Towarzysze do dyskotek

Towarzysze do dyskotek

Dodano:   /  Zmieniono: 
Francuski bastion zachodnioeuropejskiego komunizmu chwieje się w posadach. Wprawdzie posłowie komunistyczni zasiadają wciąż w Zgromadzeniu Narodowym, wchodzą nawet w skład koalicji rządzącej, ale pozycja obchodzącej właśnie 80. rocznicę powstania Francuskiej Partii Komunistycznej to jedynie smętne wspomnienie dawnej potęgi. Partia traci członków, a moskiewskie źródło finansowania wyschło i nikt nie chce przejąć zobowiązań. Kłopoty ma dziś nawet główny organ prasowy FPK, "L’Humanité". Rocznica miała być okazją do całomiesięcznych obchodów, ale wbrew intencjom organizatorów stała się pretekstem do publicznej dyskusji o anachroniczności współczesnej partii komunistycznej.
FPK jest jedynym ugrupowaniem komunistycznym w Europie, które do dziś nie zmieniło nazwy. Zapewnia, że chce kontynuować tradycje Marksa i Engelsa, lecz jednocześnie odcina się od bolszewizmu. Deklaruje otwartość i szuka kontaktu z młodzieżą. Nie może to dziwić, jeśli wziąć pod uwagę średnią wieku jej członków. Według danych z marca 2000 r., aż 70 proc. z nich ma ponad 40 lat (w tym 24 proc. ukończyło 60. rok życia).
Sygnałem gotowości do zmian miało być rocznicowe przemówienie szefa partii Roberta Hue w siedzibie komitetu centralnego, po którym gości zaproszono na całonocną dyskotekę. Hue nie szczędził krytycznych słów pod adresem komunizmu, nazywając go monstrualnym zaślepieniem. Jakie jest remedium na przyszłość? "Doprowadzić do tego, by organizacja komunistyczna była związana ze społeczeństwem takim, jakie ono jest. Żeby pracowała razem z nim, a nie obok lub - co byłoby jeszcze gorsze - ponad nim." Czy jednak nie należałoby jeszcze powiedzieć, co właściwie FPK ma w nim robić i w jaki sposób? Z tym partia ma poważne trudności.
W ostatnich trzech dziesięcioleciach francuscy komuniści stopniowo tracili zasady, atrybuty i symbole komunistycznej tożsamości, a także członków, wyborców i pieniądze. Przez cały czas istnienia ZSRR byli ściśle związani z Moskwą, również w sensie finansowym. Według miesięcznika "L’Histoire", FPK znajdowała się pod względem wielkości pomocy otrzymywanej od KPZR na drugim miejscu, zaraz po partii włoskiej. Podążając za linią moskiewską, znalazła się wręcz na krawędzi zdrady ojczyzny, popierając w 1939 r. pakt radziecko-niemiecki. Została wtedy zdelegalizowana przez władze francuskie, ale odzyskała polityczne dziewictwo, walcząc przeciwko Niemcom.
Francuscy towarzysze jeszcze w czasie wojny wchodzili w skład rządu gen. de Gaulle’a, a zaraz po niej byli największą partią w kraju i do 1947 r. współtworzyli prawie wszystkie gabinety. Do połowy lat 50. nie schodzili w wyborach poniżej 25 proc. głosów. To dlatego tak trudno we Francji i Włoszech frontalnie atakować komunistów i przedstawiać ich jako jedno z historycznie ważnych ogniw międzynarodowego, sterowanego z Moskwy systemu ogłupiania, kłamstwa i zbrodni.
Po raz pierwszy FPK ośmieliła się sprzeciwić Moskwie w 1968 r., potępiając napaść Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Szybko się jednak "zrehabilitowała". Rok 1976 przyniósł śmielsze gesty ideologiczne: FPK porzuciła formuły "dyktatura proletariatu" i "marksizm-leninizm", wprowadzając zamiast nich pojęcie socjalizmu naukowego. Politycznie nadal jest jednak wierna: kiedy Armia Czerwona wkracza do Afganistanu, przebywający w Moskwie sekretarz generalny FPK Georges Marchais występuje na żywo w telewizji francuskiej i usprawiedliwia tę decyzję. To był początek spadku popularności partii. Mimo udziału komunistów w koalicji rządowej i ogromnych wysiłków mających na celu zmianę wizerunku FPK nigdy nie odzyskała dawnej świetności.
