowe uczelnie. Szkoły państwowe, tradycyjnie traktowane jako miejsce przekazywania wiedzy, osiągnęły lepsze wyniki niż te, których celem jest bezstresowe wychowanie. Po kilkunastu latach funkcjonowania placówki niepubliczne przeżywają kryzys, próbując się uporać z problemami lokalowymi i kadrowymi. Mimo nieco wyższych pensji, nauczyciele wcale nie chcą w nich pracować, gdyż mają tam do czynienia z "trudnymi rodzicami" o wysokich wymaganiach, którym nie zawsze potrafią sprostać. Do niedawna kuratoria nie płaciły też szkołom społecznym należnych dotacji, a stawka przysługująca na każdego ucznia stanowiła zaledwie połowę tego, co otrzymywały instytucje państwowe.
- Poszłam zapisać dziecko do szkoły rejonowej. Okazało się, że poprzedniego dnia po lekcjach kolega zgwałcił uczennicę w szatni. Wybrałam więc placówkę społeczną - mówi mieszkanka Warszawy. - Dziś wiem, że również one mają wady. Szkoła uchodząca za bardzo dobrą od pół roku nie może znaleźć nauczyciela matematyki; zdarza się, że dzieci mają kilkumiesięczne zaległości w nauce, a grono pedagogiczne powiela zachowania, które pamiętam ze swoich czasów szkolnych.
Szkoły niepubliczne są przedsiębiorstwami, dyrektorzy jednak nie zawsze potrafią dostrzec w rodzicach klientów domagających się wykonania konkretnej usługi. Pytanie, w jaki sposób zostały zagospodarowane pieniądze, uchodzi za nietaktowne, mimo że w niektórych podstawówkach czesne wynosi więcej niż w renomowanych szkołach wyższych - nawet 900 zł miesięcznie. Wiele konfliktów wynika z niedookreślonej roli rodziców w szkole. Tak było w wypadku STO, gdzie starły się dwa stanowiska. Wojciech Starzyński, prezes STO, opowiadał się za dużą rolą rodziców w kreowaniu profilu szkoły. Druga frakcja - "dyrektorów szkół" - twierdziła, że zarządzanie placówką należy do fachowców, czyli kierownictwa i nauczycieli.
- Gdy rodzice są zwierzchnikami grona pedagogicznego, osobiste przyjaźnie nauczycieli z rodzicami powodują, że wśród pedagogów narasta nieufność, tworzą się kliki. Burzy to porządek w funkcjonowaniu placówki - mówi była dyrektorka jednej ze szkół STO. - To nie znaczy, że rodzice nie powinni uczestniczyć w życiu szkoły. Rozpoczynający się wiek będzie epoką edukacji, w którą zaangażowani są nie tylko nauczyciele - oponuje prezes STO Wojciech Starzyński.
Zdaniem Starzyńskiego, szkolnictwo niepubliczne znajduje się dziś w fazie stabilizacji. Sprzyjać temu będą nowe przepisy, w myśl których zarówno placówki publiczne, jak i społeczne otrzymywać będą takie same dotacje. Siłą placówek niepublicznych jest ich różnorodność i zdolność do integracji z lokalnym środowiskiem. - Szkoły społeczne nie dążą do konfrontacji z państwowymi. Być może poziom nauczania jest w nich niższy, a liczba olimpijczyków nie tak imponująca. Spełniają jednak wszystkie edukacyjne kryteria, dodatkowo oferując możliwość prawidłowego rozwoju dzieciom z takimi problemami, jak dysgrafia czy dysleksja - mówi Maria Idzikowska z warszawskiego kuratorium oświaty. - Są szkoły bardzo dobre i tragiczne. A także takie, które mimo niskiego poziomu nauczania realizują ciekawy program wychowawczy - twierdzi Zbigniew Ślęzakowski, były prezes STO. Rodzice opowiadający się za placówkami społecznymi deklarują zaś, że poziom merytoryczny, zwłaszcza w podstawówkach, jest dla nich kwestią drugorzędną. Najważniejsze jest poczucie bezpieczeństwa, którego nie kupią w żadnej szkole publicznej.
Więcej możesz przeczytać w 1/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0