Medialne podatki

Medialne podatki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Wesele, gra orkiestra, ludzie tańczą. Nagle wpadają umundurowani, uzbrojeni policjanci - jeden nawet w kominiarce - i przerywają zabawę
Rozpoczyna się sprawdzanie, czy muzycy mają prawo grać. Była to kontrola inspektora ZAiKS-u, wspomaganego przez patrol złożony z funkcjonariuszy policji i straży granicznej, w restauracji w Karpaczu. Niezależnie od znajomości prawa można się zastanawiać, czy mamy do czynienia z zamierzonym piractwem, czy raczej akcją niewspółmierną do przewinienia. Taka aktywność ZAiKS-u oznacza realizację statutowych zadań. Czy może wzbudzać sprzeciw?

Postawa ZAiKS-u wobec mediów radiowych i telewizyjnych jest źródłem narastającego od lat konfliktu. Nadawcy biją na alarm. Ostatnio spór się zaostrzył, a jego efektem były tzw. ciche dni radiowe, bez polskiej muzyki. O co właściwie chodzi? ZAiKS na wszystko ma jedną odpowiedź: nadawcy unikają płatności tantiem - cierpi na tym kultura narodowa, ubożeją środowiska twórcze. Stacje zaprzeczają. Spór, który zmienia się w otwartą wojnę, ogniskuje się wokół tantiem dla autorów, kompozytorów, aktorów oraz muzyków za emisje telewizyjne i radiowe utworów chronionych prawem autorskim.
Komisja Prawa Autorskiego, od roku działająca przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zajmuje się zatwierdzaniem tabel wynagrodzeń ZAiKS-u. Zgodnie z prawem, organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi powinny przedstawić komisji propozycje stawek za rozpowszechnianie utworów. ZAiKS, licząc na całkowitą swobodę w działaniu, długo opierał się jakiejkolwiek kontroli z zewnątrz. Zmuszony polityką nadawców, opracował tabele, ale nie doczekał się ich akceptacji. Odmówiła jej Komisja Prawa Autorskiego, w której skład weszły uznane autorytety prawa autorskiego: prof. dr Ryszard Markiewicz, prof. dr Janusz Barta, prof. dr Maria Późniak-Niedzielska i mec. Tomasz Kwiatkowski.
Prawo nie sprzyja nadawcom. Mimo że tabele dotyczą ich interesów i finansowych zobowiązań, nie mają oni prawa głosu podczas obrad komisji. Niewątpliwie bez nich łatwiej ją przekonać, iż mają pełne kieszenie i można z nich czerpać bez końca. Wprawdzie związek między emisją utworów a zamieszczaniem reklam jest raczej luźny, ale ZAiKS żąda od nadawcy prezentującego tzw. program uniwersalny 4 proc. od przychodów z reklam, sponsorowania i konkursów audiotele. Dla satelitarnego przekazu obowiązuje stawka o 10 proc. wyższa. Są to ogromne, wręcz absurdalne kwoty. Ale to nie koniec. Trzeba jeszcze wypłacić niemałe pieniądze aktorom, dubbingowcom (jest to obowiązek nadawców wobec ZASP), reżyserom i autorom (Stowarzyszenie Filmowców Polskich) oraz muzykom (SAWP i STOART).
- Stawki, jakich żąda ZAiKS, powiększone o należności dla innych stowarzyszeń, doprowadzą do całkowitego zniszczenia podstaw działalności polskich nadawców. Nie są oni w stanie płacić tak wysokich kwot, a to oznacza bankructwo - ostrzega adwokat Tadeusz Hellwig, prowadzący kancelarię adwokacką.
ZAiKS niechętnie ujawnia dane o repartycji środków finansowych, mimo że przy tak znacznych kwotach ich rozdział dla twórców powinien być bardzo klarowny. Niewątpliwe jest jednak to, że kwoty, których związek domaga się od nadawców telewizyjnych, nie mają szans trafić do polskich twórców. Jeśli zachowano by zasady uczciwego rozdziału i płacono za emisje muzyki w filmach, głównymi obdarowanymi byliby zagraniczni kompozytorzy - twórcy ścieżek dźwiękowych do zagranicznych obrazów. Wszystkie telewizje, łącznie z publiczną, wyświetlają przecież przede wszystkim filmy, których nie nakręcili Polacy.
Zagraniczni autorzy scenariuszy będą mile zaskoczeni. Dotychczas nie otrzymywali takich wynagrodzeń, jakie Polska zamierza im przyznawać. ZAiKS nie jest jedyną instytucją domagającą się tantiem od nadawców. Z roszczeniami występują również ZASP, Stowarzyszenie Filmowców Polskich, ZPAV, SAWP i STOART. Nadawcy pytają o granicę takich obciążeń - bez niej wszelkie planowanie biznesowe staje się fikcją. Niestabilne warunki ekonomiczne uniemożliwiają prognozowanie finansów firmy.
Najbardziej groźne dla mediów jest domaganie się, by zaprzestały emisji. Stawiając takie żądania, organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi stają się organami quasi-koncesyjnymi. Jest to nieoczekiwany efekt ich funkcjonowania - nie realizujący założeń prawa.
Niestety, projekt nowelizacji prawa autorskiego zamiast rozwiązywać konflikt, pogłębia go, a proponowane w nim rozwiązania wzmacniają pozycję i siłę organizacji zbiorowego zarządzania prawami. Dokąd zmierza ten proces? Oby nie w dalekie kraje. Jeśli spór nie zostanie pozytywnie rozstrzygnięty dla obu stron, apetyty organizacji zbiorowego zarządzania prawami nie zostaną powstrzymane, a nadawcy będą mieć tylko jedną drogę. Ucieczkę za granicę, skąd emitowanie dziś na terytorium Polski nie jest trudne.
- Pomysł, że polskie media będą wolały nadawać zza granicy, nie ma oparcia w rzeczywistości, ponieważ prawo w innych państwach, na przykład w Wielkiej Brytanii, nie jest bardziej łaskawe, jeśli chodzi o egzekwowanie należności za prawa autorskie - twierdzi Krzysztof Szuster, dyrektor generalny ZAiKS-u. - Stawki w innych krajach są rozsądne, nie zaś ustalane na zasadzie: "ile jeszcze da się wycisnąć od nadawcy" - oponuje prof. Ewa Nowińska z Instytutu Wynalazczości i Ochrony Własności Intelektualnej. - W Polsce ZAiKS zajmuje pozycję niemal monopolistyczną i dlatego może dyktować warunki do granic wytrzymałości. Może nadawcy zechcą się przenieść za granicę, ale będą to wyłącznie pojedyncze akty rozpaczy. Konflikt między ZAiKS-em a mediami mogą rozwiązać wyłącznie nowe i rozsądne przepisy.

Więcej możesz przeczytać w 10/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0