W 1990 r. Georges Marchais oświadcza z udawaną naiwnością: "Zostaliśmy oszukani przez Związek Radziecki". Cztery lata później partia uznaje za "przestarzałą" zasadę centralizmu demokratycznego, chociaż nadal nie dopuszcza do powstawania w swoich szeregach frakcji, odłamów, nurtów czy tendencji. Sierp i młot pozostają oficjalnie jej symbolami, ale od 1996 r. nie figurują już na trybunach podczas zjazdów.
Rok 2000 zapisze się w pamięci obserwatorów próbami zmiany stylu partii na modernistyczno-młodzieżowy, czego najbardziej widowiskowym symbolem stały się dyskoteki w przypominającej bunkier i dotychczas trudno dostępnej siedzibie komitetu centralnego (w nowej formule: komitetu krajowego). FPK twierdzi, że nigdy nie stanie się tylko lewym skrzydłem partii socjalistycznej, bo od socjalistów różni ją to, że nie ma zamiaru przystosować się do dogmatów kapitalizmu. Znalazła się jednak w sytuacji, w której musi się uczyć jego zasad. Po odcięciu subwencji radzieckich musi się utrzymywać sama, a jest to coraz trudniejsze. Według oficjalnych danych, lwia część budżetu partii pochodzi obecnie z dotacji państwowej, przysługującej każdemu ugrupowaniu obecnemu w parlamencie, z przekazywanej do kasy stałej części wynagrodzeń działaczy pełniących funkcje z wyboru oraz ze składek członkowskich. Problem polega na tym, że deputowanych, radnych i członków jest coraz mniej.
Wyniki wyborcze partii oscylują ostatnio wokół 7-9 proc. W Zgromadzeniu Narodowym zasiada 33 komunistów. W 1981 r. było ich 44, tuż po wojnie - aż 182. Oficjalnie FPK ma 190 tys. członków. Jeszcze cztery lata temu było ich 270 tys., a w latach 70. - 700 tys. Od dłuższego czasu upadek grozi organowi partii, dziennikowi "L’Humanité", gwałtownie tracącemu czytelników. Ogłoszona na przełomie listopada i grudnia "subskrypcja narodowa" przyniosła ponad milion franków, ale jest to kropla w morzu potrzeb.
W ostatnich dekadach systematycznie topniała liczba intelektualistów w FPK. Tradycyjnie lewicowi intelektualiści francuscy nie chcą już być identyfikowani z komunistami, którzy w czasach największej świetności korzystali z poparcia takich sław, jak André Gide, Romain Rolland, Louis Aragon, Paul Eluard, Pablo Picasso, Jean Renoir, Jean-Paul Sartre, a nawet gwiazd aktorskich w rodzaju Yves’a Montanda i Simone Signoret. Z takimi kompanami można się było pokazać w każdym szanującym się towarzystwie. Niewielu francuskich intelektualistów - jak Raymond Aron czy Albert Camus - od razu odrzuciło komunizm, jako ideologię niszczącą wolność. Innym przychodziło to trudniej - na ogół przy okazji kolejnych radzieckich interwencji wojskowych albo po osobistym zetknięciu się z radziecką rzeczywistością.
Jedną z przyczyn fascynacji intelektualistów partią komunistyczną - zdaniem historyka Michela Winocka - było to, że dawała poczucie, iż razem z nią tworzą historię, a nie jej doznają. Ponadto zyskiwali przyjemne wrażenie, że stoją u boku robotników i są im bliscy. Stéphane Courtois powiada, że prawie każdy Francuz ma wśród sąsiadów lub znajomych jakiegoś komunistę i trudno mu przyjąć, iż taki miły jegomość może wchodzić w skład formacji mającej na sumieniu ciężkie zbrodnie i notoryczne kłamstwa. Dzisiejsza FPK próbuje kultywować "ciepłą bliskość" i przyciągać młodzież. Nie jest jednak pewne, czy atmosfera klubu towarzyskiego wystarczy jako program na XXI wiek.

Więcej możesz przeczytać w 1/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0